REKLAMA

Komentarze

100 wyników na stronie

Idealne losowanie! Jedyna drużyna, w konfrontacji z którą to Bayern jest faworytem. Zagrać jak w Turynie, nie zlekceważyć przeciwnika i powinniśmy awansować do ćwierćfinału. Wymarzona ½ bardzo się przybliżyła...

Davout dość optymistycznie jak na Ciebie... Wreszcie! Ja najbardziej się boję Chelsea oraz (nie będę oryginalny) Barcelony. Wygrać z nimi graniczyłoby z cudem, nie twierdzę, że to całkiem niemożliwe, ale patrząc na ich skład, formę, ostatnie sukcesy, w rywalizacji z Bayernem byliby, niestety, zdecydowanymi faworytami. Reszta faktycznie do ogrania, jeśli będziemy prezentować poziom z Turynu + do zdrowia wrócą Ribery i Robben. „Odrobina szczęścia” potrzebna jest w sporcie zawsze... Barcelona miała nie „odrobinę”, a mnóstwo farta w półfinale z Chelsea i gdyby nie to dziś nie broniliby Pucharu Mistrzów. Z kolei Londyńczycy mogą mówić o koszmarnym pechu: ostatnio gol Iniesty w ostatnich minutach i niepodyktowane bodaj trzy rzuty karne, sezon wcześniej potknięcie Terry’ego przy decydującej „jedenastce” w finale, w poprzednich sezonach porażki po zaciętych bojach z np. Liverpoolem. I jak tu nie mówić o braku szczęścia, skoro w ostatnich 5 latach LM mogli wygrać spokojnie 3 razy, a tu wciąż pozostają bez tryumfu... Bayern z kolei w zeszłych sezonach eliminowany był w sposób wyraźny i bezdyskusyjny, grając w najważniejszych spotkaniach po prostu słabo. Teraz należałoby przygotować optymalną formę na decydujące mecze, zagrać w nich na najwyższym poziomie, dać z siebie absolutne 100% i wówczas dopiero owa legendarna „odrobina szczęścia” może nam cokolwiek pomóc.

W pojedynku z Interem (na który i tak trafić nie możemy) moim faworytem byłby Bayern, ale gdyby doszło do dwumeczu z Arsenalem bądź Manchesterem, trzeba by było raczej postawić na Anglików. Nie oznacza to, że te drużyny są nie do ogrania, ale ich wyeliminowanie stanowiłoby bardzo, bardzo trudne zadanie. Barcelona i Chelsea są niemal poza zasięgiem- tylko jakaś cudowna forma wszystkich piłkarzy Bayernu, gorszy dzień rywali i mnóstwo szczęścia mogłoby dać nam awans.

Benji, kryterium aktualnie odnoszonych przez zespół sukcesów nie zawsze jest decydującym dla wyboru tego akurat klubu przez piłkarza. Pieniądze oraz wyrobiona marka także robią swoje. Gdyby było inaczej, to dlaczego Cristiano Ronaldo miałby zamienić Manchester (w ostatnich latach wygranie LM + 1 przegrany finał), Kaka Milan (2 tryumfy + 1 finał LM), a Xabi Alonso Liverpool (wygrana w LM + 1 dojście do finału) na Real, który od bodaj 5 sezonów nie potrafi przejść 1/8? Po prostu Perez otworzył skarbiec, dodatkowo Królewscy są najbardziej utytułowanym klubem w historii futbolu.

Jeśli Ribery odejdzie, moim wymarzonym kandydatem na jego następcę jest Marko Marin. Skrzydłowy Werderu już gwarantuje jakość, a przy tym rokuje wspaniałym rozwojem. Sądzę, że byłaby to świetna inwestycja na wiele lat.

Mam nadzieję, że to plotka. Nie chodzi mi o Senderosa, tylko o sam fakt szukania stopera. A co z bokiem obrony? Czyżby trwałe przekwalifikowanie Badstubera? Sądzę, iż nie wyszłoby to na dobre ani Holgerowi, ani drużynie.

Wyrazy szacunku dla pana Felixa. Trzeba przyznać, że zawsze imponująco potrafił przeciwstawiać się Bayernowi, prowadząc drużyny teoretycznie dużo słabsze od Bawarczyków. W poprzednim sezonie on i jego Wolfsburg dali nam srogą lekcję.

Już o te 5% walczyć nie będę. Wszyscy identyczne zdanie to mieli za Stalina... Pozdrawiam serdecznie.

Skoro temat się wypalił, napiszę już tylko ostatni, choć przydługawy komentarz, aby wyjaśnić kilka spraw, po czym definitywnie kończę dyskusję. Otóż nie do końca się chyba zrozumieliśmy. Porównywałem Klinsmanna i Guardiolę z pewnych konkretnych względów, a mianowicie istnienia pewnych podobieństw pomiędzy nimi jako ludźmi i szkoleniowcami. Obydwaj młodzi, przygodę z trenerką dopiero zaczynali, wielu doświadczeń nie mieli (choć tu lekką przewagę miał Niemiec), wcześniej byli wybitnymi piłkarzami (obaj ofensywnymi, co wbrew pozorom nie jest bez znaczenia), a przede wszystkim obaj mieli wnieść „powiew świeżości” do obejmowanych drużyn. Klinsmann jako trener i Guardiola jako trener przed rozpoczęciem pracy z Bayernem i Barceloną byli w podobnym miejscu i dawali porównywalne perspektywy. I tu analogia się kończy. Zatem zarówno zarząd Bawarczyków, jak i Dumy Katalonii podjął podobne ryzyko: zatrudnił człowieka młodego, z wizją, ale wielce niepewnego. I jeśli Bayern nie jest miejscem na, jak to określacie, „trenerskie eksperymenty”, to Barcelona tym bardziej (tam presja wyniku w ostatnich latach jest jeszcze większa). Do tego właśnie służyło moje porównanie. SYTUACJA, w jakiej znaleźli się Klinsmann i Guardiola, była już diametralnie różna. Pierwszy z nich otrzymał może i solidny, ale na pewno nie wybitny zespół, bazujący głównie na jednym zawodniku + jednym strzelcu, słabo zgrany i od dawna nie odnoszący sukcesów międzynarodowych. Drugi odjął istnego „samograja”- drużynę, która trzy lata wcześniej wygrała Ligę Mistrzów, a od bodaj 4-5 jest jej faworytem, w której grają najlepsi zawodnicy na świecie (pół składu można by umieścić w „jedenastce marzeń”) i w zasadzie kompletną. Co więcej, jak wspomnieliście, której był wychowankiem i której system gry znał od dziecka. Miał zatem wszelkie możliwości ku temu, by od początku walczyć o najwyższe cele, co zresztą skutecznie uczynił. Wymagania wobec Klinsmanna również były wysokie. Miał wrócić do walki o czołowe lokaty w Europie, co według mnie wykonał nieźle. Wpadek nie miał, będąc losowanym z drugiego koszyka łatwo wygrał grupę, jak burza przeszedł 1/8, po czym zatrzymał się na ćwierćfinale. Odpadł z Barceloną, którą nie byłby w stanie wyeliminować żaden trener, mający do dyspozycji ówczesną kadrę Bayernu, zwłaszcza wobec kontuzji czołowych graczy. Łącznie w Bundeslidze i pucharach radził sobie średnio, miewał kryzysy (analogia z pierwszym rokiem prowadzenia reprezentacji Niemiec), ale także przebłyski gry, jaką chciał w Monachium wdrożyć (3:0 z Fiorentiną, wyjazdowe zwycięstwo w Lyonie, mecz w Pucharze Niemiec ze Stuttgartem, dwumecz ze Sportingiem, niektóre pogromy w lidze). Niestety, największy kryzys i najbardziej upokarzające porażki przyszły w najważniejszym, końcowym okresie sezonu. Muszę również przyznać, że nie ustrzegł się błędów: oddanie Jansena (chciał grać Lellem?!), mianowanie van Bommela kapitanem, „zniszczenie” Podolskiego (po co było mu mówić na starcie sezonu, że cały czas będzie trzecim napastnikiem?), niewłaściwe kierowanie formacją defensywną (kolejne analogie do początkowego okresu pracy z kadrą). Klinsmann jednak udowodnił, prowadząc reprezentację, że własne błędy jest w stanie eliminować bardzo szybko (o czym, jak pisałem, przekonywalibyśmy się obecnie), co w wymierny sposób przekłada się na poprawę gry całej drużyny. Dlatego uważam, że zwolnienie go przed końcem pierwszego sezonu nie miało sensu- albo trzeba było dać mu czas, albo w ogóle nie zatrudniać. Zresztą, jak widzimy, van Gaal, który jako trener jest niemal dokładnym jego przeciwieństwem, też nie jest w stanie od razu, w parę miesięcy, zbudować zespołu na miarę tryumfu w LM. Rundę jesienną Klinsmann miał minimalnie lepszą (takie jest moje zdanie). Na zakończenie powtórzę, że nie chodzi mi o to, że Juergen to jakiś trenerski diament, który straciliśmy, tylko o to, że zwalniając go tak szybko nie zdążyliśmy się przekonać, na co go tak naprawdę stać. Jego wiek i brak sukcesów wpisanych w CV nie ma tu znaczenia.

Anielski, w swoim podsumowaniu dokładnie zaprzeczyłeś mojej tezie (rozumiem, że albo się z nią nie zgadzasz, albo za mało precyzyjnie ją sformułowałem). Dlaczego zatem w Bayernie nie ma miejsca dla młodego trenera, a w dużo silniejszej Barcelonie jest? „Weryfikacja” w Dumie Bawarii nie powiodła się względem tej z Katalonii nie ze względu na wiek, doświadczenie, fachowość czy fakt, iż Guardiola jest lepszym szkoleniowcem od Klinsmanna, tylko ze względu na różnicę poziomów dzielących obydwie drużyny. A o tym, że Juergen to fajny i sympatyczny gość w ogóle nie rozmawialiśmy, więc nie wiem dlaczego taki akurat wniosek wysunąłeś na koniec dyskusji...

2 ptk. w trzech meczach- wypadek przy pracy. Porażka z Wisłą- bez znaczenia. Klisnmann dostał „solidny”, niech Ci będzie, ale kadrowo i tak znacznie, znacznie słabszy od Barcelony zespół. Oddo i Borowski nie okazali się wartościowymi wzmocnieniami. 0-4 na Camp Nou wobec absencji Lahma, Lucio i Klose (we czterech z Ribery’m ciągnęli wówczas drużynę), było „zasługą” różnicy klas obydwu zespołów; wybitni Hiddink i Ferguson, prowadzący zdecydowanie mocniejsze od Bayernu Chelsea i Manchester również nie dali rady nowicjuszowi Guardioli i jego genialnej Barcelonie. Reprezentacja Niemiec za Klinsmanna w pierwszym roku jego pracy grała żenująco słabo, traciła mnóstwo goli i nie radziła sobie z nawet teoretycznie dużo słabszymi rywalami. Juergen kombinował, zmieniał ustawienia, testował różne warianty taktyczne, powoływał coraz to nowych zawodników. Na Pucharze Konfederacji widzieliśmy już znacznie lepiej grających Niemców, wciąż jednak ze słabą obroną. Rok później na MŚ, oprócz meczu otwarcia z Kostaryką, kadra naszych zachodnich sąsiadów nie traciła już głupich bramek, w ataku grając wręcz porywająco. Wszystko sprowadza się do jednego stwierdzenia- Klinsmann potrzebował czasu. Niemcy mieli pewny start na mundialu, więc rozgrywali jedynie sparingi, będące istnym poligonem doświadczalnym. W Bayernie wymóg osiągania sukcesów był natychmiastowy, co, zwłaszcza w Europie, w mojej opinii było niemożliwe. Trudno, żeby zespół zniszczony przez jakiś Zenit w Pucharze UEFA nagle miał walczyć o finał LM. Zresztą idea mojej pierwszej wypowiedzi była taka, że nie ważne, czy trener jest młody czy stary, tylko czy ma wizję drużyny, którą będzie potrafił do niej wdrożyć i która przyniesie oczekiwany efekt. Uważam, że Klinsmann taką wizję miał, o czym moglibyśmy się przekonywać już teraz, gdyby nie został zwolniony. Guardiola wiele robić nie musiał- danie takim graczom jak Messi, Xavi, Iniesta czy Alves dużej swobody to niemal gwarancja sukcesu. Efektowna, szybka, kombinacyjna, w pewnym stopniu nieobliczalna gra to ich żywioł, w tym czują się najlepiej. Nawet wymyślne strategie takiego trenerskiego mistrza jak Hiddink okazały się na nich niewystarczające.

