@Rizitelli: "serio gol Bayernu to czysty przypadek? Strzał z rzutu wolnego z 20 metra w stronę bramki to przypadek?"
Kiepski strzał w sam środek muru, który znajduje drogę do bramki TYLKO dlatego, że po drodze zrykoszetował i zmylił bramkarza, który już był na posterunku, to przypadek czystej postaci.
@ DonJupp4ever: "mieliśmy 4 praktycznie 100% okazję i kilka takich 75% na strzelenie gola."
Niestety, ale nie mieliście. Stuprocentową okazję to miał Muller z karnego i Lewy, kiedy strzelił bramkę (czyli w sumie dwie). Bramka z wolnego nie była stuprocentową okazją, tylko taką 50%. Jeśli bramkarz obronił dobry strzał, to znaczy, że nie była to stuprocentowa okazja. Jeśli obrońca zdążył wybić piłkę, albo zablokować strzał, to znaczy że nie była to stuprocentowa okazja. A głównie właśnie takie sytuacje mieliście.
@Nookie: "Wczoraj zagraliśmy najlepszy mecz na wiosnę."
Nie śledzę Was aż tak uważnie, ale w Turynie pierwszą połowę zagraliście zdecydowanie lepiej. I w drugiej u siebie też wydawaliście mi się groźniejsi, niż wczoraj (dobre wrzutki Comana i Costy). Tyle, że rzeczywiście wczoraj zagraliście dość równo i z dużym zaangażowaniem przez całe 90 minut. Naprawdę szkoda, że zabrakło Wam szczęścia i nie wbiliście tej trzeciej bramki, bo teraz żal będzie patrzeć na finał ;(
@Nookie: "Fakt, nie było wielu 100 % sytuacji, ale co z tego? Bramki też padają po strzałach z daleka, jak z delikatnych muśnięć w polu karnym."
Ja tego nie neguję, tylko jako postronny obserwator nie podzielam hurraoptymizmu wielu kibiców Bayernu odnośnie jakości Waszej gry podczas wczorajszego meczu. Wszędzie pełno komentarzy, że to Wasz najlepszy mecz w sezonie, że w ogóle genialny występ i gdyby tylko Lewandowski był skuteczniejszy, to byście spokojnie wygrali.
Zagraliście dobrze, a na tle zmasowanej i świetnej obrony Atletico, to nawet bardzo dobrze, ale akurat dwie z trzech Waszych najgroźniejszych sytuacji to było dzieło czystego przypadku, a nie wynik Waszej świetnej gry (mam oczywiście na myśli pierwszą bramkę po rykoszecie i karnego na Martinezie). W pierwszej połowie mieliście jeszcze tylko jedną okazję po której mogła paść bramka, gdyby Muller z Lewym lepiej ją rozegrali. Pozostałe zostały skutecznie zneutralizowane interwencjami Oblaka i obrońców. A w drugiej połowie też jakichś klarownych sytuacji nie naliczyłem - albo były to strzały z trudnych pozycji, albo strzały zablokowane, albo Wasi zawodnicy byli blokowani w dostępie do piłki.
"Atletico w tym meczu nie miało absolutnie żadnej kontroli nad meczem i zasłużenie przegrali."
Ale oni w tej sposób zawsze grają z Realem czy z Barceloną. To może wyglądać jak desperacka obrona Częstochowy, ale oni sami czują się bardzo pewnie w takiej grze. Wychodzą z założenia, że nie mogą dopuścić do strzałów z pewnych najgroźniejszych sektorów boiska i do takich strzałów generalnie nie dopuszczali. Pozwalali Wam strzelać z dystansu, ale taki strzał musi jeszcze znaleźć drogę do bramki. Trudno go nazwać wypracowaną sytuacją, skoro średnia skuteczność strzałów spoza "szesnastki" nie przekracza jakichś 25%.
