DieRoten.pl

Tryplet 2013 czy 2020? Cz. II: Last but not least, czyli ciekawy przypadek herr Flicka"

17.09.2020, 13:29:56
FotoOlimpik

Historia Hansiego Flicka to doskonały materiał dla scenarzystów filmowych czy różnego rodzaju mówców motywacyjnych.

Człowiek z cienia, który opuścił go dopiero w połowie swojej szóstej dekady życia, w okresie, w którym znaczna część topowych trenerów myśli już o zbliżającej się powoli emeryturze, wspominając dawne dni chwały. Jeszcze rok temu Flick jako trener czy wcześniej jako zawodnik nawet nie był zawsze drugi jak Adaś Miauczyński, ale jak już stał się wreszcie pierwszy, to zrobił to w takim stylu, jakby zawsze był tym pierwszym.

To jest druga część tego cyklu. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś - przeczytaj część pierwszą "Tryplet 2013 czy 2020? Cz. I: Z piekła do nieba, czyli Bayern Heynckesa".

FC Eintracht Monachium, czyli dlaczego to nie wypaliło

Podobnie jak w przypadku Bayernu Heynckesa, analizę taktyczną drużyny Flicka należy zacząć od inwentaryzacji tego, co zastał w Monachium Hansi. A zastał może niezupełnie ściernisko, ale z pewnością dosyć szybko postawił tutaj taktyczne San Francisco. Poprzednik Flicka, Chorwat Niko Kovac, być może nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii Bayernu, ale i tak posiada pewne zasługi w budowie wielkiego Bayernu Flicka. Przede wszystkim zdefiniował na nowo rolę Thiago jako "6" w systemie z podwójnym pivotem (przeważnie z nieco bardziej ofensywnie usposobionym Leonem Goretzką). Tego rodzaju ustawienie przypominało duet Schweinsteiger-Martinez z mistrzowskiego sezonu 2012/13. Zresztą sam Niko Kovac chciał nawiązać do stylu drużyny Heynckes, zamierzając oprzeć Bayern na solidnych fundamentach defensywnych oraz szybkich oskrzydlających atakach.

W praktyce Chorwatowi nie udało się zrealizować w całości żadnego z tych celów. Wskazując przyczyny takiego stanu rzeczy, w pierwszej kolejności rzuca się w oczy to, że w ataku Bayern często przybierał kształt litery U, z lukami w środku pola oraz w półprzestrzeniach. Takie uformowanie przednich formacji było całkiem komfortowe dla przeciwników, bowiem mogli oni przenieść więcej własnych sił do bocznych sektorów, nie musząc obawiać się realnego zagrożenia właśnie ze strony środka pola Bawarczyków. Skoncentrowanie obrony rywala w bocznych sektorach wymuszało na piłkarzach Bayernu uciekanie się do zupełnie nieefektywnych dośrodkowań z nieprzygotowanych pozycji. Formacja U rodziła jeszcze większe problemy po stracie piłki, bowiem umożliwiała przeciwnikowi szybkie przemieszczenie piłki przez niezajęty środkowy sektor, zmuszając piłkarzy Bayernu do nieskoordynowanego pokonania znacznie większych odległości celem odzyskania piłki, co w rezultacie prowadziło do tego, że bawarski kontrpressing był mało wydajny. Z biegiem kadencji Kovaca problem z defensywą narastał, co znajduje wyraz we wskaźniku spodziewanych straconych bramek w meczu (xGA), który wzrósł z 0.91 w sezonie 2018/19 do 1.24 w kolejnym sezonie.