Kup koszulki van Bommela, Lella oraz Rensinga i wyślij mi rachunek...

Kiedy na starcie otrzymuje się kompletny zespół, można od początku walczyć o trofea. Kiedy otrzymuje się plac budowy, potrzeba 2-3 lat ciężkiej pracy i dopiero wtedy jest się uprawnionym do myślenia o sukcesach. W tym samym roku stanowiska szkoleniowców objęli: pan Klinsmann w Bayernie i pan Guardiola w Barcelonie. Obaj młodzi i niedoświadczeni, z tym, że pierwszy z nich zdążył już doprowadzić prowadzoną przez siebie kadrę narodową do brązowego medalu MŚ, drugi wcześniej trenował jedynie amatorów. Pierwszy z nich został zwolniony przed końcem sezonu, drugi sięgnął po Potrójną Koronę. To nie jest kwestia braku doświadczenia. Każdy trener potrzebuje czasu, że zbudować zespół według swojej wizji. Klinsmann tego czasu nie dostał, gdyż presja natychmiastowego sukcesu była zbyt duża. Guardiola nic budować nie musiał- nikt mi nie wmówi, że to wybitny, doświadczony i utytułowany szkoleniowiec. Po prostu dostał drużynę kompletną, która na wstępie miała możliwości wygrania wszystkiego co było do wygrania. Jestem nie tyle zwolennikiem Magatha, Klinsmanna, van Gaala czy kogokolwiek, ile zdecydowanym przeciwnikiem częstych zmian trenerów. Dlatego byłem zarówno przeciwny zwalnianiu Juergena pod koniec ubiegłego sezonu, jak i wyrzuceniu Louisa w trakcie niedawnego kryzysu. Obaj ci szkoleniowcy byli (są) w stanie zbudować w Monachium zwycięski team, ale nie w rok. Guardiola, obejmując stanowisko trenera w Barcelonie, był w nieporównywalnie bardziej komfortowej sytuacji.

Allianzz, za kilka lat dorośnie Kraft i co jeśli okaże się tak wybitny jak Rensing. Butt owszem gra świetnie, ale za rok-dwa może być już w znacznie gorszej dyspozycji, a wówczas taki Adler, po którego obecnie możemy sięgnąć, będzie już gwiazdą w Anglii czy Hiszpanii. Trzeba działać póki jest czas, bo potem będzie za późno. Pozyskania bramkarza absolutnie nie wolno odkładać.

Benji, jak to nie chodzi o to, że atak mamy kompletny? Przecież braki personalne w danej formacji są główną przesłanką do dokonywania transferów na tą pozycję. A o problemach z Adriano też wspominałem, Brazylijczyk sam przyznał kiedyś w wywiadzie, że miał depresję i otarł się o myśli samobójcze.

Oczywiście Haj, 5 sekund po wciśnięciu „dodaj” przypomniało mi się, że to nie Kicker. Ech, skompromitowałem się...

Lahm powinien dostać 1, ewentualnie 1,5. Jego akcje przy bramkach należały do najlepszych w jego wykonaniu odkąd gra po prawej stronie. Demichelis został zbyt wysoko oceniony, ale już nie chcę się nad nim pastwić.

Zgadzam się z Redaktorem Naczelnym. Atak jest kompletny, trzeba wzmocnić obronę i zastanowić się nad bramkarzem. Co więcej, Adriano miewa problemy psychiczne, jak kiedyś Deisler. Niby świetny zawodnik, ale kolejny „kryzys w głowie” może go ponownie wyłączyć z gry w piłkę na długi okres czasu.

Benji, ja przeczytałem wcześniejsze komentarze odnośnie Ribery’ego. W swoim po prostu zebrałem kilka spraw odnośnie Francuza i przedstawiłem własną opinię.

Nie, nie o to. Dostrzegam tylko różnicę pomiędzy piłkarzami, którzy reprezentują dany kraj dlatego, że się w nim urodzili (bądź do którego przybyli w młodym wieku), dorastali i rozpoczynali sportową karierę, choć ich rodzice lub dziadkowie byli emigrantami od zawodników, którym załatwia się obywatelstwo bo akurat są potrzebni w kadrze z powodu braku lepszych graczy krajowych. Swoją drogą ciekaw jestem, ile lat miał Olisadebe, kiedy dowiedział się, że istnieje taki kraj jak Polska i czy jako dziecko uwierzyłby, że kiedyś będzie jego reprezentantem.

Rozumiem, mój błąd. Faktem jest jednak, że Murzyni i Arabowie grający w reprezentacji „Trójkolorowych” mają znacznie więcej wspólnego z Francją, niż Emanuel Olisadebe czy Roger Guerreiro z Polską.

Ulv oczywiście chodziło o to, że Ribery zagra w reprezentacji Francji na Mistrzostwach w Afryce. Odnośnie samego zawodnika mam, przyznam szczerze, mieszane uczucia. Jest to z pewnością piłkarz wybitny, jeden z najlepszych w Europie, fakt, iż występuje w Bayenie dodaje naszemu klubowi „atrakcyjności”. Kibice z całego świata kochają oglądać w akcji największe gwiazdy, zachwycają się ich indywidualnymi umiejętnościami i efektownymi popisami. Co więcej, Franck jest graczem, który praktycznie nie zawodzi, gdy tylko jest na boisku zawsze bierze na siebie ciężar gry, jest motorem napędowym całej drużyny, a co najważniejsze nie schodzi poniżej pewnego, bardzo wysokiego poziomu. Z drugiej strony coś w tym jest, że jego obecność działa dziwnie niekorzystnie na postawę partnerów z zespołu. Całkowicie przestają oni czuć się odpowiedzialni za wynik meczu, przy każdym kontakcie z piłką błyskawicznie szukają Francuza i notorycznie unikają samodzielnego konstruowania akcji ofensywnych. W Ribery’m z kolei narasta frustracja i trudno mu się dziwić- nie może liczyć na żadną pomoc ze strony kolegów z drużyny, wszystko przez cały czas musi robić sam. Sporną jest też kwestia, czy w ogóle istnieje jakakolwiek szansa, by zatrzymać Francka w Bayernie. Nie będę się mądrzyć i bawić w proroka i powiem krótko: nie wiem. Tego lata po sto razy przerabialiśmy już wszystkie scenariusze, wiadomości o transferze Ribery’ego do Realu pojawiały się wielokrotnie, poczym były dementowane. Sam Franck najpierw otwarcie zadeklarował chęć odejścia, później usilnie tłumaczył, że został źle zrozumiany. Gdy siedział na widowni w pierwszych meczach sezonu i oglądał żenującą postawę swojego zespołu sprawiał wrażenie skazańca, którego uwięziono za karę w monachijskim piekle. Ponoć popadł w konflikt z trenerem, zostając nawet wyrzuconym z treningu. Kilka tygodni później już szalał na boisku z Robbenem oraz rzucał się na van Gaala w spontanicznym geście radości. Sam zaczął coś przebąkiwać o nowym kontrakcie i o tym, że „wszystko w życiu może się zmienić bardzo szybko”. A potem znowu kontuzja i jedna wielka niewiadoma. Chyba już żaden obrót sprawy nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jedno jest pewne- zawodnika na jego poziomie nie kupimy na pewno, bo takich nie ma, a jeśli są, to poza naszym zasięgiem negocjacyjnym. Pozyskanie np. Marina byłby dobrym rozwiązaniem, ale w takim wypadku trzeba by było zapewnić mu wszelkie warunki rozwoju, bo od razu Ribery’ego zastąpić nie byłby w stanie. Nie mamy również żadnej pewności, iż Franck w ogóle nadal dopuszcza możliwość zostania w Bayernie. Zarząd ma twardy orzech do zgryzienia, bo od rozegrania tej sprawy zależy aspekt sportowy drużyny na najbliższe sezony. Na koniec dodam od siebie, że Ribery na lewym skrzydle wraz z Robbenem na prawym, Kroosem w środku i nieco cofniętym Schweinsteigerem (w obecnej formie) mogliby stworzyć najbardziej kreatywną pomoc świata, wystarczająco mocną, by wygrać Ligę Mistrzów.

Zwycięstwo cieszy, dobra gra jeszcze bardziej. Do poszczególnych piłkarzy nie można mieć większych zastrzeżeń, krótko zatem o dwóch „biegunach”. Na jednym biegunie- Olić. Wrócił po ciężkiej kontuzji i od tego momentu odwadnia, że jest dla Bayernu idealnym wzmocnieniem. Tak walecznego, a przy tym skutecznego zawodnika było nam trzeba. Swoim zaangażowaniem ciągnie zespół do przodu, mobilizuje partnerów, bierze na siebie ciężar gry. Wielkie brawa dla Chorwata za jego postawę oraz dla pana Hoenessa za pozyskanie go za darmo. Na drugim biegunie- Demichelis. Argentyńczyk po raz kolejny udowadnia, że udany sezon za pana Hitzfelda był raczej wyjątkiem w jego generalnie bardzo słabej postawie w Bayernie. Dziś nic się nie stało, ale w 1/8 finału LM jedna zawalona bramka może być równoznaczna z wyeliminowaniem z rozgrywek. Problemem w obronie pozostaje jednak pozycja boczna. Badstuber powinien jak najszybciej wrócić na środek, a na lewą obronę należy znaleźć nowego zawodnika. Van Buyten (ku mojemu zaskoczeniu) spisuje się z tym sezonie bez zarzutów, wraz z Holgerem póki co może tworzyć duet stoperów. Potem zobaczymy, jeśli Breno się rozwinie, wskakuje na jego miejsce, jeśli nie, trzeba kogoś pozyskać. Mertesacker byłby idealny, choć z pewnością nietani

Gramy dobrze. Cieszy fakt, że potrafimy konstruować groźne akcje również bez Robbena i Ribery’ego. A panu Hoenessowi dziękuję za Olicia...

Zastanawiam się nad środkiem pola Schweinsteiger/Kroos na nowy sezon. Bastian miałby mniej zadań ofensywnych, do akcji mógłby się dołączać w miarę potrzeby. Toni, jeśli grałby jak obecnie w Bayerze, stanowiłby gwarancję jakości. Jego bramki i asysty (uzyskiwane ostatnio z niezwykłą regularnością) to już klasa światowa.

MMA to bardziej show, niż sport. Generalnie Najman był dla Pudzianowskiego przeciwnikiem „na zachętę”. Obaj nie mają zbytnich umiejętności, a różnica siły była kolosalna. Wynik starcia był łatwy do przewidzenia.

Widziałem tę bramkę, faktycznie klasa światowa. Jak tak dalej pójdzie, Perez da sobie spokój z Ribery’m i zacznie męczyć nasz zarząd o Kroosa...

Trzeba im zabrać tego Kroosa, bo jeszcze mistrzostwo zdobędą...