I żebyś mnie źle nie zrozumiał, ja uważam, że byliście lepsi i spokojnie zasłużyliście na awans. Ale po pierwsze nie aż tak lepsi, jak niektórzy sądzą, ponieważ sposób gry Atletico wynikał właśnie z faktu, że ani przez moment nie musieli gonić wyniku i Was atakować (kiedy przycisnęli Waszą obronę w pierwszym meczu, to szybko strzelili bramkę i od razu się cofnęli, zamiast iść za ciosem jak nieprzymierzając Juve w rewanżu). A po drugie, w Waszej grze nie było widać ręki szkoleniowca i jakiejś przemyślanej taktyki na ten mecz. Graliście dokładnie to samo, co zawsze gracie, tylko z większą werwą i zaangażowaniem. Nie było szybkiego wychodzenia z kontratakiem, w tych nielicznych sytuacjach, w których Atletico zapędziło się pod Waszą bramkę. Nie było podłączania się bocznych obrońców i puszczania ich przez skrzydłowych w uliczkę, żeby mogli w pełnym biegu dośrodkować. Brakowało przyśpieszenia gry, podań z klepki, czy prostopadłych piłek w pole karne. Wasi piłkarze mają większe umiejętności od tych z Madrytu, więc jakoś te braki w zgraniu nadrabiali swoimi indywidualnymi akcjami, ale jakąś przemyślaną wspołpracę na boisku widziałem tylko między Mullerem, Lewandowskim i Vidalem. Skrzydłowi ciągle wikłali się w bezsensowne pojedynki jeden na jeden, których nie byli w stanie wygrać, a reszta wrzucała w pole karne na alibi - a nuż ktoś do niej dojdzie i się uda! Tak to w każdym razie widziałem.
Witam wszystkich! Jako kibic niezaangażowany, postanowiłem się u Was wypowiedzieć na temat wczorajszego meczu, ponieważ mam wrażenie, że jestem w stanie nieco obiektywniej ocenić wydarzenia, które miały miejsce na boisku.
Generalnie graliście całkiem fajnie i przez cały mecz nieźle cisnęliście Atletico, ale klarownych okazji, to mieliście mniej więcej tyle samo, ile oni, czyli jedną. Statystyka strzałów naprawdę nie oddaje tego, jak większość sytuacji była niegroźna dla Oblaka. Pierwszą bramkę strzeliliście z niczego, po rykoszecie, karnego (całkowicie prawidłowego) dostaliście w sytuacji niezbyt groźnej (nie sądzę, żeby Martinez był w stanie dojść do piłki i strzelić bramkę) i dopiero bramka Lewego, to była Wasza pierwsza naprawdę klarowna okazja.
Wcześniej było mnóstwo wrzutek, smyrnięć piłki w polu karnym, ale w zdecydowanej większości tych sytuacji, to obrońcy Atleti sami się z nich wybronili, a nie Wasi gracze je zepsuli. Tak więc nie mieliście prawie żadnych stuprocentowych sytuacji po wypracowanych schematach, tylko taki ćwierćsytuacje zrodzone z chaosu.
Dlatego teraz ze zdziwieniem czytam zachwyty niektórych nad taktyką Guardioli. Przecież gdyby nie przypadkowa pierwsza bramka (i karny w zupełnie niegroźnej sytuacji), to Simeone miałby mecz całkowicie pod kontrolą. A właściwie, to i tak miał - ani przez chwilę nie musiał gonić wyniku, a 1:0 urządzało go nawet w kontekście dogrywki (gdyby Atletico strzeliło w dogrywce bramkę, to Wy musielibyście strzelić jeszcze dwie). Awans Atletico był zagrożony w jednym, jedynym momencie, kiedy do karnego podchodził Muller...
