Nazwisko Kaia Havertza ponownie pojawia się w kontekście Bayernu Monachium, choć im głębiej spojrzeć na realia sportowe i finansowe, tym więcej rodzi się wątpliwości.
Bayern Monachium od lat bywa łączony z Kaiem Havertzem, a
według najnowszych doniesień temat miał wrócić na klubowe biurka przy Saebener
Strasse. Niemiecki gigant rzekomo analizuje sytuację reprezentanta Niemiec w
Arsenalu, gdzie silna konkurencja w ofensywie ograniczyła jego regularność występów.
Zwolennicy tego pomysłu wskazują na wszechstronność
Havertza. Może grać jako ofensywny pomocnik, fałszywa dziewiątka lub
skrzydłowy, co teoretycznie pasowałoby do systemu 4-2-3-1 i dawało opcje
rotacji obok Harry’ego Kane’a, Jamala Musiali czy Luisa Díaza.
W takim ujęciu transfer miałby wzmocnić Bayern pod kątem
rywalizacji w Lidze Mistrzów w perspektywie sezonu 2026/27.
Problem polega jednak na tym, że rzeczywistość wygląda mniej
atrakcyjnie. Trudno wskazać naturalne miejsce dla Havertza w obecnym układzie
ofensywnym Bayernu. Dodatkowo ewentualna kwota transferu, jakiej mógłby
oczekiwać Arsenal, prawdopodobnie znacząco przekraczałaby finansowe granice,
które klub z Monachium zwykle uznaje za rozsądne.
Dlatego choć plotka brzmi medialnie i nośnie, na dziś wydaje
się bardziej produktem spekulacji niż realnym planem transferowym. Bayern
zwykle działa pragmatycznie, a ten ruch takiego wrażenia nie sprawia.
Komentarze