Doszliśmy zatem do względnego porozumienia. Ja również sądzę, że Bastian, zmuszony do walki o swoją pozycję w drużynie, może mieć najlepsze lata kariery jeszcze przed sobą. Ważne żeby zmienił podejście do tego co robi, zaczął wreszcie stawiać sobie ambitne cele i konsekwentnie je realizował. Wciąż ma potencjał i powinien stale w niego korzystać. Niestety najdogodniejszy okres do rozwoju w większości zaprzepaścił, dlatego jego talent już nigdy nie rozwinie się tak, jak mógł, gdy była na to szansa. Schweini może jeszcze być piłkarzem naprawdę bardzo, bardzo dobrym, ale geniuszu młodszego o kilka lat Messiego nie jest w stanie osiągnąć. Nie zmienia to faktu, że dla Bayernu jeszcze wielokrotnie powinien okazać się niezwykle przydatny.

Szajbinho, wcale nie uważam, jakobym przesadził. Pisząc „piłkarz genialny” miałem na myśli kandydatów do Złotej Piłki, graczy pokroju Cristiano Ronaldo czy Messiego. Wierzysz, że Schweisteiger osiągnie kiedykolwiek taki poziom? Ja nie wierzę, jak pisałem- jest już za późno. Zresztą, jak sam zauważyłeś, on póki co nie zagrał fantastycznego sezonu, tylko jeden mecz, w którym na dodatek rywale pozwalali mu na bardzo wiele. Bastian przebojem wdarł się do składu Bayernu jako 19- latek, cudownie prezentował się w dwumeczach w LM z Realem Zidane’a i rok później z Chelsea, zaliczył niezwykle udany turniej Pucharu Konfederacji i miał wszelkie dane ku temu, by dalej się rozwijać i stać się prawdziwą gwiazdą, piłkarzem absolutnie kompletnym. On jednak uwierzył, że po tych kilku występach już przekroczył poziom Maradony i że czas już zacząć odcinać kupony od swojej sławy (w wieku 20 lat!). Sportowo się zatrzymał, a wręcz cofnął, bo gra dużo gorzej niż 5-6 lat temu jako młodzieżowiec. Na koniec muszę przyznać, że mimo wszystko zawsze bardzo go lubiłem i lubię nadal. Tym bardziej jednak wkurza mnie to, co zrobił ze swoją karierą.

Diogenes, bardzo możliwe, że tak właśnie się skończy. W rywalizacji Bayern- Barcelona bez chwili wahania postawiłbym na Katalończyków, choć nie odbierałbym Dumie Bawarii wszelkich szans.

Ja bym się tak na Diego nie wyżywał, choć fakt- Kroosa wolę tysiąc razy.

Moja subiektywna ocena:
Chelsea, Barcelona- zdecydowanie najtrudniejsi rywale, szanse Bayernu wydają się być minimalne; jedynie wzniesienie się na wyżyny umiejętności wszystkich piłkarzy może dać Bawarczykom awans (liczyłbym poza tym na „taktykę specjalną” van Gaala, coś w stylu strategii Hiddinka przygotowanej dla Chelsea w półfinale poprzedniej edycji LM na wyjazd na Camp Nou)
Real- każdy scenariusz możliwy; kadrowo gracze ze stolicy Hiszpanii są niezwykle silni, ale ich gwiazdy póki co nie tworzą drużyny- w tej rywalizacji bardzo wiele zależałoby od dyspozycji przeciwnika, co absolutnie nie zmienia faktu, iż Bayern musiałby dwukrotnie zagrać na poziomie prezentowanym w Turynie, by myśleć o awansie
Manchester, Arsenal- zespoły możliwe do ogrania, choć na dzień dzisiejszy Bawarczycy zdecydowanie nie byliby faworytami w starciu z nimi; Red Devils bardzo dużo stracili na odejściu Cristiano, jest to jednak zawodnik wybitny i to głównie on stanowił o sile ich ofensywnej- wciąż mają jednak bardzo równą i mocną drużynę, choć obecnie nie ma w ich składzie piłkarza na poziomie Ribery’ego; Arsenalu jakoś dziwnie się obawiam, wydaje mi się, że mielibyśmy ogromne problemy z wyeliminowaniem Londyńczyków
Sevilla- zespół mniej więcej na naszym poziomie; dwumecz byłby wyrównany, jednak nie miałbym nic przeciwko wylosowaniu Hiszpanów- to jeden (z raptem dwóch...) potencjalnie łatwiejszych przeciwników
Fiorentina- Bayern w normalnej dyspozycji powinien uporać się w Włochami; mielibyśmy sporo szczęścia, gdyby to właśnie oni byli naszym rywalem w walce o ćwierćfinał

Dokładnie Paulaner, a Brazylia obroniła tytuł Mistrza Świata jeszcze przed rozpoczęciem mundialu 2006. Chelsea i Barcelona to wprawdzie główni faworyci to wygrania tegorocznej edycji LM, ale to jest sport i zdarzyć się może wszystko. Oczywiście w rywalizacji z którąś z tych ekip Bayern szanse miałby niewielkie, ale moim zdaniem nie stałby na z góry straconej pozycji. Trzeba czasem wierzyć również w te przyjemne niespodzianki. Zresztą po Euro 2004 i tryumfie Greków oraz finale Ligi Mistrzów 2005 Milan- Liverpool nic już w piłce nożnej nie jest w stanie mnie zaskoczyć.

No właśnie Schweinsteiger nie zostawia serca na boisku... Zgadzam się, że to bardzo dobry zawodnik, ale niestety pozbawiony ambicji i bez mentalności zwycięzcy. Umiejętności ma naprawdę wysokie (a mógł mieć jeszcze wyższe, gdyby poprawnie przepracował okres rozwoju w swojej karierze), problemem jest jego nastawienie. Kiedy gra w reprezentacji i daje z siebie wszystko (jak na wielkich turniejach MŚ i Euro), jest prawdziwą gwiazdą, liderem drużyny, zdolnym do prowadzenia swego zespołu do olbrzymich sukcesów. W „bayernowej codzienności” sprawia za to nieraz wrażenie, że na boisko wychodzi z łaski. Spaceruje zamiast biegać, podaje do tyłu, unika pojedynków 1 na 1, strzały oddaje sporadycznie i jakby od niechcenia. Kiedy natomiast jest zmobilizowany (w ważnych meczach Niemców czy choćby ostatnim z Juve o „być albo nie być”), pokazuje pełnię swoich niebanalnych umiejętności, miewając wręcz przebłyski geniuszu. Schweini mógł być piłkarzem genialnym, teraz jest już za późno. Jeżeli w końcu jednak zrozumie, że w KAŻYM meczu trzeba grać na maksimum swoich możliwości, walczyć, nie ustępować, brać ciężar gry na siebie, nie patrząc „co zrobi Ribery” oraz ustabilizuje swoją formę, możemy mieć z niego jeszcze mnóstwo pożytku. Zwłaszcza w środku pola.

Ostro... Cały van Gaal.

Krzysiu, wolę obecnie delektować się fantastycznym zwycięstwem i wiosną „z hukiem spaść na ziemię”, niż traktować kibicowanie ulubionej drużynie jak wieczną udrękę i niekończące się pasmo cierpień, jak to jest w Twoim przypadku. Chłopcze, dobrze Ci radzę, daj sobie spokój z piłką nożną i znajdź sobie inne hobby. Będziesz szczęśliwszy.

Zgodzę się z Franckiem, że LM w tym roku raczej nie wygramy. Uważam jednak, że nie jesteśmy całkowicie pozbawieni szans w pojedynczej rywalizacji z żadnym zespołem w Europie. W Chelsea i Barceloną byłyby one faktycznie nieznaczne (ale zawsze jakieś), natomiast Manchester jest absolutnie w naszym zasięgu. Z Realem mogłoby być bardzo różnie. Nie zdziwiłbym się, gdyby nas dwukrotnie gładko ograli, z drugiej strony są tak potwornie uzależnieni od Ronaldo, że ewentualna słabsza forma Portugalczyka, nie mówiąc o jego absencji, drastycznie zwiększyłaby nasze szanse. „Królewskim” zdarzały się już takie wpadki, że w żadnym wypadku nie można uważać ich za pewniaka w LM, jeśli dyspozycja wszystkich ich gwiazd się ustabilizuje oraz dojdzie zgranie, są w stanie dosłownie „przejechać się” po każdym przeciwniku.

Ja nie martwię się na zapas przed losowaniem. Tak grający Bayern, jeśli dodać do niego w pełni zdrowych Ribery’ego i Robbena, jest w stanie wyeliminować każdego. Oczywiście są drużyny, w rywalizacji z którymi absolutnie nie bylibyśmy faworytami (mam tu na myśli głównie Chelsea i Barcelonę, Real jest strasznie chimeryczny, Manchester zdecydowanie do ogrania), ale szansę na wygranie mamy zawsze- większą bądź mniejszą, ale zawsze istniejącą. Sukces zależy przede wszystkim od tego, jak na wiosnę spisywać się będą tacy piłkarze jak Schweisteiger, Gomez, Olić czy Muller, bo świetnej gry Francka, Arjena i Philippa raczej możemy być pewni. Nie zaszkodziłoby jeszcze zimą wzmocnić bok obrony- Badstuber powinien wrócić na swoją nominalną pozycję, a Demichelis na ławkę. Butt w obecnej formie to klasa światowa- poszukiwania bramkarza możemy spokojnie odłożyć do końca sezonu. Generalnie, jestem optymistą. Wprawdzie nie wróżę Bayernowi wygrania LM, ale półfinał po tylu chudych latach to byłoby coś wspaniałego. Obecnie najważniejsza jest stabilizacja, dalsze postępy we wdrażaniu taktyki van Gaala i powrót do pełnej dyspozycji naszych największych gwiazd. Po sezonie wraca Kroos i jeśli dokonamy rozsądnych wzmocnień (niekoniecznie trzeba wydać dużo- patrz Ivica Olić), to sądzę, iż będziemy gotowi do szturmu na Europę i walkę o odzyskanie pozycji w elicie sprzed 10 lat.

Ja również z nieukrywaną przyjemnością czytam komentarze prawdziwego fana Juventusu- klubu, który bardzo szanuję i któremu nawet kibicuję, kiedy gra w LM z drużynami z Hiszpanii czy Anglii. Zespół z Turynu zawsze był dla Bayernu bardzo wymagającym rywalem, przypomnę choćby, jak dwa sezony z rzędu trafialiśmy w grupie na „Starą Damę” i dwukrotnie musieliśmy uznać jej wyższość. Tym razem to my byliśmy górą, ale zobaczymy co przyniosą następne lata. Kto wie, może w przeciągu kilku najbliższych sezonów spotkamy się w finale Champions League? Tego Wam i nam serdecznie życzę. Pozdrawiam.

No to Juventusowi zostaje miseczka spaghetti i Liga Europejska. To prawdziwy tryumf kibiców Bayernu, którzy cały czas wierzyli w swój zespół; cenzorzy i krytycy dostali prztyczka w nos. Wielkie brawa dla bohaterów dzisiejszego wieczoru- wszystkich piłkarzy Dumy Bawarii! Nareszcie zmobilizowali się i zagrali na miarę swoich możliwości. Sądzę, że stać ich na jeszcze dużo więcej, a Franck Ribery to nie jedyny człowiek, który w tym zespole potrafi grać w piłkę. Pozostajemy w walce o trzy trofea. Mam nadzieję, że najgorsze mamy już za sobą. Trzeba teraz skupić się na końcówce rundy jesiennej w Bundeslidze, a potem porządnie popracować nad formą na przyszły rok. Wkrótce czeka nas losowanie 1/8 LM, ale jestem przekonany, że drużyna, która miażdży w Turynie Juventus jest w stanie wyeliminować każdego. Jak podkreślałem już wielokrotnie, kadrowo jesteśmy bardzo silni. Chodzi tylko o ustabilizowanie dyspozycji poszczególnych graczy na wysokim poziomie. I chyba będę musiał przeprosić Mario Gomeza, za swoje wątpliwości związane z jego transferem. Dochodzi do formy, w jakiej chciałbym go widzieć na stałe.

