DieRoten.pl

Zapaść, stagnacja czy rozwój? Bayern za pięć lat. #1 : polityka transferowa

13.11.2018, 16:37:56
FotoOlimpik

Po obiecującym początku sezonu Bawarczycy wpadli w dołek, który znacznie osłabił pozycję Niko Kovaca.

reklama

To jest gościnny wpis czytelnika dieroten.pl

Wydaje się, że o ile Bayern posiada na tyle klasy sportowej, żeby powrócić na zwycięską ścieżkę, tak otwarte pozostaje pytanie, czy powrót ten nastąpi pod wodzą aktualnego trenera, który wedle doniesień niemieckiej prasy stracił szatnię (ewentualnie nigdy jej nie pozyskał). Celem tego felietonu nie jest jednak analiza bieżącego spadku formy ani pozycji chorwackiego trenera, a okres następnych kilku lat. Zapraszam Was do zapoznania się z cyklem " Zapaść, stagnacja czy rozwój? Bayern za pięć lat", w ramach którego w trzech felietonach zajmę się perspektywami sportowo-finansowymi Bayernu w ujęciu średnim oraz długim. Opiszę w nich również mechanizmy związane z polityką transferową Bawarczyków oraz jego otoczeniem ligowym i międzynarodowym. Dokładne omówienie tych kwestii stanowić będzie punkt wyjścia do wytyczenia ścieżki Bayernu na następne lata.  Dlaczego 2023 rok? W tym właśnie roku przypadnie 10 lat od ostatniego tryumfu Die Roten w Lidze Mistrzów. W kolejnych felietonach spróbuję określić szanse na powtórzenie sukcesu w Europie przed upływem dekady. W szczególności postaram się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy pomimo oszczędnej polityki transferowej Bayern będzie nadal liczącą się siłą w Europie oraz czy rządzący klubem tandem Uli Hoeness & Karl-Heinz Rummenigge dalej gwarantuje sukcesy? Mam nadzieję, że uzyskane w ten sposób odpowiedzi pozwolą na sprawdzenie, który ze scenariuszy jest realniejszy: czy taki, w którym Bayern utrzyma się w ścisłym gronie czołowych drużyn Europy, czy też taki, w którym Bayern wróci do mrocznych lat 2002-2009, naznaczonych statystowaniem w decydujących fazach Ligi Mistrzów?

Analizę zacznijmy od klubowej kadry. Siłę napędową stanowią w dalszym ciągu mający łącznie 69 lat Franck Ribery oraz Arjen Robben, ich następców-zastępców stanowią podatni na kontuzję Kingsley Coman oraz Serge Gnabry, w linii obrony Bayern nie posiada wystarczającej liczby wartościowych zmienników, a w dodatku gracze stanowiący trzon drużyny albo zaliczają stały regres sportowy (Jerome Boateng, Thomas Mueller), albo wydają się nie być w stanie udźwignąć drużyny w najważniejszych momentach (Thiago Alcantara, Robert Lewandowski). Oczywiście nie należy tracić z pola widzenia tego, że w ostatnich latach Bawarczycy dokonali kilku bardzo dobrych lub co najmniej obiecujących inwestycji (Joshua Kimmich, Robert Lewandowski, Thiago Alcantara, Mats Hummels (?), Niklas Suele, Kingsley Coman, James Rodriguez, Corentin Tolisso, Leon Goretzka, Serge Gnabry, Renato Sanches, Alphonso Davies), jednak dalej o sile drużyny stanowią w dużej mierze zawodnicy wiekowi oraz nasyceni sukcesami (by nie rzec - wypaleni). W tym miejscu należy postawić pytanie: czy przy pomocy konserwatywnej - a wręcz oszczędnej - polityce transferowej Bayern jest w stanie na dłuższą metę rywalizować w Europie?

Zgodnie z raportem CIES Football Observatory w okresie obejmującym lata 2010-2018 włodarze Bayernu przeznaczyli na wzmocnienia 554 miliony euro (około 70 milionów na jeden sezon), co daje Bawarczykom...19 miejsce wśród klubów najlepszych 5 europejskich lig, m. in. za Valencią oraz Evertonem. W tym okresie Bayern 7 razy wygrał Bundesligę, 4 razy Puchar Niemiec, 1 raz Ligę Mistrzów, a poza tym 2 razy meldował się w jej finale. Zatem w omawianym okresie w przypadku Bayernu wskaźnik cena/sukces jest bardzo korzystny, w przeciwieństwie do analogicznego dla Chelsea, Manchesteru City, PSG, Liverpoolu czy Manchesteru United. Powyższe wartości można zestawić z porównywalnymi w tym okresie wydatkami Borussii Dortmud, która przeznaczając średnio ledwie 3 miliony euro mniej na sezon, może poszczycić się w takim samym czasie 1 finałem Ligi Mistrzów, 2 mistrzostwami oraz 2 krajowymi pucharami (różnica ta uwidocznia się jeszcze bardziej, porównując zdobycze punktowe w lidze Bayernu oraz Borussii od sezonu 2010/11 do sezonu 2017/18: średniorocznie Bawarczycy uzyskiwali o 14.5 punktów ligowych więcej od Żółto-czarnych). Jednakże należy pamiętać, że - jak podają w "Futbonomii" Simon Kuper oraz Stefan Szymański - sukcesy sportowe na dłuższą metę warunkują klubowe wydatki płacowe, a nie transferowe. Według hiszpańskiego "AS" Bayern wydaje 270 milionów euro na pensje zawodników (stan na styczeń 2018 r.), co daje mu 8 pozycję w Europie. Podobne miejsce, z niewielkimi odchyleniami, Die Roten zajmował również w poprzednich latach.