Nie mój klub, więc nie będę wnikał, czy to on powinien go wykonywać. Grał całkiem nieźle i widać było, że dobrze współpracuje z Lewandowskim, który był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, chociaż też nie zagrał za wybitnie. I tu pojawia się moje kolejne zdziwko, kiedy czytam ten cały hejt wylany na niego po meczu, zarówno na tej stronie, jak i na innych portalach. A czego wyście po nim oczekiwali? Że będzie drugim Messim i Wam wygra w pojedynkę mecz? Przecież nawet Messi zawalił Barcelonie półfinał z Chelsea (nie strzelił karnego jak Muller) czy też nie pomógł Argentynie w zdobyciu MŚ. Przytaczane przez Was jakieś urojone sytuacje Lewego, których niby nie wykorzystał, to jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Raz dostał z łokcia w twarz od Godina i przez resztę meczu biegał z limem na policzku (widać na zbliżeniach), a wszędzie jakieś bzdurne insynuacje, że chciał wymusić karnego. W kolejnej sytuacji Muller niepotrzebnie mu podawał zamiast samemu strzelać. Raz do piłki zdążył Oblak (albo obrońca wybił - już dobrze nie pamiętam), kosząc go równo z trawą. Raz nie przyjął w pełnym biegu trudnej (bo podkręconej i kozłującej) piłki z dwoma obrońcami na plecach (dla porównania Griezman dostał piłkę po ziemi, nie mając już nikogo przed sobą). Raz ładnie uderzył z półwoleja po zgraniu Vidala. Raz Muller zgrał mu głową za plecy, a on i tak zdołał jeszcze cudem sięgnąć tę piłkę piętą. No i parę razy nie sięgnął piłki albo nie najlepiej ją przyjął, bo był blokowany, trzymany albo wręcz faulowany przez obrońców. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić (jego waleczność i walkę o każdy metr boiska już nawet pomijam).
Moim zdaniem, to końcówkę meczu zawalił Wam Coman. Spieprzył wszystko, co miał do spieprzenia. Każde jego zagranie, to albo zła decyzja, albo złe wykonanie. Costa też zupełnie nie widoczny, niczego nie wniósł do gry. Dziwie się, że mimo wszystko Guardiola nie posłał do boju Gotze - ten przynajmniej jest przyzwyczajony do gry w meczach o taką stawkę i mógłby być o niebo lepszy, od stremowanego Comana.
Sorry, że trochę przydługo o Lewandowskim, ale oglądałem ten mecz głównie z perspektywy polskiego kibica i głównie na jego grę zwracałem uwagę. Może i dupy nie urywała, ale mieć do niego o cokolwiek pretensje. Swoje zrobił.
@Rizitelli: "serio gol Bayernu to czysty przypadek? Strzał z rzutu wolnego z 20 metra w stronę bramki to przypadek?"
Kiepski strzał w sam środek muru, który znajduje drogę do bramki TYLKO dlatego, że po drodze zrykoszetował i zmylił bramkarza, który już był na posterunku, to przypadek czystej postaci.
@ DonJupp4ever: "mieliśmy 4 praktycznie 100% okazję i kilka takich 75% na strzelenie gola."
Niestety, ale nie mieliście. Stuprocentową okazję to miał Muller z karnego i Lewy, kiedy strzelił bramkę (czyli w sumie dwie). Bramka z wolnego nie była stuprocentową okazją, tylko taką 50%. Jeśli bramkarz obronił dobry strzał, to znaczy, że nie była to stuprocentowa okazja. Jeśli obrońca zdążył wybić piłkę, albo zablokować strzał, to znaczy że nie była to stuprocentowa okazja. A głównie właśnie takie sytuacje mieliście.
@Nookie: "Wczoraj zagraliśmy najlepszy mecz na wiosnę."
Nie śledzę Was aż tak uważnie, ale w Turynie pierwszą połowę zagraliście zdecydowanie lepiej. I w drugiej u siebie też wydawaliście mi się groźniejsi, niż wczoraj (dobre wrzutki Comana i Costy). Tyle, że rzeczywiście wczoraj zagraliście dość równo i z dużym zaangażowaniem przez całe 90 minut. Naprawdę szkoda, że zabrakło Wam szczęścia i nie wbiliście tej trzeciej bramki, bo teraz żal będzie patrzeć na finał ;(
@Nookie: "Fakt, nie było wielu 100 % sytuacji, ale co z tego? Bramki też padają po strzałach z daleka, jak z delikatnych muśnięć w polu karnym."
Ja tego nie neguję, tylko jako postronny obserwator nie podzielam hurraoptymizmu wielu kibiców Bayernu odnośnie jakości Waszej gry podczas wczorajszego meczu. Wszędzie pełno komentarzy, że to Wasz najlepszy mecz w sezonie, że w ogóle genialny występ i gdyby tylko Lewandowski był skuteczniejszy, to byście spokojnie wygrali.