Wziął odpowiedzialność! Brawo! Gramy dalej.

Widzę, że nadzieja nie gaśnie... I bardzo dobrze! Ja też wierzę w sukces. Nie bawi mnie kibicowanie z pozycji pesymisty i cenzora. Jak już wielokrotnie pisałem, uważam, że w Bayernie, nawet nie licząc Ribery’ego i Robbena, jest wielu świetnych piłkarzy i jeżeli wszyscy zagrają na miarę swoich możliwości, to Juventus nie ma większych szans. Niestety, ostatnio z formą bywało różnie, ale można by rzec- kiedy jak nie teraz. Na taki mecz trzeba zmobilizować się maksymalnie i naprawdę dać z siebie wszystko. Liczę na Mario Gomeza. Zwycięski gol zdobyty przez niego w tym spotkaniu uciszyłby głosy krytyki pod jego adresem.

Widziałem. Trzech Bawarczyków (co bardzo cieszy) i pół Borussi Dortmund. W tym Hummels- po raz trzeci w rundzie jesiennej. Kto wie, może lepiej było go zostawić, a darować sobie Breno?

I wygranych piłek w środku pola mielibyśmy o kilka więcej.

Dla Niemców jest jeszcze za wcześnie. W 2014 roku, kiedy Ozil, Marin, Kroos, Hummels, Beck, bracia Benderowie oraz nasi Muller i Badstuber będą już ukształtowanymi piłkarzami, szanse naszych zachodnich sąsiadów będą znacznie większe.

Za to wciąż aktualne: przychodzi mały Internista do dziadka: „Dziadku, a co to jest Puchar Mistrzów, bo tata nie wie...”.

Magath?! Bardzo mnie Kminas zaskoczyłeś. Nie żeby Felixowi się nie należało, ale że to Ty wychodzisz z taką propozycją... Czyżbyś powoli zaczął się do niego przekonywać? Kiedy trenował Bayern, jechałeś po nim jak lokomotywa po torach...

Serie A została daleko za Premier League oraz Primera Division. Od Bundesligi wciąż jest sporo lepsza, ale chociażby zeszłoroczne 1/8 finału LM dobitnie pokazują, że minął czas, kiedy to włoskie kluby dominowały w Europie (trzy potyczki z Anglikami i wszystkie przegrane). Inter absolutnie nie jest dla mnie kandydatem do tryumfu w Lidze Mistrzów, sądzę, że do elity to mu jeszcze trochę brakuje. Nie zmienia to faktu, że Bayernowi będzie bardzo ciężko wygrać z pobudowanym zwycięstwem Juventusem, zwłaszcza, że forma Bawarczyków wciąż pozostawia wiele do życzenia. Niestety, wygląda na to, że dobry mecz przeciwko Hannoverowi nie był żadnym „przełamaniem”, ponieważ potwierdzeniem takiego byłoby gładkie, efektowne zwycięstwo z Borussią. Fakt, iż „na papierze” Bayern prezentuje się znacznie lepiej od Włochów, nie ma żadnego znaczenia, gdyż poszczególni piłkarze Dumy Bawarii nadal zawodzą, grając zdecydowanie poniżej oczekiwań i własnych możliwości. Liczę na jakiś „błysk” Robbena lub Mullera oraz podtrzymanie skuteczności Gomeza czy Olicia z ostatnich spotkań. Prawda jest taka, że w Monachium mieliśmy już Juventus na widelcu i powinniśmy pluć sobie w brodę, że go nie znokautowaliśmy, kiedy była ku temu okazja. Gdyby teraz wystarczał nam remis, byłbym dużo, dużo spokojniejszy.

Honorowy prezydent czego?!

Nie wiem, może „turniejowym”, ale przede wszystkim jest leniem do kwadratu, który bierze w klubie pieniądze i wydaje mu się, że wystarczy wyjść na boisko i pokazać nową fryzurę. W defensywie w Bayernie radzi sobie w miarę poprawnie, tylko, do stu piorunów, w reprezentacji na wielkich turniejach jakoś potrafi jeszcze strzelać, asystować, mijać rywali i doskonale grać na skrzydle. Ogólnie rzecz ujmując, 4-5 świetnych meczów raz na dwa lata to trochę mało, jak na super-gwiazdę, za jaką Bastianek się uważa...

Piłkarsko bardziej cenię Lahma, niż Alvesa, ale Brazylijczyk gra w o niebo lepszej drużynie, ma zdecydowanie większe sukcesy, ponadto promuje go głośny, wielomilionowy transfer oraz fakt reprezentowania „Canarinhos”. Oczywiście zagłosowałem na Philippa, ale zdaję sobie sprawę, że szanse na wybór do pierwszej jedenastki Bawarczyk ma niewielkie, tym bardziej, że to walka o pozycję na PRAWEJ obronie, podczas gdy Lahm najlepsze występy notował po przeciwnej stronie boiska.

Lahm się raczej nie załapie, Alves wygrał z Barceloną wszystko co było do wygrania i najprawdopodobniej znajdzie się w jedenastce roku. Ribery jest najlepszy ze wszystkich zawodników nominowanych na pozycję lewego pomocnika, ale z podobnych względów jak wyżej stawiam raczej na Iniestę. Widzę, że wśród kandydatów na środek pomocy (ofensywnych) znalazło się miejsce dla Misimovicia, a dla panów Sneijdera i van der Vaarta jakoś nie... Dlaczego mnie to nie dziwi...

Znając życie Schweini znowu przygotuje wyborną formą, zagra kapitalny turniej, doprowadzi reprezentację do półfinału, rozbudzi nasze nadzieje, a potem przyjedzie i do Monachium, ubierze koszulkę Bayernu i wróci do codzienności...

Za rok, może dwa Diego będzie prosił Kroosa o autograf.

Rebelman, w skokach narciarskich jako ostatni skacze zazwyczaj najlepszy zawodnik, lider zespołu, od którego najwięcej zależy. To porównanie miałoby sens, gdyby Toni skarżył się, że trener za bardzo go eksploatuje i obarcza go zbyt dużą odpowiedzialnością. A jest dokładnie odwrotnie. Luca chce grać, strzelać jak najwięcej goli, odzyskać pozycję, jaką miał za pana Hitzfelda. Okazuje się, że pięciu napastników, to jednak trochę za dużo. Przed sezonem wydawało się, że dla Mullera jest jeszcze za wcześnie, a Olic to darmowe uzupełnienie ławki. Boisko wszystko weryfikuje- bez tych dwóch, na papierze najsłabszych, graczy przedniej formacji, trudno dziś wyobrazić sobie atak Bayernu. Ubolewam tylko nad tym, że Toni to kolejny piłkarz Bawarczyków, który brzydzi się rywalizacją. „Trener preferuje innych zawodników”? A to mistrz świata wypada gorzej od klubowej konkurencji (zwłaszcza, że jak wiemy, van Gaal nie miał wpływu na transfery Olicia i Gomeza, a reszta, to „stan zastany”)?

Żaden z piłkarzy Bayernu, za to pięciu z Leverkusen: Vidal po raz pierwszy, Hyypia, Castro i nasz Kroos po raz czwarty oraz Kiessling po raz szósty. W obecnym sezonie Bayer gra tak znakomicie, że czapki z głów. Wielkich piłkarzy nie ma, co najwyżej solidnych, ale drużynę tworzą naprawdę świetną. Pan Heynckes doskonale poukładał ten zespół i ogląda się ich z prawdziwą przyjemnością. Najbardziej jednak cieszy mnie oczywiście wyborna forma Kroosa. Widziałem bramki Bayeru strzelone Stuttgartowi i muszę przyznać, że asysty Toniego to już klasa światowa. Każde dogranie idealnie w tempo, dokładne co do centymetra. Zaryzykuję stwierdzenie, że jeżeli utrzyma tak fantastyczną dyspozycję przez cały sezon, to mimo młodego wieku ma szansę na powołanie do kadry seniorskiej i wyjazd do RPA. A w Monachium przydałby się już na rundę wiosenną...

To pierwszy pewnie wygrany mecz Bayernu od bardzo dawna. Brzmi to straszliwie, ale zacząłem powoli przyzwyczajać się, że męczymy się wszędzie i z każdym. Naprawdę imponuje mi dyspozycja Olicia, który przecież wraca po kontuzji. Dał nam nadzieję w spotkaniu z Maccabi, teraz kolejny znakomity występ. Sprowadzenie takiego zawodnika za darmo to był istny majstersztyk- mamy szybkiego, walecznego i doświadczonego napastnika o dużych umiejętnościach, który w każdym meczu daje z siebie wszystko. Cieszy mnie gol Mullera. Po fenomenalnym początku sezonu Thomas znacznie obniżył loty i bardzo chciałbym, aby ta bramka i udany występ na nowo go zmobilizowały do pracy nad swoją formą. Nawiązując na moment do Ligi Mistrzów, trzeba zaznaczyć, że Juventus jest obecnie w kryzysie i należy zrobić wszystko, by to wykorzystać i kosztem Włochów awansować do fazy play-off. Powrót Robbena (bo o Ribery’m raczej nie ma co marzyć) bardzo ułatwiłby zadanie.

Pana Hoenessa zawsze darzyłem 100% poparciem i tak jest nadal. W mojej opinii był najlepszym menedżerem, o jakim Bayern mógł marzyć. Wyzywanie go od skąpców jest w moim mniemaniu co najmniej nie mam miejscu, gdyż każdy, kto ma choć odrobinę pojęcia o tym, jak funkcjonują kluby piłkarskie lub jakikolwiek firmy zdaje sobie sprawę, że wszystkie wydatki pokrywa budżet, a nie zarząd ze swoich prywatnych portfeli. Jest to tak oczywiste, że aż głupio mi o tym pisać. Tak więc czy Uli nie zrobi w ciągu 5 lat ani jednego transferu, czy co roku będzie wydawał po 100 milionów, jego własny majątek się nie zmieni. Warto dodać, że oprócz wspomnianych przez Lysego około 200 mln wydanych na nowych piłkarzy w ostatnich latach, Duma Bawarii wydała drugie tyle na nowy super-nowoczesny stadion, którego zazdrości nam cały świat. Dokładając to tego niemieckie prawo podatkowe i znacznie mniejsze w porównaniu z Anglią czy Hiszpanią zyski z transmisji telewizyjnych, Bayern przez ostatnie lata (o które głównie się czepiacie) zainwestował wręcz astronomiczne sumy pieniędzy na swój aspekt sportowy, wciąż w międzyczasie generując zyski! I to zasługa pana Hoenessa. Nie mam do niego, jako to wieloletniego menedżera mojego ulubionego klubu absolutnie żadnych zarzutów. Były oczywiście jakieś drobiazgi, ale tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Bayern za jego kadencji odniósł bardzo wiele sukcesów, a mi osobiście dał mnóstwo powodów do radości. Piłką nożną interesuję się dla przyjemności, dlatego na przyszłość Dumy Bawarii patrzę z nadzieją i oczekiwaniem na kolejne tryumfy. I jestem pewien, że ten człowiek, nasza legenda, jest tego gwarancją. A za te wszystkie lata kierowania klubem... Danke, Herr Hoeness!!!

Wyniki tej kolejki były dla nas korzystne, ale wygrać w Turynie będzie bardzo ciężko. Jakże przydałby się teraz choć jeden punkt w dwumeczu w Bordeaux...