Jak widać, w porównaniu do rankingu transferowego nastąpiło przesunięcie o 11 pozycji w górę, a efektywnością wydatków płacowych Bayern dystansuje będących przed nim: Liverpool, PSG, Manchester City, Chelsea, Manchester United oraz znajdujący się minimalnie za nim Arsenal. Powyższe dane należy zestawić z dokonaniami Bawarczyków w europejskich pucharach w minionych sezonach, a zwłaszcza zasadniczo regularnym meldowaniem się w TOP-4 Ligi Mistrzów. W takim stanie rzeczy wydaje się więc, że Bayern osiąga wyniki "ponad stan" (biorąc pod uwagę relację wydatków płacowo-transferowych do sukcesów sportowych), przy czym należy pamiętać, że faktyczne przychody klubu (wyższy przychód roczny osiąga jedynie Real Madryt, FC Barcelona oraz Manchester United) upoważniają go do przesunięcia się do TOP 4-6 pod względem płacowym, a zwłaszcza transferowym. Innymi słowy, Bayern może sobie pozwolić na wydawanie większych pieniądze na transfery i pensje. Zwłaszcza że - jak pokazuje obecny sezon - to, co do tej pory względnie zdawało egzamin, czyli oszczędna strategia transferowo-płacowo, nie musi być gwarantem sukcesu w następnych latach. Zresztą zawodnicy, którymi Bawarczycy są zainteresowani, doskonale wiedzą o samoograniczeniach klubu na tym polu, co wpływa na ich decyzje transferowe. Bayernowi również nie pomaga to, że zawęża on - ustami swoich włodarzy - ambicje do wygrywania krajowych trofeów, co skutkuje ograniczeniem zainteresowania zawodników celujących nie tylko w wysoką pensję, ale także zamierzających być częścią zwycięskiego projektu sportowego.

Wielu ekspertów i kibiców zauważa, że rynek transferowy na tyle się zmienił, że taki klub jak Bayern - jeśli chce dotrzymać kroku europejskim konkurentom - powinien zacząć wydawać na pojedynczego zawodnika po 60-80 milionów euro. Zwłaszcza jeżeli - tak jak Die Roten - ma ku temu możliwości. Przykładowo w letnim okienku transferowym 2012 r. Bawarczycy zapłacili 40 milionów euro za Javiego Martineza, osiągając w tamtym roku (dokładniej w sezonie 2011/12) 368.4 milionów euro przychodu (opłata transferowa wyniosła zatem prawie 11 % sezonowego przychodu). Z kolei w sezonie 2016/17 Bayern wygenerował przychód w kwocie 587, 8 milionów euro, z której to kwoty przeznaczył 41.5 milionów euro na nabycie Correntina Tolisso. Kwota transferu wyniosła około 7 % sezonowego przychodu. Wskaźnik powyżej 10 % Bawarczycy uzyskiwali również w związku z biciem swoich poprzednich rekordów transferowych, kupując m. in. Roya Makaaya oraz Mario Gomeza. Podobne wyniki uzyskamy, porównując przychody klubu z danego sezonu do wszystkich zrealizowanych w jego trakcie transferów. Dla Bayernu rekordowy pod tym względem był sezon 2016/17, w którym wydano 116.5 miliona euro. Wynik ten mógł imponować na tle europejskiej czołówki...10 lat temu. Obecnie pozostaje on daleko nie tylko za elitą europejską, ale również za klasą średnią w rodzaju Evertonu, AS Monaco czy Valencii.  Przenosząc powyższe wyliczenia na obecne możliwości finansowe klubu, należy zwrócić uwagę, iż nawet prowadząc konserwatywną politykę transferową, wydatek 60 milionów euro na pojedynczego zawodnika nie wydaje się stanowić odejścia od przyjętej linii. Innymi słowy, dla obecnego stanu klubowej kasy wydanie 60 milionów euro równa się 40 milionom euro za Javiego Martineza w 2012 r. Posługując się terminologią Uliego Hoenessa, jako prawdziwe sięgnięcie po "granaty" należałoby uznać dokonanie transferu za co najmniej 70-80 milionów euro.

