Bayern Monachium był o krok od wypożyczenia Nicolasa Jacksona z Chelsea. Niestety, na finiszu rozmów doszło do nagłego zwrotu akcji. Max Eberl potwierdził, że londyńczycy wycofali się z umowy...
Bayern Monachium był o krok od sfinalizowania wypożyczenia Nicolasa Jacksona z Chelsea. Kluby i sam zawodnik osiągnęli już pełne porozumienie. Bawarczycy mieli zapłacić 15 milionów euro za roczne wypożyczenie, a w umowie miała znaleźć się opcja wykupu latem 2026 roku za kwotę 65 milionów euro.
Niestety, jak już wcześniej informowaliśmy, w związku z urazem Liama Delapa, londyński klub w ostatniej chwili odwołał zgodę na wypożyczenie Jacksona, co było prawdziwym szokiem dla władz Bayernu.
— Chelsea poinformowała nas na krótko przed meczem. Wczoraj [w piątek - przyp.red.] doszliśmy do porozumienia i otrzymaliśmy pozwolenie na przeprowadzenie testów medycznych. Teraz sytuacja jest taka, że chłopak jest tutaj, w Monachium, ale musimy go odesłać z powrotem.
Co ciekawe, Nicolas Jackson wylądował w Monachium w sobotnie popołudnie i zaraz po przylocie miał udać się na wspomniane testy. Wygląda na to, że sam zawodnik i jego otoczenie nie chcieli pogodzić się z decyzją klubu. Jego agent, Diomansy Kamara, zamieścił na Instagramie wideo z podpisem:
— Nie wracamy. (...) Samolot nie leci z powrotem.
Max Eberl postawił jednak sprawę jasno.
— Podjęliśmy działania, chcieliśmy je sfinalizować, chcieliśmy przeprowadzić badania i złożyć podpisy. Teraz nie jest to możliwe. Poinformujemy zawodnika i agenta, że muszą wracać, ponieważ Chelsea… Cóż, po prostu nie mamy podpisanej umowy.
Fiasko rozmów z Chelsea stawia Bayern w niezwykle trudnym położeniu. Do końca okienka transferowego pozostały niespełna dwa dni, a klub wciąż potrzebuje wzmocnienia w ataku. Eberl nie wykluczył jednak, że koniec końców nie uda się ściągnąć nikogo.
— Mamy jeszcze 48 godzin. To nie jest sytuacja, którą można było zaplanować, ale postaramy się znaleźć jakieś rozwiązanie. Na razie zastanawiamy się i dopóki możemy działać, będziemy rozważać, czy i jakie kroki podjąć. Jeśli zdecydujemy, że nic nie robimy, to też będzie decyzja. Na razie jednak mamy jeszcze możliwość działania i postaramy się ją jak najlepiej wykorzystać.
Dyrektor sportowy został również zapytany, czy istnieje szansa na rozmowy z radą nadzorczą w celu uzyskania większych środków na transfer gotówkowy, a nie tylko wypożyczenie. Jego odpowiedź była krótka i jednoznaczna.
— Mam swoje zadanie i staram się je zrealizować.
Komentarze