Ze_Rafaelo, na Eintracht, Mainz czy Koeln 50% SPOKOJNIE powinno wystarczyć na gładkie 2:0. A skoro Bayern męczy się niesamowicie, remisuje bądź nawet przegrywa z takimi drużynami, to musi grać na 20% lub mniej. Zwróć uwagę na fakt, że Schweinsteiger, Gomez, Altintop, Demichelis a nawet Tymoszczuk to nie są jacyś weterani u schyłku kariery, tylko zawodnicy, którzy powinni być w szczytowej dyspozycji, biorąc pod uwagę ich wiek. To zawodowcy, piłka nożna to ich praca, nie mają nic innego do roboty, jak tylko utrzymywać się w wysokiej formie. Nie potrafię niestety wytłumaczyć, co powoduje, że ich gra wygląda tak tragicznie przez tak długi okres czasu. Brak ambicji? W końcu mają kontrakty, pieniądze dostają, więc może w ich mniemaniu nie ma sensu się starać. Zobacz jak chociażby Bastian gra w reprezentacji Niemiec (mam na myśli również ostatnie mecze, nie tylko wielkie turnieje międzynarodowe, które przecież też nie były aż tak dawno temu). Jest aktywny, walczy, przeprowadza akcje ofensywne, świetnie podaje. Kilka dni później ubiera koszulkę Bayernu i wraca do wałkowanych przez zemnie 20%. Zastanawiam się, czy powodem takiego stanu rzeczy nie jest fakt, że z Dumą Bawarii jest związany wieloletnim kontraktem, który gwarantuje mu bardzo wysokie zarobki, podczas gdy w kadrze miejsce w składzie może stracić w każdej chwili. Jest przecież Trochowski (umiejętności ma znacznie mniejsze od Schweiniego, ale za to zawsze daje z siebie maksimum), niedawno pojawili się Ozil i Marin, wkrótce zapewne dołączy Kroos. Bastian musi zatem wykorzystywać każdą otrzymaną szansę na pokazanie się w jak najlepszej strony. Euro 2008 zaczął na ławce, do pierwszego składu wskoczył na mecz z Portugalią. Efekt? Gol i dwie asysty w ćwierćfinale, gol i asysta w półfinale, ogólnie bardzo udany turniej. Posłużyłem się przykładem Schweinsteigera, gdyż w mojej opinii najlepiej obrazuje fakt, iż kłamstwem jest, że Bayern ma słabych piłkarzy, bez „papierów na granie”. Potencjał to oni mają, umiejętności również, tylko formę chronicznie tragiczną.

Ulv, z Tobą spierać się absolutnie nie chciałem. W większości zgadzam się z Twoimi poglądami. Jeśli chodzi o Fringsa, to z pewnością wniósł swój wkład w sukcesy reprezentacji Niemiec, choć inni piłkarze w mojej ocenie przyczynili się do nich w większym stopniu. I przepraszam za mój błąd odnośnie udziału Fringsa w Euro. Nie pamiętałem dokładnie i się pomyliłem.

Kroos na środku, Robben na prawej, Ribery (jeśli odejdzie to Schweinsteiger) na lewej i jakiś nowy DM i pomoc bardzo dobra. Kroos wcale nie będzie musiał czekać na czyjeś kontuzje.

Po fakcie sprawdziłem, że Frings faktycznie grał na Euro, czekałem, aż ktoś sprostuje, żeby nie dawać dwóch komentarzy pod rząd. I oczywiście cenię tego zawodnika, jest solidnym defensywnym pomocnikiem, jednak w racji wieku już nieco obniżającym loty. „Na MŚ zdobył jedną bramkę na 4:2 z Kostaryką, faktycznie grał wówczas w pierwszym składzie i to bez zarzutów.”- tym zdaniem absolutnie nie miałem zamiaru umniejszyć roli Fringsa w sukcesach Niemców, wręcz przeciwnie. W przypadku DM sformułowanie „bez zarzutów” jest jak najbardziej pozytywne. O bramce napisałem jako o przydatnym dodatku, a nie w sensie, że „tylko jedna”. Pozdrawiam.

Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że Frings na Euro 2008 w ogóle nie był powołany. Na MŚ zdobył jedną bramkę na 4:2 z Kostaryką, faktycznie grał wówczas w pierwszym składzie i to bez zarzutów. Ballack na mundialu nie strzelił ani jednej bramki, na Mistrzostwach Europy dwie. Można go zaliczyć do głównych autorów sukcesów Niemców, ale sądzę, iż to Schweinsteiger czy Podolski byli zawodnikami, którzy w tej reprezentacji „robili różnicę”.

Nie. Nie przesadziłem. Biorąc pod uwagę obecną kadrę, Bayern powinien wygrywać mecze w Bundeslidze dając z siebie jakieś 50%, na czołówkę może trochę więcej. Porównaj sobie ceny wydane na piłkarzy przez Monachijczyków i ich głównych rywali. Dla przykładu podpowiem, że najdroższym piłkarzem w historii Werderu był Marko Marin, który kosztował bodaj 9 milionów. Potrafiłbyś wyliczyć wszystkich piłkarzy, za których Bayern zapłacił 10 lub więcej? Ja nie, tyle tego było. Piszesz, że w Bundeslidze podniósł się poziom... Być może, ale na pewno nie personalnie. Van der Vaart, który w HSV, czołowym niemieckim klubie był supergwiazdą, w Realu okazał się za słaby na ławkę. Zwróć uwagę, że było to już rok temu, kiedy Królewscy byli europejskim średniakiem, co potwierdza rywalizacja z Liverpoolem w LM oraz słynne 2:6 z Barceloną. Zobacz jak radzą sobie niemieckie drużyny w Lidze Mistrzów. Awans z grupy jest wyjątkiem, o półfinale nikt nie marzy. Bayern jest jedynym zespołem z Bundesligi, który na papierze może mierzyć się z europejską czołówką. Bo teoretycznie skład jest bardzo dobry, niestety tylko teoretycznie, bo wszystko rozbija się o te wspomniane 20%. Widziałeś co potrafi grać Schweinsteiger, kiedy jest w optymalnej formie (raz na dwa lata przez te kilka dni)? Nie pamiętasz Gomeza, ładującego w zeszłym sezonie gola za golem, w tym słynne 4 przeciwko późniejszemu Mistrzowi Niemiec Wolfsburgowi? Przypominasz sobie Demichelisa sprzed dwóch lat, kiedy był obrońcą klasy światowej, albo Altintopa z początku gry w Bayernie lub Euro 2008? Toni dwa sezony temu, Tymoszczuk z Zenitu, Klose z MŚ... Nie wmówisz mi, że ta żałość, którą prezentują obecnie to 70% ich możliwości. Bez Ribery’ego i Robbena nie odbiegamy od HSV i Bayeru? Nie rozśmieszaj mnie. To kto wygrywał dla Niemców medale wielkich turniejów międzynarodowych ostatnich lat? Trochowski? Rolsfes? Helmes? Frings? Żaden z nich, tylko Lahm, Klose, Schweinsteiger oraz Podolski, który również do niedawna był piłkarzem Bayernu. I jeśli pan Hoeness zechce kiedyś Marina, Ozila, Mertesackera czy Kiesslinga, to wyciągnie gotówkę i będzie go miał na następny dzień. To, że obecnie Bawarczycy zajmują tak odległe miejsce w tabeli jest spowodowane po pierwsze ich fatalną, wręcz tragiczną formą, a po drugie faktem, iż przeciwnicy są dobrze zorganizowani i grają na maksimum swoich możliwości, nie będąc przy tym wcale zbyt mocni kadrowo. A co się dzieje z zespołem niemieckiej czołówki, innym niż Bayern, kiedy jest w słabej dyspozycji? Ano to co z Herthą lub Stuttgartem obecnie.

Ulv zgadzam się z Tobą całkowicie. Bayern ma bardzo mocną kadrę, ale niestety zdecydowana większość piłkarzy jest chronicznie bez formy. Grają na jakieś 15-20% swoich możliwości, co na dzień dzisiejszy nie starcza nawet na Bundesligę. Nie czekam na transfery, tylko na jakiś bodziec, który sprawi, że wreszcie wezmą się do roboty i zaczną grać, bo przecież grać potrafią. Wciąż mam nadzieję (choć już coraz mniejszą), że w końcu praca pana van Gaala zacznie przynosić efekty.

Zbiera się płyn tkankowy. „Puchnie” (rozumiem, że chodzi o powstawanie obrzęku) z kilku bardzo konkretnych przyczyn. Generalnie chodzi o zaburzenia w mikrokrążeniu, tzn. wzrost ciśnienia hydrostatycznego krwi, hipoalbuminemię, zwiększenie przepuszczalności naczyń włosowatych lub utrudnienia w odpływie chłonki. Warto dodać, że pojawienie się obrzęku nie jest żadnym definitywnym wskazaniem bo amputacji, w przeciwieństwie do np. nieuleczalnego złośliwego nowotworu dającego przerzuty i zagrażającego życiu chorego. Zresztą zgodnie z polskim prawem pacjent musi wyrazić zgodę na zabieg i to nie tylko tak poważny, ale nawet na zwykłe inwazyjne badanie diagnostyczne jak np. endoskopia.

Szybki, jeśli lekarz amputuje komuś nogę, a istniała chociażby minimalna szansa na jej wyleczenie, traci prawo wykonywania zawodu i ma rozprawę karną. Przechodząc do tematu, obecny kryzys jest o wiele głębszy niż ten z końcówki zeszłego sezonu, kiedy to o mało co Bayern nie stracił miejsca pozwalającego na grę w Lidze Mistrzów. Gra jest żenująca, wyniki słabe, ale najgorsze jest to, że nie widać jakiegokolwiek postępu. Nie jestem zwolennikiem częstych zmian trenerów, więc póki co nadal będę bronić van Gaala, choć w zasadzie nie za bardzo jest co jeszcze bronić. Z każdym kolejnym meczem utwierdzam się w przekonaniu, iż Klinsmann mimo braków w warsztacie i popełnionych błędów lepiej kierował drużyną niż Holender. Odpowiedzialność za wyniki wciąż jednak ponoszą moim zdaniem głównie piłkarze. Schweinsteiger ponoć (opinia kolegi Paulanera, który zazwyczaj jest krytyczny w swoich wypowiedziach) zagrał bardzo udane spotkanie w reprezentacji, świetnie podawał, przeprowadzał akcje ofensywne i z tego co zrozumiałem wreszcie grał „do przodu”. Sytuacja wygląda tak, jakby trykot Bayernu „wysysał umiejętności” z każdego, kto tylko go założy. Zdaje mi się to wręcz przerażające, biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu było dokładnie odwrotnie. Jeśli drużyna faktycznie gra „przeciwko trenerowi”, trudno oczekiwać w najbliższym czasie jakichkolwiek pozytywnych rozwiązań.

DLA MNIE Kminas. Wiem, że masz inne zdanie.

Być może jestem stronniczy, jako kibic Bayernu, ale dla mnie ci dwaj Panowie są największymi autorytetami w dziedzinie piłki nożnej.

Nigdy nie chciałem i dalej nie chcę innego rozgrywającego. Karierę Kroosa śledzę od ponad 4 lat (miał wówczas 15) i jestem zdania, że może on być naprawdę wielkim piłkarzem, na miarę Andreasa Moellera, lidera pomocy Borussi Dortmund i reprezentacji Niemiec z lat 90., a kto wie, czy jeszcze nie lepszym. A z van der Vaartami, Sneijderami i innymi Huntelaarami podbój Europy wyszedłby nam identycznie jak Realowi rok temu (1/8 finału LM- 0:5 z Liverpoolem w dwumeczu).

Ech, a więc jednak w piłkę grać potrafi... Bardzo brakuje mi jego odważnych akcji ofensywnych w trykocie Bayernu.

