Borussia Dortmund sięgnęła po Puchar Legend Bayernu Monachium, triumfując nad Realem Madryt Leyendas i potwierdzając, że historia futbolu wciąż potrafi elektryzować.
Styczeń 2026 roku, środek sezonu 2025/26, w którym Bayern
Monachium prowadzony przez Vincenta Kompany’ego walczy na kilku frontach, przyniósł
kibicom wyjątkowy powrót do przeszłości. Puchar Legend Bayernu Monachium po raz
kolejny udowodnił, że nazwiska zapisane złotymi zgłoskami w historii futbolu
wciąż potrafią dostarczać emocji na najwyższym poziomie. Tym razem trofeum
powędrowało do Borussii Dortmund.
Turniej rozpoczął się z wysokiego „C”. Sebastian Giovinco,
reprezentujący Juventus, zdobył pierwszego gola całych zawodów w starciu z FC
Bayern Legends. Choć Włoch popisał się hat-trickiem, doświadczenie
monachijczyków – z Franckiem Ribérym, Markiem van Bommelem i Mario Mandžukiciem
– pozwoliło Bayernowi zachować kontrolę w fazie grupowej. Juventus, napędzany
skutecznością Vincenza Iaquinty, również zameldował się w półfinale.
W grupie B błyszczała Borussia Dortmund. Mladen Petrić w
ostatnich sekundach meczu z Celtikiem Glasgow zdobył jedną z najpiękniejszych
bramek turnieju, a później BVB bezlitośnie rozprawiło się z Realem Madryt
Leyendas 4:1. Symboliczne było trafienie Matsa Hummelsa – byłego obrońcy
Bayernu – który stał się jednym z liderów czarno-żółtych.
Półfinały przyniosły wyraźne rozstrzygnięcia. Dortmund
rozbił Juventus 5:2, imponując intensywnością i skutecznością. Z kolei Bayern
Legends musiał uznać wyższość Realu Madryt, który dzięki pragmatyzmowi i
doświadczeniu Rubéna de la Reda awansował do finału.
Monachijczycy zrehabilitowali się w meczu o trzecie miejsce.
Juergen Klinsmann i Arjen Robben przypomnieli swoje najlepsze lata, a Bayern
pokonał Juventus 9:4 w najbardziej bramkowym spotkaniu turnieju.
Finał był jednak domeną Borussii. Real prowadził 2:0, lecz
po przerwie Dortmund wrócił z imponującą determinacją. Dwa gole Sokratisa i
decydujące trafienie Hummelsa przypieczętowały zwycięstwo 3:2. Puchar Legend
trafił do Dortmundu – jako dowód, że piłkarska pamięć, nawet w cieniu współczesnych
zmagań ery Kompany’ego, wciąż żyje i inspiruje.
Komentarze