Kulisy rozmów kontraktowych Dayota Upamecano pokazują, jak blisko Bayern był zerwania negocjacji i jak kluczową rolę odegrała osobista decyzja samego piłkarza.
Relacja Stefana Kumbergera ze „Sport1” rzuca nowe światło na
napięcia, jakie towarzyszyły rozmowom Bayernu Monachium z agentami Dayota
Upamecano. Z perspektywy kibiców nie są to doniesienia, które poprawiają
wizerunek przedstawicieli zawodnika.
Według informacji dziennikarza, nawet w ostatnich godzinach
obowiązywania terminu wyznaczonego przez klub, agenci próbowali renegocjować
warunki.
Na stół trafiały kolejne żądania, odbiegające od
wcześniejszych ustaleń, co wywołało irytację wśród decydentów na Saebener Strasse.
Bayern był bliski wycofania oferty i zamknięcia rozmów.
Przez wiele tygodni sam Upamecano pozostawał w cieniu
negocjacji, pozostawiając je w rękach swoich przedstawicieli. Sytuacja zmieniła
się dopiero w kluczowym momencie. Gdy rozmowy znalazły się na granicy fiaska,
to właśnie francuski obrońca postanowił przejąć inicjatywę i jednoznacznie
zadeklarować chęć pozostania w Monachium.
Jego bezpośrednie „tak” dla klubu zostało bardzo dobrze
odebrane przez kierownictwo Bayernu. Wewnętrznie odebrano to jako dowód
przywiązania i jasny sygnał, że priorytetem zawodnika od początku była
kontynuacja kariery w czerwonej koszulce.
Komentarze