Jak zatem wytłumaczyć bardzo ostrożne zachowanie włodarzy Die Roten na rynku transferowym? Po pierwsze, Uli Hoeness niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że sytuacja na rynku od wielu lat stanowi anomalię, po której powinna nastąpić korekta. Pojawia się jednak pytanie, czy takie odchylenie rzeczywiście nastąpiło. W 2001 r. Real Madryt pobił transferowy rekord świata, wydając 76 milionów euro za Zinedine'a Zidane'a, co stanowiło przeszło 50 % przychodu klubowego w sezonie 2000/2001. W tym samym sezonie bramkarski rekord transferowy pobił Juventus, nabywając za ponad 52 milionów euro Gigiego Buffona. Kwota transferu stanowiła około 30 % przychodu klubu w sezonie 2000/2001. Wskazując na bańkę na rynku transferowym w ostatnich latach, wielu ekspertów oraz kibiców powołuje się na wręcz monstrualne zakupy PSG, które na nabycie Neymara oraz Mbappe przeznaczyło około 400 milionów euro, przy czym należy pamiętać, że środki te pochodzą de facto z katarskiej studni bez dna. Pozostałe wielkie transfery ostatnich lat (Bale, Dembele, Coutinho, Pogba, transfer C. Ronaldo do Juventusu) nie przekraczały 20-25 % rocznych przychodów klubów. Na korektę rynku nie wskazują również stale zwyżkujące przychody europejskich drużyn, idące w parze z obniżaniem się poziomu zadłużenia. Rafał Lebiedziński zwraca uwagę, że w 2011 r. zadłużenie netto w europejskiej piłce nożnej wynosiło 65% rocznego przychodu, podczas gdy w 2016 spadło do 35%, osiągając 6.3 miliarda euro [źródło]. Skąd więc bierze się dosyć powszechne przeświadczenie, że rynek transferowy oszalał? Być może wynika to z faktu, że wzrost opłat transferowych oraz pensji zestawia się z o wiele wolniejszym tempem przyrostu pensji przeciętnego Kowalskiego. Stanowić to może również pewien rodzaj tak zwanej heurystyki zakotwiczenia, w ramach której eksperci oraz kibice przykładają obecne realia rynkowe do cen sprzed 5-10 lat (czy nawet sprzed transferu Neymara), kiedy za 30-40 milionów euro można było nabyć gwiazdę światowego formatu. To jest o tyle zrozumiałe, że media o wiele więcej miejsca poświęcają kolejnym wielomilionowym transferom niż wzrastającym budżetom klubowym.

Kolejnym usprawiedliwieniem kursu Bayernu jest to, że nie może on sobie pozwolić na wyścig z klubami posiadającymi niemalże nieograniczone budżety transferowo i płacowe. Bayern - w przeciwieństwie do takich klubów - jako przedsiębiorstwo sportowe działa w granicach środków finansowych, jakimi dysponuje. Pomimo że w aktualnym rankingu Deloitte Football Money League m. in. PSG, Manchester City czy Chelsea znajdują się niżej od Bayernu, to rzucenie im rękawic mogłoby skutkować "wykrwawieniem się" finansowym, niemożliwym do wygrania wyścigiem do dna z pieniędzmi oligarchów oraz szejków znad Zatoki Perskiej, gdyż rankingi finansowe nie odzwierciedlają w pełni pozycji ekonomicznej tego rodzaju klubów, opłacających nierzadko wynagrodzenia zawodników i członków sztabu pozabudżetowo.

Widocznym trendem w polityce władz Bayernu jest również kładzenie coraz większego akcentu na szkolenie dzieci i młodzieży. Dobrym przykładem jest wybudowany kosztem 70 milionów euro FC Bayern Campus (oddany do użytku w sierpniu 2017 r.). Zanim jednak pierwsze talenty opuszczą Campus, Rummenigge z Hoenessem pokładają nadzieje w tym, że niebawem pierwszą drużynę zaczną zasilać zawodnicy drużyn młodzieżowych, w których mają znajdować się nieprzebrane pokłady talentów, na czele z Batistą Meierem, Hoffmanem, Maiem, Feinem, Wriedtem, Jeongiem czy Rheinem.

