Piłkarze Manchesteru United wracali wówczas z meczu w Belgradzie. Podopieczni Matta Busbyego, pasażerowie oraz załoga jak najszybciej chcieli udać się w dalszą podróż, jednak poderwanie do lotu utrudniały problemy natury technicznej. Po dwóch nieudanych próbach (nieprawidłowa praca silników) zdecydowano się na powtórzenie procedury. Niestety samolot po rozpędzeniu się nagle wytracił prędkość i był jednocześnie za wolny, aby oderwać się od pasa, ale za szybki aby się zatrzymać. W efekcie pojazd wypadł z pasa, przeciął pobliską drogę i rozbił się o zabudowania.

Katastrofę przeżyło 21 osób, jednak z wielkiej drużyny ostał się jedynie Bobby Charlton i trener Busby. Dwóch zawodników, którzy także przeżyli to wydarzenie i doszło do siebie, nie wróciło już do gry. Uznawany za jednego z najwybitniejszych piłkarzy tamtego okresu Duncan Edwards zmarł kilka dni po katastrofie.

Te bolesne wydarzenia zostały przywołane także dzisiaj. Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoeness w obecności przedstawicieli Man Utd w osobach Alana Dawson i Denisa Irwina złożyli kwiaty pod pomnikiem.




- Man United był i jest czymś więcej niż zwycięstwo czy porażka, trofea i puchary. Nigdy nie zapomnimy o ofiarach tej katastrofy - powiedział Rummenigge w przemówieniu, któremu przysłuchiwało się wielu kibiców Czerwonych Diabłów.

Źródło www.fcb.de
Udostępnij