Zagraliście dobrze, a na tle zmasowanej i świetnej obrony Atletico, to nawet bardzo dobrze, ale akurat dwie z trzech Waszych najgroźniejszych sytuacji to było dzieło czystego przypadku, a nie wynik Waszej świetnej gry (mam oczywiście na myśli pierwszą bramkę po rykoszecie i karnego na Martinezie). W pierwszej połowie mieliście jeszcze tylko jedną okazję po której mogła paść bramka, gdyby Muller z Lewym lepiej ją rozegrali. Pozostałe zostały skutecznie zneutralizowane interwencjami Oblaka i obrońców. A w drugiej połowie też jakichś klarownych sytuacji nie naliczyłem - albo były to strzały z trudnych pozycji, albo strzały zablokowane, albo Wasi zawodnicy byli blokowani w dostępie do piłki.
"Atletico w tym meczu nie miało absolutnie żadnej kontroli nad meczem i zasłużenie przegrali."
Ale oni w tej sposób zawsze grają z Realem czy z Barceloną. To może wyglądać jak desperacka obrona Częstochowy, ale oni sami czują się bardzo pewnie w takiej grze. Wychodzą z założenia, że nie mogą dopuścić do strzałów z pewnych najgroźniejszych sektorów boiska i do takich strzałów generalnie nie dopuszczali. Pozwalali Wam strzelać z dystansu, ale taki strzał musi jeszcze znaleźć drogę do bramki. Trudno go nazwać wypracowaną sytuacją, skoro średnia skuteczność strzałów spoza "szesnastki" nie przekracza jakichś 25%.
I żebyś mnie źle nie zrozumiał, ja uważam, że byliście lepsi i spokojnie zasłużyliście na awans. Ale po pierwsze nie aż tak lepsi, jak niektórzy sądzą, ponieważ sposób gry Atletico wynikał właśnie z faktu, że ani przez moment nie musieli gonić wyniku i Was atakować (kiedy przycisnęli Waszą obronę w pierwszym meczu, to szybko strzelili bramkę i od razu się cofnęli, zamiast iść za ciosem jak nieprzymierzając Juve w rewanżu). A po drugie, w Waszej grze nie było widać ręki szkoleniowca i jakiejś przemyślanej taktyki na ten mecz. Graliście dokładnie to samo, co zawsze gracie, tylko z większą werwą i zaangażowaniem. Nie było szybkiego wychodzenia z kontratakiem, w tych nielicznych sytuacjach, w których Atletico zapędziło się pod Waszą bramkę. Nie było podłączania się bocznych obrońców i puszczania ich przez skrzydłowych w uliczkę, żeby mogli w pełnym biegu dośrodkować. Brakowało przyśpieszenia gry, podań z klepki, czy prostopadłych piłek w pole karne. Wasi piłkarze mają większe umiejętności od tych z Madrytu, więc jakoś te braki w zgraniu nadrabiali swoimi indywidualnymi akcjami, ale jakąś przemyślaną wspołpracę na boisku widziałem tylko między Mullerem, Lewandowskim i Vidalem. Skrzydłowi ciągle wikłali się w bezsensowne pojedynki jeden na jeden, których nie byli w stanie wygrać, a reszta wrzucała w pole karne na alibi - a nuż ktoś do niej dojdzie i się uda! Tak to w każdym razie widziałem.
Witam wszystkich! Jako kibic niezaangażowany, postanowiłem się u Was wypowiedzieć na temat wczorajszego meczu, ponieważ mam wrażenie, że jestem w stanie nieco obiektywniej ocenić wydarzenia, które miały miejsce na boisku.