 Postawienie na zawodników z własnej akademii pozwoli zaoszczędzić wielkie pieniądze oraz utrzymać (a być może wzmocnić) bawarski charakter drużyny, co stanowiłoby zdecydowanie opcję win-win dla włodarzy Bayernu. O tym jednak, jak trudne jest to zadanie, świadczy przykład Thomasa Muellera oraz Davida Alaby, czyli ostatnich "produktów" bawarskiej akademii, którzy na stałe wkomponowali się w pierwszy zespół. Pewnego rodzaju rozgrzeszenie dla klubu stanowi to, że od Bayernu - podobnie jak od innych wielkich klubów - wymaga się ciągłego wygrywania, co staje na przeszkodzie spokojnemu dojrzewaniu i ogrywaniu talentów w pierwszej drużynie. Za przykład może posłużyć stawiana przez lata za wzór szkolenia La Masia, która niemalże zaprzestała dostarczania swoich absolwentów do pierwszej drużyny FC Barcelony. Być może to właśnie Campus stanowi kolejny as w rękawie Hoenessa. Nie wszyscy kibice wiedzą, ale ten sam Uli Hoeness, który dla wielu jawi się jako skostniały konserwatysta, kilka dekad temu był tym, który wręcz zrewolucjonizował niemiecką i europejską piłkę nożną. Niezdolny zdrowotnie do gry został on zmuszony zakończyć piłkarską karierę w wieku 27 lat. Niedługo później - już jako najmłodszy manager w historii Bundesligi - udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie podglądał sposoby działania zespołów z najważniejszych amerykańskich lig zawodowych, zwłaszcza te dotyczące merchandisingu, mogące zwiększyć bazę dochodową klubu. W krótkim czasie Hoeness wdrożył w Bayernie niezbędne zmiany, które poskutkowały szybkim wzbogaceniem się klubu [Uli Hesse, Bayern. Globalny superklub, Kraków 2018]. Być może to właśnie Campus z jego wychowankami okaże się kolejnym rewolucyjnym posunięciem Hoenessa. Oczywiście sama idea posiadania szkółki piłkarskiej nie stanowi nowości, ale już stałe zasilanie jej wychowankami składu pierwszej drużyny z europejskiego topu jak najbardziej tak.

Ciekawym wytłumaczeniem postawy Bawarczyków na rynku transferowym może być również to podsunięte przez ekonomistę Roberta H. Franka. Co prawda badał on amerykańską ligę futbolu zawodowego, jednak wnioski płynące z jego prac można z powodzeniem zastosować do piłki nożnej. Jego zdaniem rynki sportowe należy określić jako takie, w których "zwycięzca bierze wszystko". Oznacza to, że różnica w wynagrodzeniach piłkarza np. pierwszoligowego oraz drugoligowego nie odzwierciedla faktycznej różnicy w ich umiejętnościach. Innymi słowy, o deformacji rynku piłkarskiego miałaby świadczyć stukrotna różnica w płacach poszczególnych zawodników, podczas gdy różnica w ich umiejętnościach wynosiłaby 5-10 %. Rynkowi zwycięzców Frank przeciwstawia rynki fryzjerów, murarzy, sprzątaczek itp., na których dysproporcja płacowa jest o wiele mniejsza (nawet w przypadku większej różnicy w umiejętnościach). Oczywiście w tym miejscu nie chcę sugerować, że należy wprowadzić odgórne limity płacowe lub oprzeć skład o zawodników z 2. Bundesligi. Nie jest to również miejsce, żeby wytłumaczyć powody stojące za takim zróżnicowaniem płacowym. W każdym razie, nawet jeżeli Uli Hoeness oraz Karl-Heinz Rummenigge nie obudowują swojego stanowiska w ekonomiczne teorie, tak szereg ich działań może wskazywać na to, że intuicyjnie wyczuwają oni problem olbrzymiej dysproporcji w wynagrodzeniach i cenach transferowych bardzo dobrych a tych nieco gorszych piłkarzy. Wydaje się, że ten czynnik stanowi jeden z najważniejszych fundamentów "skąpstwa" zarządu. Zatem działania zarządu niejednokrotnie zdają się przeczyć stworzonej przez ekonomistę E. Famę tak zwanej hipotezie rynków efektywnych, zgodnie z którą rynki są efektywne wtedy, gdy cała dostępna informacja o instrumencie finansowym (piłkarzu, jego poziomie wyszkolenia, adaptacji do nowego otoczenia itp.) jest natychmiast odzwierciedlana w jego cenie. Tak samo jak HRE została częściowo skutecznie podkopana przez ekonomistów behawioralnych (m. in. R. Thalera, R. Shillera), pion sportowy Bayernu na podobnej zasadzie stara się wyszukiwać zawodników niedoszacowanych lub perspektywicznych, zakładając, że niewielka różnica w umiejętnościach nie uzasadnia różnicy cenowej pomiędzy poszczególnymi zawodnikami w wysokości np. 30-50 milionów euro. Michael Lewis w książce "Umysł nieracjonalny. Krótka teoria perspektywy" przytoczył dane statystyczne z draftu do NBA, zgodnie z którymi co do zasady na dłuższą metę lepiej wybrać np. dwóch zawodników z niższymi numerami niż jeden z wyższym. Władze klubów przeceniają jednak pojedynczych zawodników z wyższymi numerami ze względu na pamięć o najlepszych "Rookies" z ostatnich lat, pomijając jednak tych z wysokimi numerami, którzy nie spełnili pokładanych w nich nadziei (czyli większości).  