Paulaner, wiem, że pierwsza część Twojego komentarza wynika z prowadzonej przez Ciebie od dawna kampanii przeciw Gomezowi, ale bardziej zaciekawiło mnie to zdanie o Schweinim. Faktycznie dobrze zagrał w ofensywie, czy to tylko kolejna gorzka ironia?

Jeden z najlepszych bo co na to wskazuje? Że był gwiazdą w Ajaxie (aktualnie europejska trzecia liga)? Doprowadził Real od czegokolwiek (w pierwszym sezonie odpadnięcie z LM z Romą- europejska druga liga, w drugim POTĘŻNE baty od Liverpoolu, zresztą z drugą jego pokroju „gwiazdą”- van der Vaartem)? Z Holandią cokolwiek wygrał na MŚ czy Euro (oglądał w telewizji jak Schweinsteiger i Podolski wywalczają dla reprezentacji Niemiec medale wielkich turniejów)? Zaimponował statystykami w jakichkolwiek rozgrywkach bardziej prestiżowych niż Eredivisie? Dostał Złotą Piłkę? Był nominowany? NIC. I to, że jest Holendrem, że reprezentantem, że ze słynnej szkółki Ajaxu, że tam był superhipermegagwiazdą, że kosztował Real 36 milionów o NICZYM nie świadczy. W europejskiej piłce nie ma ŻADNYCH osiągnięć, ani drużynowych, ani indywidualnych (w przeciwieństwie do choćby reprezentantów Niemiec grających w Bayernie). To mój ostatni komentarz na temat tego piłkarza, tym bardziej, iż na szczęście nie zanosi się, żeby kiedykolwiek trafił do Monachium.

Nie zamierzam się z Tobą Czesiu szarpać. Mam inne zdanie i tyle. Pozdrawiam.

O Sneijderze napisałem już bardzo dużo i nie będę się powtarzać. Gdyby był „klasą samą w sobie”, to zaliczyłby przynajmniej kilka asyst grając na jakiejkolwiek pozycji w pomocy. Dobry na Ajax, klub o aspiracjach w LM to dla niego za wysokie progi.

Jak dla mnie to zwykła plotka. Gdyby było w niej jednak ziarnko prawdy, wstępnie nie maiłbym nic przeciwko temu. Tymoszczuk młody już nie jest, poza tym póki co zawodzi, Ottl to tylko rezerwowy i nic więcej, a van Bommel powinien grać w Widzewie. Za Sissoko przemawia wiek, bardzo wczesny debiut w silnej reprezentacji Francji, ponoć również umiejętności ofensywne, choć nigdy jego gry nie widziałem, więc trudno mi jest się wypowiedzieć. Duet Kroos- Sissoko mógłby rządzić środkiem pola w Bayernie przez wiele lat.

Sądzę, że van Gaal najzwyczajniej w świecie nie pasował do takiej drużyny jak Barcelona. Katalończyków zawsze charakteryzowała znaczna swoboda gry, ogromna finezja, indywidualne popisy- to ich prawdziwy styl, jak wiemy zupełnie przeciwny temu, jaki preferuje Holender. Z kolei Bayern za najlepszych czasów to doskonała taktyka, żelazna dyscyplina, bezwzględna konsekwencja w grze i maksymalna skuteczność, czyli wszystko to, co cechuje drużyny prowadzone przez van Gaala. Proponowałbym zarządowi dać mu czas (i trochę pieniędzy na wzmocnienia), a gra Bawarczyków stopniowo zacznie się poprawiać, a następnie przyjdą sukcesy. Tak przynajmniej uważam.

Teraz Dugi w większości się z Tobą zgadzam. Wracając do Sneijdera, na wcześniejszy sezon oczywiście zajrzałem, pamiętam, że miał znakomity początek (bodaj dwa mecze po dwie bramki), później niestety było już tylko gorzej. Masz rację również w kwestii DM- liczyłem na Tymoszczuka, który póki co nie spełnia oczekiwań, a zarówno van Bommel, jak i Ottl są za słabi nie tylko na Ligę Mistrzów, ale także na czołówkę Bundesligi. Poza tym zgadzam się, że musimy wzmocnić bok obrony (ten, na którym akurat nie ma Lahma) oraz pozycję bramkarza (najlepiej Adlerem). Obawiam się, że Ribery’ego zatrzymać będzie niezwykle ciężko, ale tego lata było już tyle plotek i przeróżnych scenariuszy, że chyba nic co nastanie nie ma prawa nas zaskoczyć... Schweinsteiger asem ofensywy już raczej nigdy nie będzie, ale póki co van Gaal stawia na niego, ponieważ jest pożyteczny w defensywie i zalicza sporo dobrych dośrodkowań, głównie po stałych fragmentach gry. Oczywiście marzyłbym o tym, żeby jeszcze kiedyś zobaczyć go w takiej formie jak na MŚ 2006 lub Euro 2008. W Kroosa wierzę nieprzerwanie. W ostatnich meczach był najlepszym zawodnikiem fantastycznie grającego lidera Bundesligi, a ma jeszcze sporo czasu, by poprawić grę przed powrotem do Monachium. Pan Hoeness chyba również bardzo na niego liczy i stąd nawet nie podejmuje prób pozyskania do Bayernu środowego ofensywnego pomocnika. Mam nadzieję, że już w przyszłym sezonie Toni odwdzięczy mu się za zaufanie. Pozdrawiam.

Dugi, zapomniałeś o Podolskim, który przychodził w opinii największego od lat talentu niemieckiej piłki, o Sosie, który przed przejściem do Bayernu ocierał się o reprezentację Argentyny, czy o Breno, uważanego swego czasu za następcę Lucio. Tak więc „smykałkę do marnowania piłkarzy” Duma Bawarii ma również sporą. Jeśli chodzi o statystyki, to niestety, są one bezwzględne i pisanie, że to „tylko liczby” nie jest chyba najwłaściwszym argumentem, ale skoro sądzisz, że nie umniejszają one klasy Holendra, nie będę Cię już więcej próbował przekonać. Brooklyn, po raz kolejny masz moje poparcie. Ja również nie mogę się doczekać powrotu Kroosa. Pod okiem van Gaala może szybko stać się naprawdę wielkim piłkarzem. Sądzę, iż właśnie dlatego nie kupujemy „mózgu drużyny”, iż ta pozycja czeka na Toniego.

Dugi, ja wcale Ci nie bronię podziwiać Sneijdera. Sam mam po prostu odmienne zdanie co do jego umiejętności. Jeśli chodzi o Twoje spostrzeżenia, to: ad. 1) wszyscy wiemy jak kończy większość utalentowanych piłkarzy w Bayernie; ad. 2) pierwszy i ostatni sezon gdzie? Jaki? W Realu? Nie do końca rozumiem... ad. 3) to, że jest bardzo ambitny oczywiście nie jest bez znaczenia, ale samą ambicją to może się wykazać nawet gracz trzeciej ligi polskiej. Gdyby był naprawdę aż tak wartościowym zawodnikiem, Real nie starałby się tak usilnie go pozbyć; ad. 4) kontuzja kontuzją, ale jak na 22 mecze w lidze + puchar + LM, to 2 gole i 1 asysta to wynik lekko mówiąc słaby; ad. 5) owa różnica (21 milionów!) w cenie transferu w przeciągu dwóch lat świadczy o tym, iż w Madrycie po prostu się na nim poznali i zdali sobie sprawę, że przepłacili. Gdyby zażyczyli sobie za niego 30 mln, nie kupiłby go nawet Manchester City. Na zakończenie przypominam, iż za na przyszły sezon z Leverkusen wraca do Monachium Toni Kroos. Również pozdrawiam.

Dugi, „jeden z najlepszych playmakerów na świecie”?! Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale... no cóż. Sprawdź sobie zatem jego statystyki. W zeszłym sezonie WE WSZYSTKICH rozgrywkach (Primera Division, Puchar Króla, Liga Mistrzów) zdobył dla Realu dwa gole i zaliczył... jedną asystę. Fakt, miał również i kontuzję, ale w samej lidze hiszpańskiej rozegrał 22 mecze. Zatem jego osiągnięcia nie są zbyt imponujące, zwłaszcza, że to typowy ofensywny pomocnik. W Eredivisie w swym najlepszym roku zdobył 18, czyli niewiele więcej niż Pranjic w ostatnim sezonie w tej samej lidze. Real kupił go z Ajaxu za 36 milionów, a sprzedał za 15. Ja nie oceniam- podaję obiektywne fakty. Wnioski pozostawiam Tobie.

Brooklyn, trafiłeś w dziesiątkę. Na dzień dzisiejszy w Bayernie jest wielu bardzo dobrych piłkarzy w beznadziejnej formie. Gdyby Schweinsteiger grał jak w niemieckiej kadrze na wielkich turniejach, Gomez jak w zeszłym sezonie w VfB (choćby w meczu z Wolfsburgiem), Toni jak dwa lata temu, Tymoszczuk jak za największych sukcesów w Zenicie, a Pranjić przynajmniej zbliżył się do poziomu, jaki prezentował w Eredivisie, Bayern byłby jednym z faworytów do wygrania Ligi Mistrzów. Póki co należy dać van Gaalowi czas, by wszystko spokojnie poukładał, mając świadomość, że może to potrwać dość długo. Zgadzam się z Tobą Brooklyn również w sprawie obydwu Holendrów. Gwiazdami to oni mogli być w Ajaxie czy HSV, a nie w zespole o aspiracjach do sukcesów na poziomie LM. Fakt, iż van der Vaart i Huntelaar nie grają w swoich drużynach jest tego najlepszym dowodem- największe kluby w Europie to dla nich obu zdecydowanie za wysokie progi. A przecież wszyscy chcemy, żeby wśród tych zespołów wymieniać także i Dumę Bawarii.

He, he, sorry Piotrek, ale podałeś nieco zbyt abstrakcyjny przykład... Ja generalnie lubię Bastiana, choć faktycznie jego gra zasługuje nieraz na krytykę. Pozbywać się go bym absolutnie nie chciał, gdyż bardzo doceniam to, jak pracuje w obronie oraz to, iż od kilka sezonów jest jednym z najlepiej asystujących zawodników w drużynie. Czasem jego brak zdecydowania w akcjach ofensywnych zdaje się być irytujący, ale ogólnie uważam go za pożytecznego piłkarza. A te wszystkie ataki na niego spowodowane są moim zdaniem tym, iż przez pierwsze sezony w Bayernie oraz fantastyczne występy w reprezentacji rozbudził w nas wszystkich wielkie nadzieje, którym niestety później nie był w stanie sprostać. Sądzę, że od początku brakowało mu nie talentu czy umiejętności, tylko ambicji, pracowitości, mentalności zwycięscy i odpowiedniego charakteru, czyli tego wszystkiego, co posiadał Effenberg. Pan van Gaal konsekwentnie jednak stawia na Bastiana, a jak wiadomo, u tego trenera nie gra się za nazwisko. Schweini nigdy nie będzie już takim piłkarzem, na jakiego się zapowiadał, Złotej Piłki nie wygra, nie stanie się liderem ofensywy, ale walką na całym boisku, również, a może przede wszystkim w defensywie, nieraz jeszcze bardzo przyda się Bayernowi.

