DieRoten.pl
REKLAMA


Bayern lepszy od Sportingu!

fot. vitaliivitleo / Photogenica

Bayern Monachium odwrócił losy spotkania i wywalczył cenne zwycięstwo, które znacznie przybliżają "Die Roten" do pierwszej ósemki LM. Bawarczycy początkowo grali nieskutecznie, ale w drugiej połowie poprawili celowniki i zwyciężyli 3-1!

Liga Mistrzów

REKLAMA
FC Bayern
FC Bayern
3-1
(0-0)
Sporting Lizbona
Sporting Lizbona

J. Kimmich 54'
S. Gnabry 65'
L. Karl 69'
J. Tah 77'

Wtorkowy wieczór na Allianz Arena miał przynieść Bayernowi potwierdzenie formy, ale nikt w Monachium nie spodziewał się, że droga do wygranej będzie tak kręta – i zarazem tak spektakularna. Gospodarze pokonali Sporting Lizbona 3:1, a ich druga połowa była popisem determinacji, jakości i szaleńczej energii, która napędzała trybuny, gdy mecz zaczynał wymykać się spod kontroli.

To był jeden z tych wieczorów, gdy Bayern przypomina, że nawet chwilowe potknięcie potrafi przekuć w pretekst do koncertu.

Pierwsza połowa – połową frustracji

Jeszcze zanim piłkarze zeszli na przerwę, Allianz Arena zdążyła przeżyć wszystko – od frustracji po niedowierzanie. Lennart Karl, coraz odważniej wchodzący w skórę objawienia sezonu, już w 5. minucie trafił do siatki po kapitalnym uderzeniu, ale spalony Serge’a Gnabry’ego o kilka centymetrów zgasił radość w zarodku.

Później przyszły kolejne niewykorzystane okazje: słupek Harry’ego Kane’a, solowy rajd Karla zakończony interwencją Rui Silvy, a także coraz bardziej nerwowe reakcje Sportingu, duszonego wysokim pressingiem monachijczyków. Gola jednak wciąż brakowało.

Comeback monachijczyków

Jak to jednak w futbolu bywa, gdy Bayern nie zamienia dominacji na prowadzenie, rywal czasem korzysta z jedynego błędu. Po przerwie goście wyprowadzili kontratak, który zakończył się niefortunną interwencją Joshuy Kimmicha. Piłka trafiła do siatki, a kilkadziesiąt tysięcy gardeł nagle zamilkło. 0:1 – i wrażenie, że mecz wymknął się Bayernnowi spod kontroli na kilka niepokojących minut.

Ale ten Bayern, szczególnie u siebie, nie zwykł panikować. Gnabry, wcześniej dynamiczny choć nieskuteczny, w 65. minucie huknął z woleja po dośrodkowaniu Olise – i w jednej chwili trybuny eksplodowały. Ten gol był jak impuls elektryczny dla całej drużyny, bo od tego momentu Sporting już tylko gonił cień.

Cztery minuty później przyszła akcja, która powinna trafić do klubowych archiwów. Lennart Karl – 17-latek, który gra jakby znał Allianz Arena od dekady – najpierw opanował trudną piłkę po wrzutce Laimera, potem posłał ją lewą nogą w kozioł, by ostatecznie prawą wpakować do bramki w stylu zawodnika o dziesięć lat starszego. Trzeci mecz z rzędu w Lidze Mistrzów z golem? Nikt młodszy tego nie zrobił od 1992 roku. Nie bez powodu Kompany mówi o nim jako o „dziecku z mentalnością seniora”.

Gdy Tah w 77. minucie domknął triumf Bayernu wolejem po sprytnej główce Gnabry’ego, Allianz Arena zamieniła się w przyjemną mieszankę świętowania i ulgi. Pierwszy gol stopera w Lidze Mistrzów tylko podkreślił, jak wszechstronne zagrożenie tworzył Bayern w końcówce spotkania.

REKLAMA

Davies wraca do gry!

A gdy doliczony czas gry dobiegał końca, stało się jasne, że ten wieczór niesie ze sobą coś więcej niż trzy punkty. Powrót Alphonso Daviesa po 261 dniach przerwy wzruszył wielu kibiców, a kolejne rekordy i statystyki – jak utrzymanie kursu na 1/8 finału czy kolejna efektowna domowa wygrana – zbudowały atmosferę optymizmu.

Bayern wygrał zasłużenie. Bayern wygrał dojrzale. I co ważne: Bayern wygrał tak, jak chce wygrywać wiosną – z siłą większą niż jakikolwiek moment niepewności.

 

Źródło: Własne
GabrielStach

Komentarze

REKLAMA
Trwa wczytywanie komentarzy...