Generalnie graliście całkiem fajnie i przez cały mecz nieźle cisnęliście Atletico, ale klarownych okazji, to mieliście mniej więcej tyle samo, ile oni, czyli jedną. Statystyka strzałów naprawdę nie oddaje tego, jak większość sytuacji była niegroźna dla Oblaka. Pierwszą bramkę strzeliliście z niczego, po rykoszecie, karnego (całkowicie prawidłowego) dostaliście w sytuacji niezbyt groźnej (nie sądzę, żeby Martinez był w stanie dojść do piłki i strzelić bramkę) i dopiero bramka Lewego, to była Wasza pierwsza naprawdę klarowna okazja.
Wcześniej było mnóstwo wrzutek, smyrnięć piłki w polu karnym, ale w zdecydowanej większości tych sytuacji, to obrońcy Atleti sami się z nich wybronili, a nie Wasi gracze je zepsuli. Tak więc nie mieliście prawie żadnych stuprocentowych sytuacji po wypracowanych schematach, tylko taki ćwierćsytuacje zrodzone z chaosu.
Dlatego teraz ze zdziwieniem czytam zachwyty niektórych nad taktyką Guardioli. Przecież gdyby nie przypadkowa pierwsza bramka (i karny w zupełnie niegroźnej sytuacji), to Simeone miałby mecz całkowicie pod kontrolą. A właściwie, to i tak miał - ani przez chwilę nie musiał gonić wyniku, a 1:0 urządzało go nawet w kontekście dogrywki (gdyby Atletico strzeliło w dogrywce bramkę, to Wy musielibyście strzelić jeszcze dwie). Awans Atletico był zagrożony w jednym, jedynym momencie, kiedy do karnego podchodził Muller...
Nie mój klub, więc nie będę wnikał, czy to on powinien go wykonywać. Grał całkiem nieźle i widać było, że dobrze współpracuje z Lewandowskim, który był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, chociaż też nie zagrał za wybitnie. I tu pojawia się moje kolejne zdziwko, kiedy czytam ten cały hejt wylany na niego po meczu, zarówno na tej stronie, jak i na innych portalach. A czego wyście po nim oczekiwali? Że będzie drugim Messim i Wam wygra w pojedynkę mecz? Przecież nawet Messi zawalił Barcelonie półfinał z Chelsea (nie strzelił karnego jak Muller) czy też nie pomógł Argentynie w zdobyciu MŚ. Przytaczane przez Was jakieś urojone sytuacje Lewego, których niby nie wykorzystał, to jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Raz dostał z łokcia w twarz od Godina i przez resztę meczu biegał z limem na policzku (widać na zbliżeniach), a wszędzie jakieś bzdurne insynuacje, że chciał wymusić karnego. W kolejnej sytuacji Muller niepotrzebnie mu podawał zamiast samemu strzelać. Raz do piłki zdążył Oblak (albo obrońca wybił - już dobrze nie pamiętam), kosząc go równo z trawą. Raz nie przyjął w pełnym biegu trudnej (bo podkręconej i kozłującej) piłki z dwoma obrońcami na plecach (dla porównania Griezman dostał piłkę po ziemi, nie mając już nikogo przed sobą). Raz ładnie uderzył z półwoleja po zgraniu Vidala. Raz Muller zgrał mu głową za plecy, a on i tak zdołał jeszcze cudem sięgnąć tę piłkę piętą. No i parę razy nie sięgnął piłki albo nie najlepiej ją przyjął, bo był blokowany, trzymany albo wręcz faulowany przez obrońców. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić (jego waleczność i walkę o każdy metr boiska już nawet pomijam).
Moim zdaniem, to końcówkę meczu zawalił Wam Coman. Spieprzył wszystko, co miał do spieprzenia. Każde jego zagranie, to albo zła decyzja, albo złe wykonanie. Costa też zupełnie nie widoczny, niczego nie wniósł do gry. Dziwie się, że mimo wszystko Guardiola nie posłał do boju Gotze - ten przynajmniej jest przyzwyczajony do gry w meczach o taką stawkę i mógłby być o niebo lepszy, od stremowanego Comana.
Sorry, że trochę przydługo o Lewandowskim, ale oglądałem ten mecz głównie z perspektywy polskiego kibica i głównie na jego grę zwracałem uwagę. Może i dupy nie urywała, ale mieć do niego o cokolwiek pretensje. Swoje zrobił.