Jednak kwestie taktyczne to nie wszystko we współczesnym futbolu (w innym przypadku Marcelo Bielsa czy Rafael Benitez zapewne mieliby w swojej gablocie po kilka pucharów Ligi Mistrzów na głowę). Być może wyniki Bayernu pod batutą Kovaca (i nawet przy stosowaniu nieszczęsnej formacji U) byłyby nieco lepsze, gdyby potrafił on zbudować lepsze relacje z drużyną. Trudno jednakże jest takowe stworzyć, gdy publicznie za wzór kibicowania stawia się fanów ligowego rywala, zarzuca piłkarzom nierealizowanie taktyki (nie wykazując się przy tym przesadnym samokrytycyzmem), a sam zespół porównuje się do pojazdu z limitem prędkości 100 km/h, przemierzający drogę z ograniczeniem prędkości wynoszącym dwukrotnie więcej. To był gwóźdź do trumny chorwackiego trenera. Po listopadowej porażce 1-5 z Eintrachtem Frankfurt, wspieranym przez "najlepszy kibiców w Bundeslidze", Bayern zwolnił Niko Kovaca, zastępując go człowiekiem z cienia, który miał przez chwilę zająć miejsce przeznaczone docelowo dla Erika ten Haga czy Mauricio Pochettino. Dalsza historia skromnego chłopaka z Heidelbergu jest dobrze znana. Zajmijmy się jednak tym, co stoi za tajemnicą odrestaurowanej maszyny z Bawarii. Najbardziej niesamowite w pracy Hansiego Flicka nie jest nawet to, jak bardzo odmienił Bayern, ale przede wszystkim tempo, w jakim tego dokonał. Jak wspominałem w poprzednim tekście, już na tym polu wyłania się pierwsze porównanie z Heynckesem, który przejął od Ancelottiego w październiku 2017 r. rozbity Bayern i nieomal powtórzył sukces z sezonu 2017/18.

Najlepszym atakiem jest obrona, wysoka obrona

W pierwszej kolejności weźmy na tapet taktykę Bayernu Flicka. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to natychmiastowa likwidacja nieszczęsnej formacji u Niko Kovaca, co nie tylko wyzwoliło więcej możliwości w ataku, ale przede wszystkim usprawniło grę obronną (Bayern Kovaca tracił średnio 1.5 bramki na mecz, podczas gdy po zmianie trenera wskaźnik ten spadł do wartości 0.73. Z kolei wskaźnik spodziewanych straconych bramek, xGA, spadł do wartości 0.93 na mecz). To był warunek konieczny wdrożenia koncepcji Flicka, w której organizacja ofensywna w ogromnym stopniu zależna jest od pracy w obronie - bardzo wysoko ustawionej obronie (skuteczny atak na piłkę piłkarze Bayernu wykonują najdalej w Europie od własnej bramki - już 45.5 metra). Parafrazując słynne powiedzenie Carla von Clausewitza, pokuszę się o stwierdzenie, że obrona w wykonaniu Flicka to jedynie kontynuacja ataku, tyle że bez piłki. Wysoka linia obrony umożliwia Bayernowi sprawne wykonanie kontrpressingu, którego efektywność zależna jest od skrócenia dystansu pomiędzy obrońcami, pomocnikami oraz napastnikami. Jednocześnie na pierwszy rzut oka taka taktyka sprawia wrażenie samobójczej, pozostawiając dużo wolnego miejsca pomiędzy bramkarzem oraz obrońcami. Oznacza to, że zespół może być podatny na szybkie kontrataki przeciwnika, któremu udaje się wydostać spod duszącego pressingu. Jednak dzięki szybkości Neuera, Alaby oraz Daviesa, zamykających niezwłocznie wolne przestrzenie, Bayern jest w stanie zminimalizować to ryzyko.

Warto również wspomnieć o kluczowej roli Thomasa Muellera, dowodzącego poczynaniami zawodników ofensywnych w kontrpressingu. Najlepszy piłkarz świata w kategorii Thomasa Muellera, dzięki swej ponadprzeciętnej umiejętności "badania przestrzeni", potrafi ze zdumiewającą łatwością przewidzieć poczynania rywali oraz nadać taki sznyt poczynaniom Comana, Perisica, Gnabry'ego czy Lewandowskiego w kontrpressingu, że przeciwnikowi często pozostaje tylko wybić piłkę zupełnie na oślep. I nie dotyczy to "jedynie" drużyn z Bundesligi, ale także - posługując się nomenklaturą Arturo Vidala - najlepszej drużyny świata.  Do tego należy dodać, że po zmianie trenera Bayern zaczął biegać więcej o 4 kilometra na mecz (113 km na mecz za Kovaca wobec 117 km na mecz za Flicka), wykonywać więcej sprintów (Kovac - 227, Flick - 261), częściej stosować pressing pod bramką rywali (Kovac - 14, Flick - 19), a także szybciej odbierać piłkę rywalom (rywale drużyny Kovaca potrzebowali 12 podań, że zawodnicy Bayernu odebrali im piłkę, z kolei Flicka - już tylko 9). Zawodnicy Bayernu zaczęli nie tylko więcej biegać, ale przede wszystkim mądrzej biegać. Chyba najlepiej istotę taktyki Flicka ujął Philippe Coutinho, jeden z drugoplanowych bohaterów kampanii 2019/20, który stwierdził następująco:

