Bayern Monachium ma za sobą kolejne spotkanie na krajowym podwórku. Tym razem w ramach 24. kolejki Bundesligi monachijczycy mierzyli się z Borussią Dortmund.
W sobotni wieczór kibice Bundesligi dostali dokładnie to,
czego oczekiwali od Der Klassikera. FC Bayern Monachium pokonał Borussię
Dortmund 3:2 (0:1) i zrobił ogromny krok w stronę mistrzostwa Niemiec. Przewaga
nad najgroźniejszym rywalem wzrosła do jedenastu punktów, a monachijczycy
odnieśli czwarte z rzędu ligowe zwycięstwo.
Dortmund z prowadzeniem
Od pierwszych minut było widać stawkę spotkania. Obie
drużyny grały agresywnie, wysoko podchodziły pressingiem i nie kalkulowały.
Bayern szybko przejął inicjatywę – po 20 minutach miał pięć strzałów i niemal
70 procent posiadania piłki. Najbliżej gola był Michael Olise, który z prawej
strony zszedł do środka i technicznym uderzeniem próbował zaskoczyć Gregora
Kobela. Bramkarz BVB popisał się jednak znakomitą interwencją.
W 26. minucie nastąpił zimny prysznic dla gospodarzy. Po
rzucie wolnym z lewej strony najwyżej w polu karnym wyskoczył Nico
Schlotterbeck i strzałem głową dał prowadzenie Dortmundowi. Co ciekawe, kilka
minut wcześniej obrońca miał sporo szczęścia, że nie obejrzał czerwonej kartki
za ostry faul na Josipie Stanišiciu. Do przerwy wynik nie uległ zmianie –
intensywność była ogromna, ale obie drużyny skutecznie się neutralizowały.
Kane i Kimmich przesądzają o losach tytułu
Druga połowa rozpoczęła się od jeszcze mocniejszego
uderzenia Bayernu. W 54. minucie padł gol, który był kwintesencją jakości
mistrzów Niemiec. Joshua Kimmich zagrał kapitalne, podcięte podanie do Serge’a
Gnabry’ego, ten zgrał głową do Harry Kane, a Anglik z zimną krwią wykończył
akcję. Była to jego 29. bramka w sezonie ligowym.
W 70. minucie Bayern objął prowadzenie. Olise uruchomił
Stanišicia na prawym skrzydle, a Chorwat wygrał pojedynek ze Schlotterbeckiem i
został sfaulowany. Rzut karny pewnie wykorzystał Kane, notując czwarty kolejny
mecz z rzędu z dwoma trafieniami w Bundeslidze i wyrównując ligowy rekord.
Gdy wydawało się, że goście kontrolują sytuację, w 83.
minucie padło niespodziewane wyrównanie. Daniel Svensson popisał się efektownym
wolejem po dośrodkowaniu z prawej strony i pokonał Jonasa Urbiga. Emocje
sięgnęły zenitu, a końcówka była prawdziwą reklamą niemieckiej piłki.
Odpowiedź Bayernu była natychmiastowa. W 87. minucie po
dośrodkowaniu Olise piłka wróciła w pole karne, a Kimmich lewą nogą uderzył z
woleja nie do obrony. To trafienie przypieczętowało zwycięstwo 3:2 i może
okazać się kluczowe w kontekście walki o tytuł. Bayern nie tylko wygrał mecz na
szczycie – wysłał całej lidze jasny sygnał, kto kontroluje wyścig po
mistrzostwo.
Komentarze