Bayern prowadził 3:1 i kontrolował mecz, lecz jeden błąd w rozegraniu piłki odmienił końcówkę, wywołując frustrację działaczy i debatę o stylu gry.
Gdy na tablicy wyników widniało 3:1 dla Bayernu Monachium, a zegar wskazywał ostatnie minuty, wszystko zmierzało ku spokojnemu finiszu. Wystarczył jednak jeden niepotrzebny błąd, by mecz z Eintrachtem Frankfurt zamienił się w nerwowy thriller.
Jonas Urbig rozegrał krótko do Joshuy Kimmicha we własnym polu karnym. Pomocnik, zamiast wybić piłkę, próbował zagrać prostopadle do Kim Min-jae. Arnaud Kalimuendo przeczytał zamiary, przechwycił podanie i trafił na 3:2. Allianz Arena wstrzymała oddech.
Po spotkaniu głos zabrał Max Eberl, który nie krył krytycznych słów w stronę vicekapitana bawarskiego klubu.
– Mogliśmy sobie tego oszczędzić. Wiem, że wiele rzeczy chce się rozwiązywać umiejętną grą, ale to trochę przesada. Jeśli niebezpieczeństwo staje się zbyt duże, czasami trzeba je ugasić. Wtedy nie trzeba się wpakowywać w kłopoty. To było harakiri – powiedział Eberl.
Kimmich zachował z kolei spokój, kiedy po meczu zapytano go o sytuację z drugiej połowy.
– Wtedy przeciwnicy będą naciskać coraz mocniej. Jeśli zdadzą sobie sprawę, że nie potrafimy znaleźć rozwiązań i po prostu gramy długimi piłkami, łatwiej będzie im grać przeciwko nam. Dlatego powinniśmy utrzymać to DNA – podsumował Joshua Kimmich.
To starcie dwóch filozofii: pragmatyzmu i konsekwencji. Bayern wygrał, lecz dyskusja o granicach odwagi w rozegraniu dopiero się zaczyna.
Komentarze