Szajbinho- zgodzę się, że wyniki osiągane przez van Gaala są znacznie słabsze od tych, które były autorstwem Klinsmanna na tym etapie rozgrywek rok temu. Ja po prostu nie wierzę w „sukces od zaraz” i jestem zdania, że aby Bayern mógł na nowo zacząć walczyć o laury w Europie, potrzebny jest dobry fachowiec, który poprowadzi tę drużynę przez dłuższy okres czasu. Benitez, Ancelotti, Wenger- oni wszyscy potrzebowali kilku lat, by prowadzone przez nich zespoły przestawiły się na ich wizję gry i włączyły się w bój o najwyższe trofea w Lidze Mistrzów. Nieco osobną kategorią jest Ferguson, który pierwsze mistrzostwo Anglii wywalczył po 7 latach trenowania Manchesteru, natomiast LM wygrał po latach 13. O Srnie nie napisałem ani słowa. Jeśli chodzi o Diego, to niezmiennie sądzę, że od dawna był dogadany z Juventusem, a nawet jeśli nie, to najprawdopodobniej Bayern celowo nie ściąga rozgrywającego, gdyż ta pozycja zarezerwowana jest dla Kroosa. Toni póki co w Leverkusen spisuje się znakomicie i mam wielką nadzieję, że po powrocie do Monachium stanie się prawdziwym liderem środka pola. Ozil również byłby ciekawym rozwiązaniem, ale na razie proponuję dać szansę Kroosowi.

Ech, widzę, że nigdy nie będzie końca wyżywania się na Lellu... Cóż, zasłużył sobie na to...

Prymcio... Zgadzam się z Tobą w zdecydowanej większości, również trzymam stronę van Gaala, podobnie jak Ty sądzę, że trzeba mu dać czas, bo w kilka miesięcy drużyny na miarę tryumfu w Lidze Mistrzów zbudować się nie da. Muszę Ci przyznać rację także w kwestii piłkarzy- niemal każdy z nich jest w beznadziejnej formie, gra na jakieś 15-20% swoich możliwości i niewiele robi by to zmienić. Nie popieram jednak Twoich oskarżeń pod adresem zarządu- zarzucasz im brak działania, co nie do końca jest zgodne z prawdą. Pan Hoeness złożył wszak Schalke wręcz bajeczną ofertę ponad 20 milionów za Neuera, otwarcie jak nigdy wypowiadał się o chęci sprowadzenia Bosingwy, za którego zaproponował Chelsea również ogromne pieniądze, niestety, obydwa kluby odmówiły mu sprzedaży swoich piłkarzy. Podobną sytuację obserwowaliśmy w przypadku Pereza i jego starań o Ribery’ego. Oczywistym jest fakt, iż jeżeli ktoś zamierza pozyskać danego zawodnika, to nigdy nie obejdzie się bez zgody włodarzy jego aktualnego zespołu. Uli zrobił co mógł, po prostu jego oferty nie zostały zaakceptowane. Jeśli chodzi o Diego, to sądzę, iż żadnych rozmów z Bayernem nie było, ojciec a zarazem agent Brazylijczyka najzwyczajniej w świecie wykorzystał nasz klub, by „postraszyć” Juventus i wynegocjować dla syna jak najlepszy kontrakt. Myślę, że przenosiny byłej gwiazdy Werderu do Turynu były pewne na długo przed rozpoczęciem okienka transferowego. Gourcuffa Bawarczycy pozyskać zaś nie mogli, nie zależnie od tego, jakie pieniądze zaoferowaliby Milanowi. W umowie o jego wypożyczeniu do Bordeaux zawarta była klauzula, która gwarantowała Francuzom prawo pierwszeństwa do zakupu tego zawodnika. Z Rafinhą natomiast było podobnie jak z Neuerem. Magath po prostu nie chciał oddać powyższej dwójki do innej drużyny, a Bayernu zdaje się w szczególności. Niestety, nie wszystko zależało zatem od pana Hoenessa. Warto dodać, że w porównaniu w najsilniejszymi klubami w Europie, jesteśmy na zdecydowanie gorszej pozycji negocjacyjnej w przypadku starań o najlepszych piłkarzy, głównie ze względu na fakt, iż Bundeliga pozostała daleko w tyle za Premier League czy Primera Division. Nie sądzę zatem, aby przytoczone przez Ciebie przykłady „porażek” transferowych tegorocznego okienka były w całości winą zarządu Bayernu. Sądzę, że złożyło się na to znacznie więcej czynników i niesprzyjających okoliczności.

Przed rozpoczęciem sezonu byłem wielkim zwolennikiem pozyskania do Bayernu Marko Marina. Później, kiedy kupił do Werder, a my sprowadziliśmy Robbena, uznałem, że dobrze się stało, ponieważ przy takiej konkurencji młody Niemiec nie miałby najmniejszych szans na grę w wyjściowej jedenastce (wprawdzie w zeszłym sezonie Kicker wybrał go drugim skrzydłowym Bundesligi, po Ribery’m, ale póki co rywalizować z Arjenem nie może). Obecnie dochodzę jednak do wniosku, że transfer Marina miałby spory sens. Nie pamiętam ile meczów duet RR zagrał razem od początku w pełnym wymiarze czasowym, ale o ile się nie mylę było ich jak na lekarstwo. Marko byłby zatem doskonałą alternatywą, co więcej, pod okiem van Gaala mógłby szybko rozwinąć swój talent. Przede wszystkim jednak, mając w drużynie takiego zawodnika znacznie mniej boleśnie odczuwalibyśmy spowodowaną kontuzjami absencję Robbena lub Ribery’ego.

Już po kilku miesiącach od przyjścia Huntelaara do Realu, kibice Królewskich chwytali się za głowy i pytali „jak można było dać 20 milionów za takie beztalencie?!”. To nie jest moja opinia, bo widziałem jedynie kilka meczów Realu, tylko osób, które nie opuściły ANI JEDNEGO. Ten koleś ma 26 lat i poza tysiącem goli w słabiutkiej Eredivisie niczego jeszcze nie osiągnął i raczej nie osiągnie. Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem Toniego, ale jeśli miałby zostać wymieniony na Holendra, to niech już zostanie. Jestem absolutnie na NIE w kwestii transferu Huntelaara do Bayernu.

Sądzę, że sam Holger lepiej czuje się na środku obrony. To dla niego najbardziej naturalna pozycja i właśnie na niej wolałbym go oglądać- predysponują go do tego choćby warunki fizyczne. Niestety, fakt iż Badstuber musiał grać na boku obrony w sposób ewidentny obnaża fakt, że owa pozycja jest w Bayernie obsadzona wyjątkowo słabo. Dlaczego bowiem trener mając do dyspozycji nominalnego lewego obrońcę (Braafheida) i zawodnika, który grywał tam wielokrotnie (Pranjicia), decyduje się przesunąć na bok gracza ze środka? A co do samej wypowiedzi pana van Gaala, po prostu trudno się nie zgodzić. Badstubera można i powinno się chwalić, bo najzwyczajniej w świecie na to zasługuje. Nie należy jednak oczywiście z owymi komplementami przesadzić, żeby mu sodówka za szybko do głowy nie strzeliła.

Niestety, trzy gole (nawet piękne) i kilka asyst w sezonie nie czynią z nikogo wielkiego zawodnika. Przyszedł za darmo, odejdzie pewnie za grosze, szkoda tylko, że Alexander straci rok (ewentualnie pół) grania w piłkę na swoją przygodę z Monachium. Prawda jest taka, że argumentów miał znacznie mniej niż Schlaudraff, nie mówiąc już o Podolskim. Życzę mu powodzenia w przyszłości. Jeśli trafi do Bayeru, to jest duża szansa na to, że pan Heynckes będzie potrafił w odpowiedni sposób wykorzystać jego umiejętności, a sam Baumjohann w Leverkusen rozwinie się piłkarsko. Kiessling, Barnetta, Castro, a nawet póki co Kroos to nie są gracze klasy światowej, ale w doskonale prowadzonym przez Juppa zespole w pełni prezentują swój potencjał i trzeba przyznać, że ogląda się ich z przyjemnością. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gdyby wszyscy piłkarze Bayernu byli naraz w swojej szczytowej formie (choćby reprezentanci Niemiec jak podczas MŚ czy Euro), bylibyśmy jednym w głównych kandydatów do wygrania LM.

Z tego co pamiętam, to Klinsmann na wstępie zapowiedział Jansenowi, że nie widzi go w składzie, i że będzie musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Wówczas Marcell sam zażądał transferu i w trybie natychmiastowym został sprzedany do HSV. Był to w mojej opinii jeden z większych błędów, jaki Juergen popełnił w trakcie swojej pracy w Monachium (chyba za bardzo liczył, że wykuruje się Sagnol).

Lybbard, van Bommel jest za słaby nawet na Bundesligę, zbyt powolny, techniczne zero, brak jakiegokolwiek myślenia na boisku, a jeśli chodzi o umiejętności odbioru piłki, to znajduje się gdzieś pomiędzy Dariuszem Dudką a Mariuszem Lewandowskim. Do tego dochodzą idiotyczne faule, ale co biedak ma zrobić, skoro inaczej akcji przeciwnika powstrzymać nie potrafi. Dla mnie Holender od początku był jakimś dziwacznym nieporozumieniem, od czasów PSV nie widziałem ani jednego jego dobrego meczu. A fakt, iż jest kapitanem FC Bayernu Monachium uważam za największy błąd, jaki pan Klinsmann popełnił przez cały okres trenowania Bawarczyków. I niech mi nikt nie pisze o zdolnościach przywódczych van Bommela, bo inni zawodnicy najwyraźniej jego wrzaski mają głęboko w d..., on sobie pokrzyczy, a oni i tak nic sobie z tego nie robią i grają jak grali.

Tak, należałoby tylko się zastanowić, którzy niemieccy piłkarze są w największej mierze autorami sukcesów reprezentacji w wielkich turniejach MŚ 2006 i Euro 2008... Wychodzi na to, że Lahm, Klose, Podolski, Schweinsteiger, Mertesacker, ewentualnie Ballack. Wszyscy oni, oprócz Pera, przewinęli się przez Bayern w ostatnich latach. Tym bardziej dziwne jest, że w Monachium grali (grają) tak słabo.

„Bo to co nam się zawsze podobało w polityce transferowej naszego klubu to fakt, że potrafił za stosunkowo niewielkie pieniądze sprowadzać stosunkowo dobrych piłkarzy. Innymi słowy potrafił zauważyć i wykorzystywać korzystną relację cena/jakość.” Dokładnie Kminas, między innymi dlatego „zakochałem się” w Bayernie jakiś czas temu. Imponowało mi jak Bayern, który do pewnego czasu nie wydał nawet 15 milionów na jednego zawodnika (pierwszym był bodaj Makaay) ogrywa naszpikowane przepłaconymi gwiazdami Real, Barcelonę czy Manchester. Kiedyś potrafiliśmy za grosze pozyskać Klinsmanna, Kahna czy Effenberga, wypatrzyć młodego Sagnola, w odpowiednim momencie wzmocnić atak Elberem czy Makaayem. W budowaniu zespołu widać było jakiś zamysł, a kwoty wydawane na transfery były wręcz minimalne, w porównaniu z europejską konkurencją, którą zresztą seryjnie ogrywaliśmy. To było coś niesamowitego. Doskonała taktyka, żelazna dyscyplina i maksymalne wykorzystanie umiejętności poszczególnych piłkarzy z reguły brały górę nad indywidualnymi popisami gwiazdeczek sprowadzonych głównie w celach marketingowych za astronomiczne pieniądze. Ale było coś więcej. Tamten zespół miał charakter, niemiecki charakter. Nikt z zawodników wtedy nie myślał, że na rynku jest wyceniany na 1/10 tego, co jego angielski czy hiszpański rywal, miał poczucie własnej wartości, a może wręcz wyższości. Bo realnie patrząc na zestawienia ówczesnych składów Bawarczyków i ich konkurentów z europejskiej elity, Bayern zdawał się nie mieć na boisku szans. A jednak wygrywał. Dlatego jeszcze parę lat temu liczyłem, że Schweinsteiger czy Podolski przejmą pałeczkę, że młodych poprowadzi fantastyczny Deisler, a umiejętne pozyskiwanie zawodników na konkretne pozycje sprawi, iż Duma Bawarii wciąż będzie wielka i wciąż będzie zwyciężać. Piłkarze sprowadzani do Monachium nie mieli jednak charyzmy i woli walki swoich poprzedników, po szybkim uzyskaniu statusu gwiazdy osiadali na laurach i zamiast się rozwijać, zadawalali się wysokością nowych kontraktów. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Wiem jedno- zrzucanie całej winy na zarząd jest niesprawiedliwe. Polityka transferowa po 2001 r. (może nie licząc ostatnich dwóch lat) była bardzo podobna do tej z przełomu tysiącleci, kwoty wydawane na wzmocnienia wcale nie były mniejsze, jednak zamiast wartościowymi liderami, kolejni nowo przybyli gracze okazywali się pozbawionymi ambicji dorobkiewiczami. Jestem wręcz przekonany, że gdyby taki Bastian miał charakter Effenberga i po pierwszych udanych sezonach zaczął stawiać sobie nowe cele, pracować, rozwijać się, to dziś byłby zawodnikiem na poziomie kandydatów do Złotej Piłki. Bo potencjał to on ma (a w zasadzie miał, bo już dawno jest za późno) niewiarygodny. Piłka nożna to jednak dla mnie tylko hobby, nikt mi kibicować nie karze, a z hobby powinno się czerpać przyjemność. Pozostaję więc optymistą. Liczę, że Muller, Badstuber czy Kroos w pierwszej kolejności będą myśleć o sukcesach drużyny, a nie stanie własnego konta. Bo papiery na granie to oni mają. Jako wychowankowie (lub prawie wychowankowie) powinni starać się przywrócić Bayernowi jego dawny charakter, za którym tak bardzo tęsknię. Dlatego dobre występy młodych Niemców cieszą mnie 100 razy bardziej, niż wielomilionowe transfery.

