Uli Hoeness w ostatnim wywiadzie dla "Kickera" zdradził kulisy zatrudnienia Kompany'ego. 74-latek przyznał, że Belg był dopiero czwartym wyborem sterników monachijskiego klubu.
Po tym jak Thomas Tuchel pożegnał się z Monachium, włodarze FCB ostatecznie sięgnęli latem ubiegłego roku po Vincenta Kompany’ego.
– Byliśmy na początku sceptyczni. Był czwartym lub piątym, z którym rozmawialiśmy. Myślę tu najpierw o Julianie Nagelsmannie, Ralfie Rangnicku, Thomasie Tuchelu, a także o Oliverze Glasnerze, który by przyszedł, gdyby Crystal Palace go zwolnił – zdradził 74-latek.
Przed podjęciem decyzji, monachijscy działacze skontaktowali się z Pepem Guardiolą, który miał dla nich jedną radę.
– Kiedy zadzwoniliśmy do Pepa Guardioli przed zatrudnieniem Vincenta i zapytaliśmy, co o nim sądzi, powiedział, że możemy go brać w ciemno – opowiedział Hoeness.
Pomysł na Kompany’ego wyszedł od Maxa Eberla, a do pierwszego spotkania doszło w legendarnej monachijskiej restauracji “Kaefer”. Przy stole zasiedli wtedy Herbert Hainer, Max Eberl, Christoph Freund, Vincent Kompany i jego ojciec.
– Po pół godzinie szturchnąłem Maxa i pokazałem mu kciuk w górę. Wiedziałem: to jest ten! – wspominał Hoeness.
– Powiedziałem Maxowi, żeby wziął ze sobą rzeczy na zmianę. Bez podpisanego kontraktu niech nie wraca z negocjacji.
Po nieco ponad roku od dołączenia do Bayernu, Kompany podpisał nowy, długoterminowy kontrakt.
– To był niesamowity wyraz zaufania.
Miało to jednak również podwójne znaczenie, wobec nasilających się plotek o możliwym zainteresowaniu ze strony Manchesteru City.
– To było przede wszystkim przekonanie o jego pracy, a ten drugi aspekt to drobna myśl z tyłu głowy. Chcieliśmy dać do zrozumienia, że jesteśmy totalnie przekonani o jego pracy i że jest trenerem, który może tutaj ludzi zachwycać przez długi czas.
Komentarze