- Patrzę i widzę, że realizujemy wdrażanie wizji trenera w naszą grę. Pressing bez piłki jest dla niego kluczowym elementem gry. Zaczynamy bronić daleko na połowie rywala, blisko, agresywnie i to jest struktura niezwykle problematyczna dla rywali. Nigdy nie spodziewałbym się, że pomysł trenera zacznie działać tak szybko. Co zmienił Flick? Przede wszystkim taktykę. Poświęcił mnóstwo uwagi funkcjonalnemu skoordynowaniu pressingu.

Isaac Newton stwierdził niezwykle skromnie, że "widział więcej, bo stał na ramionach gigantów". Równie skromny Hansi Flick zapewne nie porównałby się do ojca nowożytnej fizyki, ale z całą pewnością podobnie jak Newton potrafi świetnie przyswajać cudze idee i wdrażać je w swoich koncepcjach. Patrząc na grę obronną Bayernu Flicka, nietrudno zauważyć liczne podobieństwa z wielkim Milanem Arrigo Sacchiego: wysoka linia obrony, skrócony dystans pomiędzy formacjami czy umiejętne łapanie przeciwników na spalonym. Z pozoru zdumiewające jest to, że musiało upłynąć tak dużo czasu, żeby pojawił się kolejny trener, który w takim stopniu i z takim rezultatem czerpał z koncepcji defensywnej Sacchiego, ale należy pamiętać, że tego rodzaju gra obronna ma sens jedynie wówczas, gdy posiada się ku temu odpowiednich wykonawców, takich jak Maldini, Baresi, Costacurta czy Tassotti. Prawdopodobnie łączna indywidualna klasa obecnego bawarskiego bloku obronnego jest nieco niższa niż wyżej wymienionych włoskich mistrzów, ale przewaga ta niwelowana jest dużo większą szybkością Alaby czy Daviesa, a przede wszystkim na pozycji bramkarza, bowiem Manuel Neuer zdecydowania przewyższa Giovanniego Galliego czy Sebastiono Rossiego - nie tylko w grze na linii, ale głównie umiejętnościami w rozgrywaniu piłki i "kasowaniu" zagrożenia daleko od bramki. Na marginesie należy poczynić uwagę, że być może podobny renesans przeżyje kiedyś tiki-taka na wzór Barcelony Pepa Guardioli; może się okazać, że jej kolejne wcielenie okaże się sukcesem jedynie wówczas, gdy w jednym zespole znajdą się talenty na miarę Xaviego, Iniesty, Busquetsa, Puyola czy Messiego.

