Promocja BETFAN
Promocja BETFAN
DieRoten.pl
REKLAMA


21 lat i jasna deklaracja. Bayern na całe życie?(Wywiad)

fot. canno73 / Photogenica

Aleksandar Pavlovic w dużym wywiadzie o Bayernie, klasyku z BVB i marzeniach o mundialu. 21-latek nie wyklucza, że całą karierę spędzi w Monachium, wzoruje się na Ronaldo i marzy o Triple. „Poddanie się nigdy w życiu nie wchodzi w grę".

Losowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów w piątek, klasyk z Borussią Dortmund w sobotę – tematów do rozmowy z Aleksandarem Pavloviciem nie brakuje. 21-letni pomocnik Bayernu znalazł czas na obszerny wywiad z portalem Absolut Bayern (Münchner Merkur/tz), w którym opowiedział o swojej przyszłości w klubie, marzeniach o mundialu, a przede wszystkim – o sobie samym. O chłopaku, który od dziecka gra w Bayernie i spokojnie wyobraża sobie, że tak zostanie do końca kariery.

REKLAMA

Panie Pavlovic, kiedy tydzień zaczyna się od zwycięstwa i gola, a kończy klasykiem – trudno o lepsze życie piłkarza, prawda?

– Zgadza się! Zwycięstwo i gol przeciwko Frankfurtowi dały wiatr w plecy – drużynie i mnie też. Ale teraz przed nami Dortmund! Wszyscy cieszymy się na ten mecz i jesteśmy dobrze przygotowani. Motywacja, żeby powiększyć przewagę, jest ogromna. Jedenaście punktów byłoby fajne (uśmiech).

Czy po drodze czuł pan jakąś presję?

– Nie. Przewaga się zmniejszyła, to oczywiście zauważyliśmy. Jedni częściej zerkają na tabelę, inni rzadziej. Ale żaden z nas się tym nie sugeruje. Mimo to wiemy, że w Dortmundzie musimy być skoncentrowani od początku do końca. Nie powinniśmy odpuszczać jak przeciwko Frankfurtowi.

Czy to przesada powiedzieć: jeśli Bayern wygra, jest mistrzem?

– Tak. Bo potem jest jeszcze sporo meczów, w których można zdobyć punkty, ale i je stracić. Nie jestem zwolennikiem świętowania tytułów za wcześnie.

Zna pan swój bilans przeciwko Dortmundowi?

– Nigdy nie przegrałem z Dortmundem. Szczególnie dobrze wspominam mecz 4:0, kiedy wszedłem z ławki i od razu zaliczyłem asystę. I raz chyba remis?!

Dokładnie. Nie przegrał pan jeszcze nigdy.

REKLAMA

– Może jestem amuletem na Dortmund w kadrze (śmiech). Brzmi nieźle. Bayern przeciwko Dortmundowi – czegoś większego w Niemczech nie ma. Kiedyś derby z 1860 były najważniejszymi meczami dla fanów Bayernu. Dziś to klasyk. Tak to odbierałem już jako młodzieżowiec i kibic.

Co się działo w takie dni u pana w domu?

– Zawsze bardzo dużo. W moim pokoju od podłogi do sufitu wszystko było w barwach FC Bayern – pościel, plakaty, wszystko. Mój tata jest tak samo zakręcony na punkcie piłki jak ja, zawsze oglądaliśmy razem – to były wyjątkowe chwile. Smutno mi było oczywiście w sezonach, kiedy BVB zostawał mistrzem, każdy kibic to zrozumie. Ale od tamtego czasu wiele się zmieniło…

Między innymi pan sam stoi teraz na boisku.

– Zgadza się. Żyję swoim dziecięcym marzeniem i kocham klasyk jako piłkarz tak samo jak jako kibic. Wyjście na boisko przed „Südtribüne” robi wrażenie, ale nie sprawia, że się denerwuję. Wręcz przeciwnie – mnie to nakręca. Już jako dziecko nie bałem się niczego, co działo się na boisku. Mój styl gry zawsze był taki sam. Nawet przy debiucie nie byłem zdenerwowany. To jest spora zaleta!

