Bayern Monachium zremisował z Vikingiem Stavanger 3:3 w drugiej kolejce Ligi Mistrzów. Bawarczycy odrobili dwubramkową stratę i wyszli na prowadzenie, jednak czerwona kartka Michaela Olise znacząco skomplikowała ich sytuację.

Francuz w krótkim odstępie czasu otrzymał dwie żółte kartki. Najpierw za przewinienie taktyczne, a następnie za rzucenie piłką w twarz Zlatko Tripicia. Grający w przewadze gospodarze doprowadzili do wyrównania w 90. minucie. Po spotkaniu Max Eberl nie zamierzał ukrywać rozczarowania.

– To obecnie nie jest poziom naszej drużyny. Stwarzamy mnóstwo okazji bramkowych i będziemy zdobywać wiele goli. Ale sami dokładamy sobie niepotrzebnych problemów. Już od początku stawiamy się w trudnej sytuacji, a później dodatkowo osłabiamy zespół głupią drugą żółtą kartką – powiedział działacz w rozmowie z „AZ”.

Eberl przyznał również, że decyzja bułgarskiego arbitra Georgiego Kabakowa była uzasadniona.

– To była prawidłowa druga żółta kartka. Pierwsza za przytrzymywanie, druga za rzucenie piłką w twarz. Daliśmy się sprowokować – podsumował Max Eberl.

Niewykluczone, że Olise poniesie dodatkowe konsekwencje dyscyplinarne. Zapytany o ewentualną karę finansową dla Francuza, Eberl zapowiedział, że klub spokojnie przeanalizuje tę kwestię.

Skrzydłowy nie wystąpi również w kolejnym spotkaniu Ligi Mistrzów przeciwko Arsenalowi. Jego nieobecność będzie poważnym osłabieniem ofensywy monachijczyków.

Źródło BFW
Udostępnij