Jednak błędem byłoby opisywanie ofensywnych poczynań Bayernu Flicka wyłącznie przez pryzmat stosowania morderczego kontrpressingu. Ten Bayern, podobnie jak drużyna Heynckesa, korzysta z całego arsenału broni w ataku: od spokojnego rozgrywania piłki od tyłu po szybkie przeniesienie piłki, od gry przez środek po grę bokami - co znajduje wyraz w większej liczbie strzelonych bramek oraz spodziewanych strzelonych bramek (Flick - 2.51 xG; Kovac - 2.2 xG). W porównaniu z zespołem Kovaca, Bayern Flicka legitymuje się nieco niższym posiadaniem piłki (Kovac - 66.4%, Flick - 60.6%), ale z drugiej strony większą celnością podań. Flick nie korzysta także zbyt często z modnego w ostatnim czasie oddelegowania w fazie ataku jednego z bocznych obrońców do środka obrony (w wyniku czego utworzony zostaje trzyosobowy blok obronny), w sytuacji gdy drugi podłącza się do ofensywy. Stosując bardziej tradycyjne symetryczne przesuwanie się par bocznych obrońców, środkowych obrońców oraz środkowych pomocników, Bayern zyskuje wertykalność niezbędną do zastosowania skutecznego kontrpressingu. Jednocześnie ta symetria nie jest dogmatyczna, bowiem Flick potrafi korzystać z szybkości Alphonso Daviesa, zezwalając mu na łupieżcze wyprawy do przodu; wówczas skrzydłowy z tej samej flanki schodzi bliżej środka, zajmując półprzestrzenie i wzmacniając Bayern w tym rejonie boiska. Środkowi pomocnicy w systemie Flicka pełnią podobne role jak u Heynckesa - nie są sztywno przywiązani do swoich pozycji, lecz również wypełniają te, które zostały tymczasowo opuszczone; podobnie jak w przypadku bardziej defensywnego Martineza oraz ofensywnego Schweinsteigera, także u Flicka jeden ze środkowych pomocników gra wyżej. Niezmiernie istotne u Flicka jest również schodzenie środkowych pomocników w półprzestrzenie czy nawet na boki, tworząc tam z graczami z innych pozycji trójkąty zwiększające pole manewru w rozegraniu. Atakując, ustawienie Bayernu częstokroć układa się w formację 2-3-5 lub 3-2-5, w której boczni obrońcy dostarczają szerokości, Mueller oraz skrzydłowi krążą między środkiem, półprzestrzeniami i bokami, z kolei ciężar rozgrywania piłki spoczywa na środkowych pomocnikach.

"Dość, ile można o taktyce?!? Paaanie, ja kończyłem podstawówkę, a nie kursy UEFA Pro"...

Racja, dosyć tej taktyki. Samą zresztą taktyką Flick pewnie by nie wygrał trypletu. Powiedzmy jeszcze kilka słów o tym, dlaczego Hansiemu udało się przekonać zawodników Bayernu do swoich koncepcji.

Heynckes w skórze Flicka

Na wstępie drobna uwaga: pozwolę sobie pominąć w tym miejscu przytaczanie CV herr Flicka, bowiem w ostatnim czasie chyba powiedziano i napisano już o tym wszystko. Przejdźmy zatem do pozataktycznej istoty związku Flicka z Bayernem.

Przytoczony wcześniej cytat z Coutinho zawiera również inne znamienne zdania:

- Jesteśmy szczęśliwi. Oczywiście, gdybyśmy nie realizowali jego wizji na murawie, to nie wzroślibyśmy w takim stopniu, w jakim wzrośliśmy, ale zmiany zaczęły się w szatni. Mamy świetną atmosferę.

Dobrze to uchwycił również Philipp Lahm, o którym nieprzypadkowo Pep Guardiola powiedział, że najinteligentniejszym piłkarze, z jakim współpracował.

- Kiedy spojrzysz wstecz, na Ottmara Hitzfelda czy Juppa Heynckesa, to widzisz, że jedną z ich mocnych stron było to, że nie byli w centrum uwagi, ale pracowali dla zespołu. Dokładnie taki jest Hansi - powiedział Lahm.

- Jest jak młody Jupp Heynckes. Obaj wiedzą, jak przekonać zawodników i rozśmieszyć ich. To ważne w Monachium. Chodzi także o atmosferę - stwierdził Matthaeus.

Hansi zawsze wie, co powiedzieć piłkarzowi, by ten poczuł się lepiej. Szczególnie widać to w chwilach kryzysu – zachwala Kahn. Tak widzą to również piłkarze obecnej kadry Bayernu. 

- Zrozumieliśmy, gdzie popełnialiśmy błędy. Uwolnił nas też od ciężarów, dzięki czemu atmosfera stała się lepszaprzekonuje Lewandowski.

- Hansi to dla Bayernu trener idealny – komplementuje Jupp Heynckes.