Kiedyś naśladował pan Thomasa Müllera, a teraz sam jest pan wzorem dla wielu chłopaków.

– Czasami nawet dzwonią do mnie do domu (śmiech). Uważam, że to piękne, kiedy można być wzorem dla dzieciaków. Jestem z tego dumny i szczęśliwy – i staram się zawsze znaleźć dla nich czas.

Kiedy strzela pan gola na Arenie, radość jest ogromna – jak w sobotę. Przeciwko Frankfurtowi do tego 95 procent celnych podań. Czy oglądamy pana w najlepszej formie w karierze?

– To prawda, że jestem bardzo pewny siebie. Chcę mieć każdą piłkę, taki jest mój styl gry. I czuję się dobrze jak nigdy. Ale zawsze może być jeszcze lepiej!

Jaką rolę odgrywa kondycja fizyczna?

REKLAMA

– Kondycyjnie jestem w topowej formie jak nigdy wcześniej. Wszystko się zgadza, zdrowotnie czuję się świetnie. Pracuję na to bardzo ciężko, dzień po dniu. Niech tak dalej będzie.

Ostatnio pochwalił się pan nową sylwetką na zdjęciu. Ile masy mięśniowej pan przybrał?

– Trochę (śmiech). Ale nie chcę być kulturystą, nie chcę nabrać za dużo mięśni. To może przecież też hamować. Mimo to dobrze jest być w takiej formie atletycznej.

Wzorem Leon Goretzka?

– Leon miał kiedyś zdecydowanie więcej mięśni niż ja teraz. Raczej Cristiano Ronaldo. On jest generalnie moim wzorem. To profesjonalista pod każdym względem.

Jeśli porównać Pavlovica z 2024 roku z dzisiejszym – co jest takie samo, a co inne?

– Moja osobowość się nie zmieniła. Nie ma powodu, żeby się unosić tylko dlatego, że ma się trochę więcej meczów za sobą. Ale moje ciało rozwinęło się niesamowicie. Kiedyś byłem mały, chudy, szparag. Do tego nieśmiały. Teraz pozwalam sobie też na żarty z chłopakami.

Nadal gra pan „jak na osiedlowym boisku”?

– Nie. Tam raczej ogrywałem rywali jak Neymar (śmiech). Teraz skupiam się na kreowaniu gry. Ale od czasu do czasu można wpleść kilka trików. Osiedlowe boisko na zawsze zostaje w sercu.

Gdzie jest pan na drodze do zostania „najlepszą szóstką na świecie”?

REKLAMA

– Trzeba iść krok po kroku, żeby osiągać wielkie cele. Trochę naśladuję Rodriego, dla mnie przez długi czas był jednym z najlepszych. Codzienne treningi i gra u boku takich zawodników jak Joshua Kimmich, Kane i innych – to jest coś wyjątkowego.

Bierze pan na siebie więcej odpowiedzialności na boisku. Czy to nieuchronnie wiąże się z większą presją?

– Nie, traktuję to raczej jako przywilej. Kiedy młodsi dochodzą do pierwszego zespołu, tak jak kiedyś ja, chętnie podpowiadam, ciągnę ich za sobą. Bo z własnego doświadczenia wiem, jak ważne to jest dla młodych graczy. Z Lennartem Karlem na przykład spędzam sporo czasu, chodzimy razem na jedzenie. Podobnie z Tomem Bischofem. Jesteśmy młodszym pokoleniem, które się odnajduje. Chętnie biorę na siebie tę odpowiedzialność.

Do kogo pan się zwraca, kiedy potrzebuje rady?

– Przez długi czas to był Thomas Müller, naśladowałem go już jako dziecko. Ale w naszym zespole mieszanka jest teraz tak dobra, że można zwrócić się do każdego. Każdy chce każdemu pomóc. W trakcie meczu z reguły szukam kontaktu z Jo [Kimmichem – przyp. red.].

Czy Thomas Müller będzie kiedyś pana szefem?

– Bardzo bym chciał, żeby wrócił. Jest absolutną legendą tego klubu. FC Bayern potrzebuje takich ludzi jak on.

