Były defensor, reprezentujący barwy Bayernu w latach 1992–1999, przyznał bez ogródek, że pewnego razu między nim a Hoenessem niemal doszło do bójki w szatni. 

– Robił czasami szalone rzeczy. Kiedy puszczały mu nerwy, widywałem go w szatni z zupełnie innej strony. Raz prawie się pobiliśmy. Chciałem pobić Ulego Hoenessa – wyjawił 61-letni dziś Helmer.

– To był mecz Ligi Mistrzów, chyba przeciwko Dynamo Kijów. Stary Olympiastadion, odczuwalna temperatura jakieś minus 17 stopni, na trybunach ledwie 13 tysięcy widzów, ale transmisja na żywo w telewizji. Do przerwy prowadziliśmy 1:0, ale Kijów chyba trzykrotnie wychodził sam na sam z naszym bramkarzem, po prostu nie potrafili trafić do siatki – wspominał były reprezentant Niemiec.

Styl gry zespołu doprowadził Hoenessa do wściekłości.

– Uli kompletnie wtedy eksplodował: “Co wy gracie? Co wy pokazujecie tym kibicom? To jest bezczelność wobec Bayernu Monachium! Oglądają to miliony ludzi, nieważne, ilu przyszło na stadion i jak bardzo jest zimno!”. Kiedy go mijałem, wrzasnął jeszcze: “A ty biegasz po boisku jak mój dziadek!” – relacjonował Helmer.

Obrońca nie zamierzał puścić tych słów płazem i…

– Wziąłem kubek z elektrolitami i chciałem rzucić mu nim prosto w głowę. Nie trafiłem w niego, trafiłem w ścianę. On z kolei zachował się sprytnie – uciekł do szatni fizjoterapeutów i tam się schował – opowiadał ze śmiechem były gracz “Die Roten”.

Mimo potężnych emocji, konflikt został zażegnany błyskawicznie. Następnego dnia obaj panowie wyjaśnili sobie całą sytuację w cztery oczy. Jak podkreśla Helmer, Hoeness nigdy nie chował w sobie urazy i potrafił natychmiast przejść nad takimi incydentami do porządku dziennego.

– Są na tym świecie dwie osoby, do których poszedłbym bez wahania, gdybym miał jakikolwiek problem. Niezależnie od tego, czy chodzi o sprawy prywatne, finansowe czy zdrowotne. Jedną z nich jest właśnie Uli Hoeness!


Źródło Sport Bild
Udostępnij