Napastnik Bayernu Monachium w 2010 roku stanął przed ważną decyzją, która miała zaważyć na jego karierze. Grając w Lechu Poznań otrzymał ofertę gry w Anglii dla Blackburn Rovers, jednak odwiedziny na Wyspach pokrzyżował wybuch wulkanu Eyjafjallajökull, który sparaliżował loty samolotów w całej Europie.
REKLAMA
- Tak, miałem taką możliwość. Chciałem zobaczyć Blackburn - ośrodek treningowy, same miasto. Chciałem zobaczyć, jak tam jest. Myślę, że gdybym tam pojechał to bym się zdecydował, jednak ogromna chmura pyła uniemożliwiła podróże samolotem.
Wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Jak mówi sam Robert, lot był już zarezerwowany i tylko czekał na dzień odlotu, jednak nie mógł już nic poradzić ze względu na warunki pogodowe.
- Czy to mogło zmienić moje życie? Tak, to prawdopodobne. Możliwe, że tam bym już pozostał. Jednak później pojawił się Dortmund, który okazał się następnym przystankiem w mojej karierze.




Komentarze [3]
REKLAMA
REKLAMA