Max Eberl ostatnio bardzo pana chwalił. Czy to balsam na duszę pomocnika, który często pozostaje w cieniu wspaniałej ofensywy?

– Szczerze mówiąc: totalnie. Zawsze cieszy mnie pochwała. Ale ci z przodu niech po prostu robią dalej to, co robili do tej pory. My organizujemy wszystko za nimi – oni mają strzelać gole.

Dziś jest pan rozgrywającym, ale w czasach juniorskich bywało, że zostawał pan z tyłu.

– To nie było łatwe. Ale wątpliwości co do siebie nigdy nie miałem. To, że w U15 na przykład jako późno dojrzewający byłem dużo mniejszy i słabszy od reszty, pozwoliło mi wewnętrznie urosnąć. Musiałem przez to przejść i dlatego jestem dziś tym, kim jestem. Wiem, że poddanie się nigdy w życiu nie wchodzi w grę.

Czy jest pan gwiazdą na Campusie?

– (śmiech) Nigdy nie postrzegam siebie jako gwiazdy. Nadal jestem tym samym Aleksem, którym byłem zawsze. Ale zawsze cieszę się, kiedy tam jestem. Mecze topowe to dla mnie i mojego taty obowiązkowe punkty programu – kiedy mam czas.

Czy „na zawsze FC Bayern” to dla pana realna opcja?

– Jak najbardziej. Nie znam niczego innego niż FC Bayern. Jeśli tutaj wszystko będzie szło tak, jak sobie tego życzymy, nie ma powodu, żeby robić coś innego. Daję z siebie wszystko każdego dnia dla tych barw i będę to robić dalej. Tego możecie być pewni.

Władze Bayernu życzą sobie więcej takich Pavloviciów.

– Brzmi dobrze. Ale chłopaki nie powinni się na siebie nakładać presji. Każdy ma swoją drogę. A tylu młodych zawodników w kadrze lub trenujących z pierwszym zespołem co teraz – tego w Bayernie nie było od dawna. Nasz trener robi to bardzo dobrze, angażując ich wszystkich. Wielu młodych graczy bierze teraz na siebie więcej odpowiedzialności. Wszyscy chcemy przeżyć razem jeszcze wiele. Krok po kroku budowane są w ten sposób nowe filary.

Gdzie widać różnicę pokoleń najbardziej?

– U mnie nigdy nie było Facebooka, u nas jest TikTok (śmiech).

Czy w pewnym momencie potrzebne będzie nowe „Mia san mia”?

– Nie! „Mia san mia” niech zostanie takie, jakie jest. My, młodzi zawodnicy, potrafimy się utożsamiać z tymi wartościami, które wyrosły w klubie. To DNA pozostaje u nas takie samo.

Lennart Karl przeżywa teraz to samo co pan przed EURO – czeka na pierwszą nominację. Co dałby reprezentacji Niemiec?

– Kreatywność, radość z gry, beztroskość, elementy zaskoczenia. Niesamowicie dużo! Jest po prostu niewiarygodnie dobrym piłkarzem i pasuje do każdej drużyny.

Jak bardzo nie może się pan doczekać pierwszego turnieju?

– Bardzo liczę na nominację. Nieobecność na Euro była po prostu gorzka, nie robię z tego tajemnicy. Zagrać teraz na mundialu – to jest moje marzenie. Już teraz cieszę się na ten turniej latem.

Z jakimi celami?

– Z celem wygrania! Chyba jasne!

Czy wygranie Ligi Mistrzów z Bayernem nie jest bardziej prawdopodobne?

– Najpiękniej byłoby jedno i drugie. Wszędzie mamy dobre szanse.

Czy wolno głośno wypowiedzieć słowo „Triple”?

– (uśmiech) W mediach mówiono o tym już kilka tygodni temu. Byłoby to po prostu fantastyczne. Ale myślimy od meczu do meczu – a teraz o Dortmundzie.

 

Źródło: tz.de
KamilM

Komentarze

REKLAMA
Trwa wczytywanie komentarzy...