Inna sprawa, że w zawodowym sporcie, a zwłaszcza w przypadku tak konkurencyjnych rozgrywek jak Liga Mistrzów, różnica 1-2% dzieląca zawodnika wybitnego od bardzo dobrego czy dobrego może przesądzać o końcowym tryumfie. Dobrą ilustracją tego zjawiska jest ostatni dwumecz Bayernu z Realem Madryt, o którego wyniku przesądziły błędy Rafinhi oraz Ulreicha. Zawodników, którym brakuje właśnie kilku punktów procentowych do miana wybitnych. O tym, jak istotna jest walka o brakujący 1 czy 2 procenty, świadczy rewolucja, jaką kilka lat temu przeprowadził w kolarstwie sir David Brailsford, który w reprezentacji Wielkiej Brytanii w kolarstwie torowym oraz następnie w grupie Sky wprowadził metodę polegającą na zauważaniu drobiazgów i szukaniu możliwości ich poprawy. Nawet o 1 % lub mniej. Ulepszenie jednego elementu w tak małym stopniu może nie zostać zauważone, ale gdy zsumujemy poszczególne poprawione elementy, to okaże się, że uzyskamy na przykład kilkuprocentową przewagę. A to już pozwala zwyciężać - tak jak zarządzane przez Brailsforda drużyny. Ta metoda została nazwana agregacją zysków minimalnych.

Jako na kolejne uzasadnienie oszczędnej polityki transferowej tandemu rządzącego Bayernem należy wskazać przywołaną już wyżej nie taka silną korelację pomiędzy wydatkami pieniężnymi klubów piłkarskich a sukcesami sportowymi. Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że wydając setki milionów euro, Manchester City, PSG czy Chelsea osiągną wysoką pozycję w krajowej lidze. Jednak w piłce nożnej, ze względu na jej znaczną losowość, nie istnieje bardzo silna gwarancja odniesienia sukcesu po wydaniu fortuny i zgromadzeniu najlepszych piłkarzy oraz sztabu szkoleniowego. O elemencie losowości nie trzeba przekonywać żadnego kibica, który pamięta wygranie mistrzostw Europy w 2004 r. przez Grecję, nieposiadającej z całą pewnością najwartościowszych piłkarzy na swoich pozycjach oraz której walory ofensywne ograniczały się do stałych fragmentów gry (inna sprawa, że ten element Grecy opanowali niemalże do perfekcji). W rezultacie w piłce nożnej istnieje możliwość szybkiego strzelenia bramki, a następnie "zabicia" meczu poprzez skomasowaną obronę, skutecznie niwelującą przewagi jakościowe przeciwnika. Takiej możliwości nie ma lub jest ona bardzo ograniczona w innych popularnych sportach, takich jak futbol amerykański, rugby, koszykówka, hokej, piłka ręczna czy siatkówka, wymuszających również od teoretycznie słabszych kadrowo drużyn "otwarcia się". Wydaje się więc, że banda Cholo Simeone miałaby znacznie mniejsze szanse na odniesienie sukcesu w tychże dyscyplinach. Ze względu na znaczny czynnik losowy istnieje również niewielka szansa na to, że piłkę nożną w następnych latach czekać będzie rewolucja matematyczno-statystyczna, jaka spotkała m. in. amerykański baseball.

Ostatnie wytłumaczenie działań Bayernu na płaszczyźnie transferowej należy umieścić w szerszej perspektywie, tj. społeczno-ekonomiczno-politycznej. Zapoczątkowany w 2007 r. kryzys finansowy, który rok później przeniósł się do sfery realnej, w niektórych państwach Unii Europejskiej skutkował zaprowadzeniem polityki tzw. "austerity" (oszczędzania). Napisałem "niektórych", bo ile część krajów rozpoczęła proces oddłużania (zwłaszcza finansów publicznych), tak inne radośnie kontynuowały zaciąganie zobowiązań (Włochy). W każdym razie "austerity" oddaje bardzo dobrze niemiecką skłonność do oszczędzania, stąd też została implementowana przez Niemcy nie tylko na gruncie polityczno-biznesowym, ale wydaje się, że również w niemieckiej piłce nożnej, której kluby w większości generują nadwyżki finansowe oraz stawiają na pracę organiczną.

