Uli Hoeness niedawno pochwalił politykę transferową Bayernu Monachium i przyznał, że letnie okno transferowe przebiegło jeszcze lepiej niż zakładano. Bawarczycy mieli bowiem budżet, który zakładał wydatki rzędu 50 mln. netto, a tymczasem stanęło na “ledwie” 30 mln. euro.

Pieniądze te mogłyby zostać przeznaczone na kolejny transfer albo kosztowne przedłużenie umowy z Harrym Kane, ale w rzeczywistości sytuacja finansowa jest jednak zdecydowanie bardziej skomplikowana.

– Uli Hoeness ma rację. W kasie jest więcej pieniędzy, niż zakładano. W rachunku zysków i strat wygląda to jednak zupełnie inaczej – podkreślił Kumberger.

Z księgowego punktu widzenia kupiony zawodnik zostaje zapisany w bilansie klubu z określoną wartością. Zapłacona za niego kwota nie jest od razu w całości traktowana jako koszt, lecz zostaje rozłożona na okres obowiązywania jego kontraktu.

Jak tłumaczy “Sport1”, przykładowo piłkarz kupiony za 50 milionów euro i podpisujący pięcioletnią umowę obciąża wynik finansowy amortyzacją w wysokości około 10 milionów euro za każdy rok.

– Piłkarze mają określoną wartość księgową, która jest amortyzowana przez kolejne lata. Trochę dziwnie mówi się w ten sposób o zawodnikach, jakby byli na przykład koparkami w firmie budowlanej, ale właśnie tak to wygląda – wyjaśnił dziennikarz.

Kolejną kwestią jest sposób rozliczania transferów pomiędzy klubami. Kwoty odstępnego często nie są płacone jednorazowo, lecz dzielone na kilka rat rozłożonych na kolejne lata. Przepływ gotówki nie musi być zatem taki sam jak wynik widoczny w rachunku zysków i strat.

Nie można więc zakładać, że Bayern ma obecnie do dyspozycji dodatkowy fundusz w wysokości 20 milionów euro, który może w całości przeznaczyć na transfer albo nową umowę Kane’a.

– Te miliony nie leżą gdzieś niewykorzystane. Bayern osiągnął natomiast dokładnie to, czego oczekiwał podczas okna transferowego – podsumował Kumberger.

Źródło Sport1
Udostępnij