Od zera do bohatera. Arjen Robben w 2012 roku był jednym z antybohaterów finałowego starcia pomiędzy Bayernem, a Chelsea. Rok później bramka Holendra zdecydowała o zwycięstwie z Borussią Dortmund.
Finałowe starcie z 2012 roku z pewnością na długo pozostanie jeszcze w pamięci kibiców "Die Roten". Bayern mierzył się wtedy na Allianz Arena z londyńską Chelsea i niemal przez cały mecz raz po raz gościł pod bramką świetnie wtedy dysponowanego Petra Cecha. W regulaminowym czasie gry był jednak remis. W dogrywce przed świetną szansą na objęcie prowadzenia stanął Arjen Robben, który jednak nie wykorzystał rzutu karnego. O zwycięstwie ostateczne zadecydował rzuty karne, w których gospodarze ulegli przyjezdnym.
- Finał z 2012 roku był dla wszystkich bardzo rozczarowujący. Byliśmy na swoim stadionie i prowadziliśmy 1:0. Niestety, udało im się wyrównać, a następnie nie wykorzystałem karnego. Kiedy nie strzelasz karnego to jest bardzo trudno, ale musisz się otrząsnąć. My sobie z tym bardzo dobrze poradziliśmy już w kolejnym roku i udowodniliśmy na Wembley, że wciąż jesteśmy wspniałą drużyną - wspomina Robben w ekskluzywnym wywiadzie dla FourFourTwo.
REKLAMA
- To nadawałoby się na scenariusz na film, albo książkę. Nie wykorzystałem karnego, a rok potem strzeliłem zwycięską bramkę. Myślę, że to dobry przykład na to jaki charakter jest potrzebny aby odnieść sukces. Jeśli natrafiasz na duże niepowodzenia to musisz wstać i walczyć. To właśnie zrobiłem - powiedział Holender.
Holenderski skrzydłowy przyznał, że przed finałowym starciem na Wembley odczuwał wielką presję. Przedtem Robben miał na swoim koncie 2 przegrane finały - w 2010 i 2012 roku.
- Byłem bardzo pozytywnie nastawiony, byłem przekonany, że zwyciężymy, ale jednocześnie myślałem 'Nie mogę grać w trzech finałach LM i wszystkie przegrać'. Nikt nie chce takiej etykiety - dodał.
Przypomnijmy, że obecny kontrakt Arjena Robbena z FCB dobiega końca wraz z końcem sezonu. Sam zainteresowany mówił ostatnio, że nie martwi się jednak o swoją przyszłość.
Komentarze