Na zakończenie należy jeszcze nadmienić, że strategia transferowa Bawarczyków może w najbliższych latach ulec zmianie wobec ogłoszonego przez Uliego Hoenessa zamiaru opuszczenia stanowiska w ciągu 2-3 lat. Wydaje się, że na obecną chwilę największą szansę na wskoczenie w jego buty ma Karl-Heinz Rummenigge, który już kilka temu, w okresie osadzenia Hoenessa w zakładzie karnym, skupił na ten czas we własnych rękach władzę w klubie. Jednak w takiej sytuacji należy spodziewać się raczej stonowanej korekty dotychczasowej polityki transferowej niż zapoczątkowania rozrzutności w rodzaju angielskich klubów, zwłaszcza że Rummenigge już teraz jako członek decydenckiego duopolu współkształtuje działania Bayernu na tym polu.

Podsumowując, należy stwierdzić, że Bayern na tle europejskiej czołówki prowadzi wyjątkowo oszczędną politykę transferową. Równocześnie posiada on odpowiednie zasoby pieniężne, żeby uaktywnić się na rynku transferowym. Przeszkodę stanowi nastawienie obecnych władz Die Roten, które stronią od rozrzutności, usiłując zbudować mocną kadrę najmniejszym kosztem. Taka polityka z całą pewnością skutkuje bezpieczeństwem finansowym oraz sukcesami krajowymi, jednak pozbawia w znacznym stopniu konkurencyjności na arenie międzynarodowej. O tym, że połączenie wody z ogniem jest w pewnym stopniu możliwe, świadczy przykład ostatnich lat, naznaczonych względnie niewielkimi wydatkami i regularnym dochodzeniem do fazy półfinałowej Ligi Mistrzów. Tylko czy ktoś jest tym w pełni usatysfakcjonowany? Wydaje się, że do głębszego sięgnięcia do kasy klubowej może skłonić Hoenessa i Rummenigge (albo następców wobec zamiaru rezygnacji Hoenessa) dopiero zapaść sportowa lub pojawienie się na horyzoncie ligowym rywala, który będzie w stanie rzucić wyzwanie Bawarczykom. Odpowiedź na pytanie, czy taki się pojawi, kto nim będzie i dlaczego zapewne Borussia Dortmund, postaram się znaleźć w kolejnym felietonie.

Już w piątek druga część felietonu- Zapaść, stagnacja czy rozwój? Bayern za pięć lat. #2 - otoczenie ligowe

źródło: Własne

reklama

KONKURS TYPERA

DieRoten.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z DieRoten. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!

KOMENTARZE (16)

reklama



15.11.2018 12:53
Tak analizuje twój tekst i zwracam uwagę na kolka aspektów polityki transferowej Bayernu.
Na przykład dlaczego za wszelka cenę chcą pozbyć się Boa robiąc mu czarny PR tak jak to kiedyś robili w przypadku Gotze czy Kroosa i każą dawać Boa na pozycję numer 4 gdzie już w przeszłości się błaźnił na przykład słynny objazd przez Messiego w meczu z Barceloną. Chcą się pozbyć klasowego SO który na pozycji numer 3 gra jak z nut - a jak ma obok siebie piłkarza takiego jak Hummels to prezentuje mistrzostwo świata.
Dałeś pytajnik przy Hummelsie - ale to nie jego wina że dają mu Goretzkę na LO i nie wsparcia.
Rzadko też ostatnio gra w parze z Boa - dlaczego ?
Być może dlatego Hummels się buntuje i chce wywalić Kovaca.

A Zarząd ma swoja politykę płacową i 15 mln Boa które zeszły by z funduszu płac - to jest prawdziwa przyczyną chęci jego sprzedania nawet za 5 mln jak Vidala - ale zeszło im 10 mln kontraktu Vidala czyli mogli mówić mediom że zarobili na nim 15 mln.

Na Bastianie zeszło im 10 mln na Gotze 12 mln na Benatii i Costie po 6 mln czyli 12 mln.
Szukają kasy w ten sposób by dać jena przykład Goretzce czyli 12 mln.

Na przykład by dać 11 mln Lewemu byli zmuszeni sprzedać Kroosa za śmieszną kasę.
Ale per saldo po sprzedaniu Kroosa i Mandżu zeszło im z funduszu płac około 14 mln rocznie
14.11.2018 12:33
Bardzo dobry tekst. Miło mi się to czytało. Fajnie pokazana jest inflacja jaka panuje na rynku transferowym. Pozdrowienia dla autora
14.11.2018 06:50
Chciałbym zobaczyć tę rewolucję. Może James jest spokojnie do uratowania? Miejsce w składzie powinien mieć jednak ze swoimi umiejętnościami zapewnione. Kto wie jednak co będzie jak wróci Coman a Davies odpali?
14.11.2018 06:01
@JazGod

Podobną kwotę przyjmuje daily mail w najnowszym notowaniu:

https://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-6384295/Barca-spend-150m-Man-Utd-200m-Man-City.html

W rozbiciu na poszczególnych zawodników znalazłem takie coś:

https://sillyseason.com/salary/fc-bayern-munich-players-salaries-69075/

Chociaż byłbym ostrożny wobec tego rankingu, bo według niego Coman i Goretzka zarabiają więcej od Neuera czy Muellera. Ewentualnie mogli pomieszać kwoty brutto z netto, bo np. w przypadku Neuera wygląda to zdecydowanie na kwotę netto (150 000 * 52 = 7.8 mln, wobec wszędzie podawanych 15 mln brutto). Nie sądzę też, że Neuer ma podstawę prawie 8 miliony, a dobija do 15 baniek premiami.