Flick to skromny, spokojny facet, który unika świateł reflektorów i skandali, jak na bankowca przystało, bo takie ma wykształcenie. W zasadzie trudno byłoby znaleźć w świecie futbolu osobę, która krytykuje Flicka lub jego metody. Wręcz przeciwnie - docenia się jego zdolności taktyczne oraz to, jakim jest człowiekiem. Pochwały te dotyczą zarówno osób współpracujących z nim w przeszłości (Loew czy Hopp), obecnych piłkarzy Bayernu (w zasadzie całego składu), kierownictwa Die Roten, ale także zewnętrznych obserwatorów. W szczególności podkreśla się, że jego Bayern jest bardzo wyrazisty, ale jednocześnie Flick nie dorabia do tego ideologii oraz nie pozuje na proroka. Przyjmuje raczej pozycję primus inter pares. Jak to zgrabnie ujął Michał Trela, Flick idealnie uosabia szpagat, w którym od lat usiłuje utrzymać się Bayern - między bawarską, przyziemną tożsamością, a wielką globalną marką. Zawodnicy Bayernu nie potrzebowali kogoś, kto błyszczałby jaśniej od nich; potrzebowali kogoś, kto pozwoliłby im błyszczeć jeszcze jaśniej.

Tym sposobem opisaliśmy drużyny Heynckesa oraz Flicka - każdą z osobna. Czas wreszcie na obranie kursu kolizyjnego. W kolejnej części porównamy poszczególnych członków tamtych ekip.

źródło: Własne
Sklep motoryzacyjny - iParts.pl

KONKURS TYPERA

DieRoten.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z DieRoten. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!

KOMENTARZE (6)

reklama



19.09.2020 15:23
Żałuję że nie pamiętam pierwszego trypletu. Po przejęciu drużyny przez Flicka absolutnie wszystko potoczyło się idealnie. Tacy zawodnicy jak Kimmich, Goretzka czy Gnabry stali się liderami zespołu oraz wskoczyli na najwyższy poziom. Idealna mieszanka doświadczenia i przebojowości. Gigantyczny głód sukcesu. Obecny zespół ma spore szanse aby w przyszłości mówić o nim "jeden z najlepszych w historii"
18.09.2020 16:37
@Prezes42 Real w w sezonie 2016 /2017 zdobył pewnie LM, oprócz ćwierćfinału gdzie grali z nami
Ale tak później półfinał czy finał to pewnie. Barcelona Guardioli czy Enrique to też były potwory. Nie mówiąc o wielkim Milanem który upadł w 2011 roku na dobre :(
18.09.2020 16:06
Oba tryplety smakują wybornie - wiadomo, 2020 cieszy dodatkowo, bo kluczowy udział w jego zdobyciu miał nasz rodak, jednak ten 2013 był wyczekiwany, wręcz wyproszony - rany z finału 2012 były wciąż świeże, w dodatku wracaliśmy na arenę międzynarodową po chudych latach, więc ten tryplet z wisienką na torcie w postaci zwycięstwa w LM cieszył mnie chyba najbardziej. W dodatku sam skład był niezwykle mocny i praktycznie idealny - najsłabszym ogniwem był chyba Dante, a nawet będący o klasę gorszym napastnikiem niż RL9 Mandżukić, swoje do tego triumfu dołożył. W 2020, pomimo kompletu zwycięstw i odpaleniu walca totalnego, jakoś ten skład na papierze wygląda jednak gorzej.
17.09.2020 21:03
Który tryplet był lepszy? tak naprawdę trudno to ocenić, każdy ma swoich zwolenników. Dla mnie obydwa są tak samo cenne ale ten chyba zapadnie w pamięci bardziej z powodu koronowirusa.
17.09.2020 18:55
2020 na pewno trochę szersza kadra, która okazała się kluczem do zwycięstwa w LM. 2013 za to lepsza jakościowo wyjściowa 11-tka Bayernu. Gdyby tam wtedy dodać Lewego z ostatnich miesięcy to chyba jeden z najlepszych teamów, który wygrał LM w XXI w. Tak biorąc pod uwagę całość to chyba na 20 finałów LM tego wieku można śmiało powiedzieć, że Bayern 2013 i Bayern 2020 to chyba najbardziej zasłużeni zwycięscy. Real, Barca, Liverpool czy Milan nigdy tak pewnie nie zdobywały pucharu mistrzów.
17.09.2020 13:36
Nie da się tego porównać. Ale ten triumf był na pewno dużo bardziej niespodziewany.