Pomimo pozytywnego finału kontraktowej sagi z udziałem Dayota Upamecano, Uli Hoeness nie kryje frustracji. W wywiadzie dla Bilda zapowiedział, że Bayern będzie stawiać granice agentom – włącznie z czarną listą.
W wywiadzie dla “Bild”, honorowy prezes Bayernu nie przebierał w słowach. Jasno dał do zrozumienia, że cierpliwość klubu wobec agentów piłkarskich się skończyła.
– Odpowiedzialni w klubie nie będą już tolerować tego, że agenci sami decydują o tym, jak wszystko ma przebiegać. Ich wkład jest coraz bardziej nieproporcjonalny do wynagrodzenia, jakiego żądają i jakie ostatecznie często otrzymują. Będziemy częściej mówić “nie” i nie będziemy uczestniczyć w tym szaleństwie — komentował.
Hoeness uważa, że nie tylko agenci powinni ponieść konsekwencje. Według niego, sami piłkarze powinni być w większym stopniu pociągani do odpowiedzialności za zachowanie swoich przedstawicieli.
– Można też powiedzieć zawodnikowi: “Jeśli twój agent będzie dalej tak bezczelnie negocjował, nie będziemy z nim więcej rozmawiać o twojej przyszłości u nas”.
– Być może weźmiemy też jednego czy drugiego agenta, jeśli zachowuje się nieuczciwie, na listę i powiemy mu, że zawodników, których reprezentuje, nie będziemy już pozyskiwać. To byłby następny krok — dodał.
Wydaje się, że czara goryczy przelała się po ostatniej sadze kontraktowej z udziałem Dayota Upamecano. Sam Hoeness od dawna nie ukrywał, że jest zbulwersowany agentami Francuza.
– W przypadku Upamecano agenci chcieli albo podbić cenę u nas, albo pchnąć go do innego klubu, a w podzięce mieliśmy im jeszcze zapłacić premię za podpis. To jest sprzeczność sama w sobie i nie powinniśmy tego dłużej akceptować – powiedział Hoeness.
Komentarze