W każdym razie - zakładając, że podane kwoty są netto* - obliczyłem, że wszyscy zawodnicy z tego zestawienia (minus Rudy, ale nie podano zarobków dla Wagnera) zarabiają ok. 120 milionów euro rocznie, co dawałoby ok. 230 milionów euro rocznie brutto. Dokładając do tego wszelkie premie i bonusy, łączne koszty utrzymania zawodników mogą faktycznie wynieść 265-270 milionów euro.

*do tego, że raczej będą to wartości netto (a ponadto "gołe", bez bonusów), przekonała mnie pobieżna analiza zarobków innych kadr z tej strony. Na przykład podali, że Jordi Alba zarabia 100k, Veratti 150k, a Cavani 130k tygodniowo. Ciężko mi sobie wyobrazić, by tacy zawodnicy godzili się na zarobki rzędu 5-7 milionów brutto rocznie. To by rzucało inne światło na obecną strukturę wynagrodzeń w Bayernie. Wygląda na to, że zaraz za Lewandowskim są Goretzka, Robben, Ribery i Coman, a dopiero później Neuer, Alaba, James, Thiago czy Martinez, o miejscu Kimmicha nawet nie wspominając. Zastanawiam się, czy dodatkowo ten czynnik nie burzy atmosfery w szatni, bo jednak podane pensje nie odzwierciedlają w pełni znaczenia poszczególnych zawodników.
13.11.2018 22:52
Według hiszpańskiego "AS" Bayern wydaje 270 milionów euro na pensje zawodników (stan na styczeń 2018 r.), co daje mu 8 pozycję w Europie. Podobne miejsce, z niewielkimi odchyleniami, Die Roten zajmował również w poprzednich latach.

Mam prośbę czy "AS" podał liczbę 270 milionów euro na pensje zawodników z sufitu ?
Czy poparł ją jakimiś danymi - bo mi optymistycznie wychodzi maksymalnie 206 mln na płace Brutto.

4 piłkarzy u nas ma po 15 mln Brutto jeden James 13 mln - dwóch 12 mln Ribery i Goretzka

97 mln zarabia 7 najlepiej opłacanych piłkarzy - a pozostali173 mln ?

Jak to się kształtuje w innych Klubach w Realu i Barcelonie w MU - to dwóch tyle zarabia co u nas siedmiu.

Może to jest błędem Bayernu ze płace są zbyt spłaszczone
13.11.2018 22:18
@admin
Spoko, ten się nie myli co nic nie robi.
@gs
Czekam na następne teksty.
13.11.2018 22:10
Korekta powinna być po naszej stronie, ale trochę kadrowo nie wyrabiamy, a sam tekst czytałem 2 razy (formatując, dodając zdjęcia etc) i najwyraźniej błędy umknęły. Mogę jedynie przeprosić :)

I raz jeszcze podziw dla autora, bo tekst pierwszorzędny,
13.11.2018 22:06
Dzięki za miłe słowa. Faktycznie, najmniej czasu poświęciłem porządnej korekcie językowej, ale już miałem dosyć tej ściany tekstu (wyszło ok. 25 stron na 3 felietony).

@Jazgod

Dlatego tych zawodników objąłem kategorią "co najmniej obiecujących inwestycji", bo są oni jeszcze w miarę młodzi i bardziej lub mniej obiecujący, a czy rozwiną się tak, żeby stanowić o sile drużyny? Też chciałbym to wiedzieć.

@RedMistrzuPL

Problematykę utraty przez Bayern pozycji w Europie spowodowanej nadmiernymi oszczędnościami starałem się ująć w kolejnych felietonach, dlatego pozostaje mi zachęcić Cię do ich przeczytania po publikacji. Nie chcę się tutaj odnieść się do Twoich spostrzeżeń, bo pewnie zaśmieciłbym sekcję komentarzy "ctrl+c, ctrl+v" z następnych tekstów.

@hoodykr @Matilegolas

Z tym stawianiem na młodzież faktycznie jest to póki co myślenie życzeniowe, ale grzechem byłoby zmarnować obecną uzdolnioną generację młodzików. Może warto byłoby postawić na trenera, który nie bałby się odważniej postawić na wprowadzanie do kadry świeżaków kosztem Robbery. Raczej nie widzę tego przy obecnym trenerze, bo ponownie zbuntują się Ribery, Robben, Mueller, Hummels itd.