Najciekawsze jest to, że Lahm nie powiedział, że „wydajemy za mało pieniędzy” lub „kupujemy zbyt słabych/przeciętnych zawodników”. Wypowiadając się o Robbenie użył sformułowania „również świetny”, a zatem w domyśle Philipp ceni także klasę Gomeza. Tyle, że jemu chodziło o coś zupełnie innego, mianowicie o brak zamysłu, ogólnej koncepcji w wydawaniu pieniędzy. Generalnie popieram zarząd FC Bayernu Monachium i jego politykę transferową, ale ostatnie okienka nie przyniosły w moim odczucia takich wzmocnień, jakie były oczekiwane, wręcz pożądane. Wcześniej mieliśmy sporo pecha do nowo pozyskanych zawodników. Tacy gracze jak Deisler, Podolski, Jansen czy Breno mogli i powinni okazać się wartościowymi piłkarzami podnoszącymi poziom drużyny, z różnych przyczyn tak się jednak nie stało (kontuzje, zbyt długie szukanie formy, za duża konkurencja na starcie czy wreszcie przedwczesny koniec kariery). Niestety, w tym roku nie było niezbędnego po poprzednim sezonie „łatania dziur”. Rensing i Lell to miernoty za słabe nawet na Bundesligę i oczywiste było, iż na ich pozycje przyjść powinni o wiele, wiele lepsi następcy. Panu Hoenessowi zabrakło jednak trochę konsekwencji. On chciał wzmocnić owe pozycje, przedstawił nawet wielomilionowe oferty za Neuera i Bosingwę, otwarcie jak nigdy wypowiadał się o chęci sprowadzenia tych klasowych piłkarzy, jego propozycje transakcji zostały ostatecznie odrzucone przez odpowiednio Schalke i Chelsea, na co menedżer Bawarczyków nie miał już wpływu (sytuacja podobna do planów Pereza wobec Ribery’ego). Winić go można co najwyżej za brak „planu B”. Nie jestem do końca przekonany, iż lewy obrońca i również lewy obrońca/pomocnik, to było akurat to, czego Bayern w owym momencie najbardziej potrzebował (abstrahując od jakości nowo pozyskanych Braafheida i Pranjicia). Dlatego generalnie jestem zdania, iż cała zarówno inicjatywa, jak i odpowiedzialność za dokonywane transfery, powinny zostać powierzona van Gaalowi. Jeśli miałby on rozpocząć spokojne budowanie drużyny zgodnej ze swoją wizją, pasującej do przewidywanej przez niego taktyki, byłbym w stanie przymrużyć oko na brak jakiegokolwiek trofeum w tym sezonie. Każdy szkoleniowiec potrzebuje czasu, aby „przerobić” zespół do własnej koncepcji. Czasu owego nie dostał Klinsmann, jeżeli nie dostanie go również van Gaal, będziemy wiecznie dreptać w miejscu, zmieniając trenerów w nieskończoność. Fakt, Holender wyniki ma znacznie słabsze, niż Juergen rok temu (zwłaszcza w LM), ale uważam, iż ten rok należy poświęcić na położenie fundamentów, nie do końca przejmując się rezultatami. Van Gaal słynie również z pracy z młodzieżą, może zatem poprawić to, co ostatnio w klubie funkcjonowało wyjątkowo słabo. Byłbym więc za tym, aby dać mu wolną rękę w kwestii doboru zawodników, wprowadzania młodych graczy, transferów i całego procesu budowania nowej drużyny, która na nowo zacznie odnosić sukcesy w Europie. Lahm zwrócił uwagę na bardzo ważny aspekt- wydawać pieniądze należy mądrze, rozważnie oraz zgodnie z na wstępie obraną, określoną koncepcją. W przeciwnym razie przepuścić można nawet kilkaset milionów, wcale nie wzmacniając przy tym drużyny.

Niestety Kminas, podobnie jak Ty sądzę, iż przegramy z Bayerem. Zwłaszcza, że dla będącego ostatnio w znakomitej formie Kroosa takie miernoty jak van Bommel czy Tymoszczuk to zwykłe slalomowe tyczki. Obawiam się, że ten dzieciak totalnie zdominuje środek pola...

Mówiąc szczerze, bez mrugnięcia okiem zmieniłbym Toniego, Gomeza i Olicia na Makaay’a za najlepszych lat.

Moim zdaniem Lahma do klasy światowej można przydzielić prędzej niż Robbena. A to Kminas, że uważasz Philippa za gorszego piłkarza od Lizarazu (z czym również się nie zgadzam), nie oznacza, że nie jest świetnym piłkarzem, najlepszym obecnie na swojej pozycji.

Cóż Davout, po prostu mamy na ten temat odmienne opinie. Ty postawiłbyś na transfery, grając 1-2 wychowankami, ja wręcz przeciwnie, oparłbym drużynę na zawodnikach wypatrzonych za młodu i dałbym im szansę (w klubie lub na wypożyczeniu) rozwoju talentu. Jeśli chodzi o drogie transfery, ograniczyłbym się do „łatania dziur”. Możemy sobie pogdybać, od siebie na zakończenie powtórzę jeszcze raz- NIE WIERZĘ w sukces „od zaraz”. Trzy sezony to według mnie minimum, by od stanu aktualnego na nowo powrócić do europejskiej elity. Jeśli natomiast będziemy co roku, albo co kilka miesięcy zmieniać trenerów, to tak będziemy sobie na okrągło zaczynać, zaczynać, zaczynać, zaczynać...

Oglądając youtube? Ty na poważnie piszesz, że ilość filmików świadczy o czymkolwiek? Niedawno widziałem fantastyczną kompilację o Wichniarku, zresztą autorstwa jaszczura64 (pozdrawiam serdecznie) i gdyby nie fakt, że znam tego zawodnika, byłbym pewien, że to kandydat do Złotej Piłki. Pamiętam doskonale „historię cennika” Pato. Był okres, gdy wyceniany był na około 7 milionów, niecały rok później mówiło się o kilkunastu, a ostatecznie faktycznie kosztował ponad 20. Chyba nie muszę zaznaczać, kiedy najlepiej było po niego sięgnąć. Diego, kiedy przychodził do Werderu, nie był już juniorem, a kosztował bodaj 6 milionów. Kaka do Milanu czy Cristiano Ronaldo do Manchesteru także przychodzili za relatywnie niewielkie pieniądze. Dlatego jestem daleki do stwierdzenia, że Santa Cruz, Breno czy Sosa byli od razu „skazani na porażkę”. Piszesz, że w Bayernie nie ma czasu na wkomponowywanie młodych piłkarzy do składu. I na to jest gotowe rozwiązanie- wypożyczenia. Można było Lahma na początku skreślić, bo przecież swego czasu nie mógł nawiązać walki o miejsce w pierwszym składzie z Lizarazu, i sprzedać za 2 mln gdziekolwiek, jednak zdecydowano się oddać go na jakiś czas do VfB i poczekać, co z niego wyrośnie. Tak jak pisałem- takich „dojrzewających” Kroosów powinniśmy mieć co najmniej kilku, bo wiadomo, że nie każdy młody talent okaże się być w przyszłości wartościowym zawodnikiem. A w sukces „od zaraz” nie wierzę. Nawet Realowi, po wydaniu prawie 300 milionów, się jak na razie nie udaje. Pozdrawiam.

Davout, zgodzę się z Tobą, że nasz scouting jest jednym z najgorszych ze wszystkich klubów europejskiej czołówki. Sądzę jednak, że zarząd w wielu momentach kupuje zawodników, których akurat wówczas kupić powinien, oni jednak z różnych względów okazują się niewypałami. Przejdźmy do konkretów. Deisler- uważany za największy od wielu lat talent niemieckiej piłki, gwiazda Bundesligi i reprezentacji narodowej, dodatkowo młody, bardzo perspektywiczny. Gdyby nie pozyskał go Bayern, trafiłby do innego klubu europejskiej czołówki. Niestety, kontuzje, choroba psychiczna, brak woli walki i wiele innych czynników sprawiło, że zamiast liderem, stał się wieczną, niespełnioną nadzieją Bawarczyków. Podolski- kolejne „cudowne dziecko” z papierami na wielkie granie. Podziwiał go już wówczas cały świat, zwłaszcza po rewelacyjnych występach w reprezentacji narodowej podczas Pucharu Konfederacji i MŚ. Pozyskał go Bayern i... oddał z powrotem po 3 latach obustronnej katorgi. Santa Cruz, Sosa, Breno- młode talenty z Ameryki Południowej, które z swoim czasie zachwycały w tamtejszych ligach. Oni wszyscy byli uznawani za graczy o potencjale porównywalnym z Aguero czy Pato, a jakimi „wzmocnieniami” się okazywali, wszyscy wiemy. Dziś możemy się oburzać, dlaczego Bayern nie sięgnął po młodziutkich Kakę, Diego czy Cristiano Ronaldo, kiedy jeszcze nie byli gwiazdami, a już można było zaobserwować drzemiący w nich nieprawdopodobny potencjał. Nie sięgnął, bo skauci zajęci byli dos Santosem i Sosą. To jest wielka bolączka- brak umiejętności poznania się na prawdziwym talencie. Wszak czy Aguero miał napisane na czole „będę gwiazdą”, a Santa Cruz „wyrośnie ze mnie przeciętniak”? Kupując zawodników trzeba wybierać odpowiedni moment w ich karierze, bo albo sięga się po grajków nic nie wartych, albo trzeba płacić dziesiątki milionów jak Real. Swoją droga można by się zastanowić, czy na pewno wszyscy młodzi piłkarze, po których sięgał Bayern przez ostatnie lata byli z góry skazani bo przeciętność, czy może część odpowiedzialności należałoby zrzucić na trenerów, którzy nie potrafili odpowiednio wkomponować ich w zespół. Tego się oczywiście nigdy nie dowiemy.