Transfer Bouny Sarra do Bayernu Monachium do dziś uchodzi za symbol chaosu pandemicznego rynku, pokazując, jak kosztowne mogą być decyzje podejmowane w pośpiechu i bez sportowej wizji.
Podpisanie kontraktu z Bouną Sarrem było jedną z najbardziej
wyśmiewanych decyzji w nowożytnej historii Bayernu. Sprowadzony późnym latem, w
realiach niepewności wywołanej pandemią COVID-19, miał być szybkim
uzupełnieniem kadry. W praktyce od początku pozostawał na marginesie projektu
sportowego.
Przez cztery sezony w Monachium Sarr rozegrał łącznie 1293
minuty w 33 spotkaniach. Statystyka ta nabiera szczególnego znaczenia w
zestawieniu z jego zarobkami.
Według danych Capology, Senegalczyk inkasował w tym czasie
7,6 miliona euro, co daje niemal 5900 euro za każdą minutę spędzoną na boisku i
ponad 230 tysięcy euro za jeden mecz.
Jeszcze bardziej wymowne są proporcje dotyczące liczb
ofensywnych: jedna asysta wyceniona na blisko dwa miliony euro i jedyna bramka,
która kosztowała klub pełne 7,6 miliona. Paradoksalnie, Sarr nigdy nie sprawiał
wrażenia sfrustrowanego swoją rolą. Wręcz przeciwnie – zaakceptował status
rezerwowego, czerpiąc satysfakcję z treningów i codziennego funkcjonowania w
jednym z największych klubów świata.
Po odejściu z Bayernu w 2024 roku pozostawał bez klubu, ale
dziś ma szansę na powrót do Francji i odbudowę kariery, którą rozpoczynał w FC
Metz, podpisując kontrakt z Francuzami do końca bieżącej kampanii 2025/26.
Komentarze