Nie milkną echa wczorajszego meczu w Hamburgu, gdzie nie brakowało kontrowersji. Monachijczycy mieli spore pretensje do arbitra meczu i były sędzia, Manuel Graefe, zdaje się być podobnego zdania.
Były arbiter wziął pod lupę sytuację, po której sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy za rzekomy faul Joshuy Kimmicha na Nicolaiu Rembergu.
— Kimmich miał spowodować rzut karny. Na powtórkach w zwolnionym tempie nie widać nawet kontaktu. Ale nawet jeśli doszło tam do jakiegoś minimalnego dotknięcia, muśnięcia w piszczel, to muszę powiedzieć bardzo wyraźnie: to było brudno wywalczone – stwierdził Graefe.
Jego zdaniem, takie decyzje są plagą współczesnego futbolu.
— Te rzuty karne niszczą futbol i to wymyka się spod kontroli. Mamy obecnie problem z rzutami karnymi – dodał.
Co więcej, Graefe zarzucił zawodnikowi HSV, że celowo szukał kontaktu i czekał na najmniejszy pretekst, aby upaść w polu karnym.
— On nawet nie chce postawić lewej stopy na ziemi. Wykorzystuje to minimalne dotknięcie, o ile w ogóle miało ono miejsce, bo nawet tego nie widać. (...) Nie stawia stopy, tylko od razu unosi lewą nogę, rzuca się na ziemię i zwija z bólu, jakby został trafiony wyprostowaną nogą z pełną siłą. To na dłuższą metę tylko szkodzi piłce nożnej – ocenił surowo Gräfe.
— Jeśli nie widać kontaktu, to VAR właściwie powinien zainterweniować. Rzut karny to tak dotkliwa kara, że może być podyktowany tylko wtedy, gdy jest to w 100% słuszne i zrozumiałe – domaga się Graefe.
Komentarze