A propos, mała aktualizacja tekstu. Dzisiaj ukazał się świeższy ranking płacowy europejskich klubów: https://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-6384295/Barca-spend-150m-Man-Utd-200m-Man-City.html. Bayern nieco awansował, ale raczej nie zmienia to ogólnego wydźwięku artykułu.
13.11.2018 20:46
"Widocznym trendem w polityce władz Bayernu jest również kładzenie coraz większego akcentu na szkolenie dzieci i młodzieży".

Na razie tylko teoretycznie. Fein czy taki Evina już powinni dostawać regularnie szanse.
13.11.2018 20:38
Bardzo dobry tekst, brawo dla autora za analizę :)
Czyli ogólnie hajs mamy, ale go nie wydamy :D z jednej strony się cieszę że nie szalejemy i nie wydajemy 200mln na jednego grajka, ale jednak moglibyśmy te 80mln na topowego gracza wydać. Do tego 2-3 wzmocnienia perspektywiczne (tańsze) i będzie dobrze :)
A no i stawmy w końcu na naszą młodzież...
13.11.2018 20:34
Cały tekst przeczytany, pomijając błędy super się to czytało.
Moje przemyślenia na temat oszczędnych transferów.
Cóż włodarze strasznie ryzykują nie dokonując transferów na kwotę 60-70 mln € za zawodnika.
Balansują na cienkiej linie między oszczędnym wydawaniem kasy na transfery a stabilnością finansową.
Jak tak dalej pójdzie to mogą tą stabilność stracić, brak sukcesów na arenie miedzynarodowej równa sie spadkiem z praw transmisyjnych jak i od głównych sponsorów, zresztą to już się powoli dzieje.
Ciekawe spostrzeżenie na temat ewentualnych zakupów, widząc sytuacje i podejście w Bayernie to na 99% żadna światowa gwiazda tu nie przyjdzie.
13.11.2018 20:05
Oczywiście nie należy tracić z pola widzenia tego, że w ostatnich latach Bawarczycy dokonali kilku bardzo dobrych lub co najmniej obiecujących inwestycji (Joshua Kimmich, Robert Lewandowski, Thiago Alcantara, Mats Hummels (?), Niklas Suele, Kingsley Coman, James Rodriguez,

i tu by zakończył wywód.

Bo naprawdę marnie wygląda dalsza piątka - a tak niestety będą teraz wyglądać transfery Bayernu.
nawet na BL będą za słabi co pokazują - jak tracimy punkty kiedy oni grają lub wchodzą.


Corentin Tolisso, Leon Goretzka, Serge Gnabry, Renato Sanches, Alphonso Davies),

Edytowano : 2018-11-13 20:09:49

Można było kupić jednego maksymalnie dwóch - ale nie 5 za ponad 100 mln
13.11.2018 19:56
Wtf?!

Po kija się wypowiadać jak się nawet nie chce przeczytać tekstu?!

Fajnie ujęty temat, faktycznie często się nie czyta tak napisanych felietonów o tematyce sportowej.
13.11.2018 19:40
puste i powtarzalne komcie w stylu "co się komu wydaje" = poczytam
pogłębiona, merytoryczna, podparta koncepcjami naukowymi wypowiedź = wałkowanie tego samego = tl;dr

o.O

interesujące faktograficznie i dobrze demistyfikujące popularne wyobrażenie o "szaleństwach rynku" piłkarskiego ery petrodolarów. Jeżeli konserwatyzm i naiwny romantyzm Hoeneßa rzeczywiście stanowią coś więcej, racjonalną taktykę ekonomiczną chociażby, to jego polityka klubowa zaczyna się jawić jako dużo bardziej oryginalna. Czy skuteczna? to się okaże (co za banał...), ale przynajmniej nie byłoby to wówczas, jak mówią Anglosasi, fool's luck.

Serio: jeden z lepszych tekstów z pogranicza piłki nożnej i ekonomii, jakie ostatnio czytałem. Przydałoby się trochę korekty językowej, ale na kolejne części poczekam z przyjemnością.
13.11.2018 19:04
Fajnie ze autor tak się napracował ale szczerze nie będę tego czytał. Moim zdaniem to wałkowanie w kółko tego samego tematu!!
13.11.2018 18:28
Sezon jest jeszcze do uratowania, gdyby zimą sprowadzić konkretnego skrzydłowego i zmienika dla Alaby. Oczywiście jeśli uda się utrzymać stan taki jak na teraz. Jeszcze trzeba pomyśleć o Jamesie, bo jeśli mają być kłótnie to lepiej go sprzedać i kupić kogoś na skrzydło.
-Zimą Martial i Hector-Latem Sane, Pavard

reklama