Joshua Kimmich wrócił do gry po śmierci ojca. Reprezentant Niemiec od razu znalazł się w wyjściowym składzie “Die Roten” na dzisiejszy “Der Klassiker”, a po końcowym gwizdku opowiedział o trudnych dniach i próbie powrotu do codzienności.

— Mój ojciec zawsze mi towarzyszył, zawsze był przy mnie i mnie wspierał. Wierzył we mnie w chwilach, kiedy sam w siebie nie wierzyłem. Dlatego tak trudno jest wrócić — powiedział Kimmich.

— Ważne było dla mnie, żeby wrócić. Znów spróbować wejść w normalną codzienność, choć czasami człowiek chciałby, żeby świat na chwilę się zatrzymał. On jednak, niestety i na szczęście, kręci się dalej.

W rozmowie ze “Sky” Kimmich odniósł się również do sytuacji całego klubu, który w ostatnim czasie przeżywa również ciężkie chwile.

— Niezależnie od wyniku trzeba powiedzieć, że przechodzimy teraz przez trudne tygodnie. Trener, kontuzje, a teraz także moja osobista sytuacja. Właśnie teraz okaże się, czy jesteśmy zespołem. Teraz musimy trzymać się razem.

Kimmich podkreślił, jak wiele znaczyła dla niego i jego rodziny okazana pomoc. Szczególnie poruszyła go obecność osób, które przyjechały pożegnać jego ojca.

— To, kto przyjechał na pogrzeb, było dla mnie osobiście i dla mojej rodziny czymś naprawdę wyjątkowym. Pokazuje mi to, że jestem tutaj dokładnie we właściwym miejscu.

Wyrazy współczucia napływały nie tylko z Bayernu i niemieckiej federacji, ale również od przedstawicieli innych klubów. Wszyscy dzisiaj widzieli jak podczas meczu serdecznie przywitał się ze szkoleniowcem BVB, Niko Kovacem.

— Napisał do mnie w ciągu tygodnia. To było dla mnie czymś bardzo wyjątkowym, szczególnym. Dlatego mu za to podziękowałem.

Źródło Sport1
Udostępnij