Finał Ligi Mistrzów z 1999 roku do dziś wywołuje dreszcze u kibiców "Die Roten". Porażka z Manchesterem United przez dwie bramki stracone w doliczonym czasie gry to bez wątpienia jeden z najgorszych momentów w kibicowskim życiu.
Nic więc dziwnego, że kiedy w kwietniu 2001 roku w ćwierćfinale rozgrywek trafiliśmy właśnie na “Czerwone Diabły”, napięcie w Monachium sięgnęło zenitu. O tym historycznym rewanżu opowiedzieli w najnowszych podcaście “Kickera” Stefan Effenberg oraz Oliver Kahn.
Wydawać by się mogło, że po bolesnej porażce w Barcelonie, cała drużyna pałała wyłącznie żądzą zemsty. Kapitan zespołu, Stefan Effenberg, przyjął wyniki losowania z ogromnym optymizmem i pewnością siebie.
– Zdecydowanie z radością. Mieliśmy z nimi otwarte rachunki. W ogóle się nie bałem – zdradził “Tygrys” w wywiadzie.
Zupełnie inaczej podchodził do sprawy Oliver Kahn.
– To tak, jakbyś wracał na miejsce wypadku: przepracowywanie traumy. Chciałem wylosować każdego, tylko nie Manchester United. Nie wiedziałem, jak z czystą głową podejść do tego meczu, który tkwił we mnie tak głęboko.
W pierwszym spotkaniu na Old Trafford Bawarczycy wygrali 1-0, a w rewanżu 2-1 i ostatecznie zameldowali się w półfinale.
– Wtedy padło jasne hasło: Teraz możemy osiągnąć wszystko – wspomina Effenberg nastroje, jakie panowały w szatni po wyeliminowaniu Anglików.
Ten sezon zakończył się dla “Die Roten” wybornie, gdyż po zwycięstwie w rzutach karnych nad Valencią sięgnęli po Puchar Europy.
Komentarze