Erling Haaland mógł trafić do Bayernu Monachium na długo przed tym, jak stał się jednym z najlepszych napastników na świecie. Kulisy niedoszłego transferu Norwega ponownie przedstawił Hermann Gerland.
Wieloletni trener pracujący z młodzieżą “Bawarczyków” po raz pierwszy zwrócił uwagę na Haalanda podczas meczu młodzieżowych reprezentacji Norwegii i Niemiec. Napastnik występował wówczas w barwach Molde FK.
– Obserwowałem go wtedy w młodzieżowej reprezentacji Norwegii, kiedy grali z Niemcami. Pomyślałem sobie: “Co tu się dzieje? Kim jest ten chłopak?”. Natychmiast zadzwoniłem do Bayernu i powiedziałem: “Musimy go pozyskać” – wspominał Gerland w rozmowie z “Abendzeitung Muenchen”.
Bawarczycy szybko wtedy zareagowali na jego rekomendację i już trzy lub cztery dni później Haaland pojawił się z wizytą na bawarskim Campusie. Wydawało się więc, że monachijczycy mają realną szansę na pozyskanie utalentowanego napastnika.
Według Gerlanda potencjalny transfer nie wiązał się wówczas z dużymi kosztami. Przystępna miała być zarówno kwota odstępnego, jak i oczekiwania finansowe samego zawodnika.
– Kwota transferu byłaby niska, a on chciał zarabiać od 10 do 15 tysięcy euro brutto. Ostatecznie Bayern nie chciał jednak zapłacić – powiedział 72-latek.
Jednym z powodów rezygnacji miała być mocno obsadzona ofensywa “Die Roten”. W Monachium występowali wówczas między innymi Robert Lewandowski i Thomas Mueller, dlatego część osób w klubie miała wątpliwości, gdzie znalazłoby się miejsce dla młodego Norwega.
– Niektórzy mówili: “Mamy z przodu Thomasa Muellera i Roberta Lewandowskiego. Gdzie miałby grać?”. Takie rzeczy się zdarzają – podsumował Gerland.




Komentarze [1]
REKLAMA
REKLAMA